Nasi kursanci piszą…

FISZKI Tysiąc niderlandzkich słów. Lepszej rekomendacji niż zdanie użytkowników nie znajdziecie.

Przeczytajcie czy warto i po co uczyć się słówek z fiszek opracowanych przez TTC

Chcesz poznać moją tajemnicę….fiszko

Zapisałam się na kurs języka niderlandzkiego –  poziom 2. Nikt jednak z uczących się w grupie,  nie zorientował się, że NIE ukończyłam modułu pierwszego, mało tego byłam w grupie najlepsza! …

Pisze do nas Pani Martyna

„Jak to?” zapytacie.

Otóż zanim Martyna przystąpiła do kursu, miała opanowane 1000 słów z fiszek o tym samym tytule. Po wstępnej rozmowie z lektorem, ten polecił jej moduł 2, a nie pierwszy!!! Okazało się że na module pierwszym Martyna nudziłaby się na pewno. Znała już wszystkie słówka z poziomu podstawowego!!! „Obawiałam się czy dam sobie radę, a jednak bez problemu, uczestniczę w zajęciach i jestem bardzo aktywna, znam przecież wiele słówek. Kiedy ludzie pytali gdzie tak dobrze opanowałam słownictwo, w Polsce – odpowiadam. Jaka jest więc Twoja tajemnica? Moja tajemnica to Karteczki! I zdradzę Wam więcej nadal uczę się z FISZEK opracowanych przez TTC tym razem nie tylko słówek, ale całych zwrotów i wyrażeń, dotyczących pracy, wizyt u lekarza, najmu mieszkania i innych”

Alicja pisze:

„Mój system nauki?

Na początku uczyłam się z fiszek, na których znajduje się około 1000 najbardziej popularnych holenderskich słówek (o różnej tematyce), czyli wszystko co potrzebne, aby zacząć posługiwać się językiem niderlandzkim na poziomie podstawowym. Ale to przecież jest to słownictwo, które powinien znać każdy, kto rozpoczął naukę języka niderlandzkiego i zamierza ją kontynuować”

Masz doświadczenia z fiszkami podziel się nimi z innymi czytelnikami naszego BLOGA

Kim i gdzie będziesz za 5, 10 lat?

usmiech

Spróbuj i ty odpowiedzieć sobie na to pytanie. Może ujrzysz w przyszłości coś , czego nie chciałbyś zobaczyć. A może ten widok zmotywuje Cię do działań, Otrzymałam w ubiegłym tygodniu list od „zdemotywowanej Katarzyny” – dziewczyna tak samą siebie nazwała. Kasia pisze:

Od 5 lat mieszkam w Holandii. Mały stały kontrakt w fabryce produkującej ciasteczka. Nawet rozmawiam po holendersku, ale… Mam wrażenie że ciągle jestem na tym samym poziomie i nie mogę przejść n wyższy poziom. W pracy, wiadomo, posługuję się prostym holenderskim, chociaż jestem od niedawna team leiderem. Używam ciągle tych samych wyrażeń, nie rozwijam się w słownictwie dotyczącym spraw zawodowych. W domu także, mąż Polak więc przecież nie będziemy, jak sugerują mi holenderscy koledzy, rozmawiać po niderlandzku. Wiadomo, że nawet jeśli spróbowalibyśmy, i tak w końcu przejdziemy na polski. Szybciej, łatwiej i przyjemniej.

Czytam Waszego bloga i teksty o motywacji, o celach, o stawianiu sobie poprzeczki wyżej, owszem docierają do mnie, ale do tej pory nic z tym nie zrobiłam. Chciałabym zapisać się na gratisową lekcję, tak aby ktoś określił mój poziom językowy i abym moga wziąć udział w wakacyjnym kursie językowym. Postanowiłam, że zrobię coś dla siebie. Nie mogę przecież całe życia pracować przy taśmie. Pani Izo napisała Pani kiedyś: zastanów się kim będziesz i co będziesz robić za 5, 10 lat? Przeraziłam się. Zobaczyłam siebie, już 42 letnią kobietę, w tym samym miejscu przy taśmie ciągle jeszcze z błędami mówiącą po holendersku. O nie muszę coś z tym zrobić. Zaczynam od dziś.

Mój plan :

a)      Gratisowa lekcja określająca mój poziom holenderskiego

b)      Kurs wakacyjny podnoszący mój poziom językowy

c)       Kurs konwersacje, by mówić biegle i bez błędów

d)      Za rok zmieniam pracę!

Za 5 lat będę w zupełnie innym miejscu i inną osobą!

Do dziś zdemotywowana Katarzyna

PS. od teraz jestem zmotywowwana”

Tak trzymać Pani Kasiu! Nie jest Pani jedyną osobą, którą zmotywowało spojrzenie na siebie z innej perspektywy. Miło będzie spotkać się z Panią na  wakacyjnym kursie w Soest.

Gratuluję podjęcia kroków ku fajniejszej przyszłości 🙂

pozdrawiam,

Iza

Kariery naszych studentów – księgowa.

Pamiętam jak napisała do nas dziewczyna o imieniu Ilona, taki oto list:

 

sennik-ksiegowa

 

„Witam, od jakiegoś czasu przymierzam się do wyjazdu do Holandii. W Polsce ukończyłam studia na Uniwersytetach i od dwóch lat pracuję w korporacji i biurze rachunkowym jako księgowa. Planuję wyjechać, ponieważ większość mojej rodziny mieszka w tym kraju. Obawiam się jednak, że będę miała problem z pracą. Przeglądałam oferty i wysyłałam kilka, ale niestety większość odpowiedzi była negatywna ze względu na fakt, że nie jestem jeszcze w NL. Oczywiście nie jest rzeczą prostą rzucić w Polsce wszystko i wyjechać bez pieniędzy do obcego kraju. Problemem jest że znam tylko angielski (bardzo dobrze) i niemiecki (średniozawansowany). Mam jednak silną motywację żeby uczyć się holenderskiego, ponieważ zdaję sobie sprawę, że trzeba znać język urzędowy kraju w którym się mieszka. Może orientujecie się Państwo, jako instytut językowy, jakie są możliwości przyśpieszonej nauki języka holenderskiego oraz znalezienia pracy w zawodzie księgowej/finansach/administracji? Czy są jakieś kursy, staże w tym kierunku? Czy biura rachunkowe lub korporacje dają szanse takim imigrantom jak ja? Z góry dziękuję za odpowiedź:)”

 

 

Prezentowany email ma już rok. Dziś mogę  Wam powiedzieć, że Ilona nauczyła się w pół roku języka holenderskiego na kursach on-line, będąc jeszcze w Polsce. Po pół roku wyjechała do Holandii i kontynuowała naukę. Jest na poziomie średniozaawansowanym i zamierza wziąć udział w kursie wakacyjnym, tak aby przygotować się do egzaminu państwowego.

 

Pracuje w zawodzie księgowej, w bardzo znanej firmie i zamierza pozostać tutaj, w Holandii, ponieważ właśnie zaręczyła się ze swoim holenderskim narzeczonym.

Ilonka! Pozdrawiam Cię serdecznie!!!

Wasze reakcje na przetłumaczoną przez nas piosenkę;)

Dziękujemy za podziękowania i super miłe reakcje mailowe w związku z przetłumaczoną piosenką Guus’a  Meeuwis’a – „Het is een nacht”.

Ludziki! piszcie proszę komentarze na facebooku, lub bezpośrednio pod tekstem na blogu, tak by wszyscy mogli je czytać. Boło ich wiele i były bardzo, bardzo miłe. Nie jestem w stanie przytoczyć/przekleić wszytkich wiadomości, które od Was dostałam, wybieram więc losowo jeden z listów-reakcji;)

„Witam,

Holandia nigdy ani trochę mnie nie interesowała, już Niemcy, jako że po sąsiedzku byli mi bliżsi. Ale właściwie to zawsze coś mnie intrygowało w tamtych stronach, jednak prawdziwa sympatia do Holandii wykształciła się wtedy, gdy pojechałam odwiedzić moją siostrę, która wtedy była na wymianie studenckiej z projektem Comenius. Ten klimat, hhmmmm deszcze, ale przepiękne wybrzeża, no i Amsterdam – oczarował mnie wtedy. Ta różnorodność kulturowa, ten luz i nonszalnacja… No a z drugiej strony ten okropnie brzmiący język, który dla wielu osób, które znam wydaje się bełkotem, ale i to obudziło we mnie zainteresowanie Holandią. Mając fajna pracę w Polsce, rodzinkę i przyjaciół nie miałam jednak planów by emigrować.

Życie miało jednak wobec mnie inne plany. Wkrótce potem znalazłam się w Holandii. Pierwszą myślą, która przyszła wtedy mi do głowy było: muszę nauczyć się tego okropnego języka! Zapisałam się na kurs i byłam wtedy naprawdę zaskoczona, bo zawsze myślałem, że holenderski jest raczej brzydki. A tu taka niespodzianka – holenderski naprawdę spodobał mi się!

Od tamtego czasu zaczęłam nałogowo słuchać muzyki holenderskiej. Sympatia do holenderskiego natychmiast przełożyła się na Holandię. Zaczęłam wyszukiwać w internecie strony internetowe związane z tym krajem i rozmawiałem często z Holendrami, którzy okazali się bardzo sympatycznymi ludźmi i chętnie opowiadali mi o swoim kraju. Zdałam sobie sprawę, że Holandia to przepiękne miejsce i przyznam że zachwycił mnie też styl życia Holendrów 🙂 Rodzinki z trójką dzieci, kobiety pracujące na pół etatu, by sie nimi fajnie zajmować, bliskość sąsiadów, z którymi żyjesz jak z rodziną. Podoba mi się tutaj i pewnie tu już zostanę, a wszystko zaczęło się od holenderskich piosenek…

pozdrawiam słuchaczy TTC

Mariola.”

Kolejna opinia o kursie online z lektorem

Dziękuję Marto!

za to, że:

– chociaż nie byłaś do końca przekonana do kursu online, a właściwe nawet byłaś sceptycznie do niego nastawiona, jednak dałaś mu szansę;

– byłaś na tyle otwarta by jednak spróbować; (co sie okazało czytajcie w liście Marty poniżej)

– zadawałaś sporo bardzo interesujących pytań podczas kursu;

–  zawsze byłaś świetnie przygotowana do lekcji;

– interakcja z Tobą, czyli prowadzenie wszelkiego rodzaju dialogów po holendersku, tych łatwych i tych trudniejszych, była przyjemnością i dla Ciebie i dla mnie także;

– nasz czas pracy choć krótki, był niezwykle intensywny;

– za to że rezultaty zaczęły być widoczne już po 2 pierwszych lekcjach.

Życzę sukcesu w opanowaniu języka na najwyższych poziomach,

i pozdrawiam,

Izabela

Lektor TTC

 

List Marty

Pierwsza mysl: Kurs jezykowy on-line z TTC? Coz to moze oznaczac?
Kolejna mysl: Zajecia trwajace 30 minut? Czego ja sie moge w ten sposb nauczyc?

Ale …

Sceptyczne podejscie i wszelkie watpliwosci ‚poszly w las’, kiedy po pierwszej probnej lekcji przekonalam sie na wlasenej skorze, ze to jest wlasnie wysmienita forma zajec dla mnie.

A wszystko to za sprawa fantastycznej lektorki Izy, ktora przejrzyscie przedstawila mi zasady gramatyki jezyka niderlandzkiego, wartko prowadzila dilaogi i omawiala pod moim katem (tj. uczestnika kursu) interesujace mnie zagadnienia.

Ale co mi sie najbardziej podobalo w zajeciach on-line? Przede wszystkim to:
– ze odbywaly sie one w dostosowanych do mnie godzinach

– ze nie tracilam czasu na dojazd na zajecia do szkoly, a moglam go wykorzystac na nauke

– przygotowywalam sie swoim rytmem do kazdej lekcji (jednak musze podkreslic, ze sumiennie i intensywnie)

– wszelkie moje niedoskonalosci byly natychmiast wylapywane, bowiem cala uwaga lektorki byla skoncentrowana tylko na mnie.

Zatem w moimodczuciu, indywidualna forma zajec niesamowice efektywna i przy odrobinie samozaparcia do nauki, blyskawicznie przynosi jezykowy sukces.

Wszystkim wiec goraco polecam zajecia on-line z TTC!!!

Marta J-H / Amersfoort  — absolwentka kursu M2 w TTC

Miłe podziękowania

Witam.Dziękuje za wiadomość,wierzę i jestem przekonana,że  moje życie będzie o wiele łatwiejsze w tym kraju dzięki znajomości języka niderlandzkiego .Dziękuje za przyjecie mnie na liste kandydatów.

Czekam na wiadomość kiedy i gdzie będą odbywały się spotkania.

Pozdrawiam.

Martyna Nasiewicz.

Pani Martyno!

z całego serca życzymy sukcesu w opanowaniu języka holenderskiego.

team TTC

 

Pozytywne reakcje naszych czytelników

Witam,

Jaki ciekawy temat!

Fajnie wymienić się doświadczeniami na temat ciąży, porodu i wychowywania dzieci z innymi mamami i tatami!

Bardzo chętnie wzięłabym udział w takim spotkaniu. Jako mama 2 dzieci ( 4 latka i 9 miesięcy) oraz trzeciego maleństwa w drodze mam dużo doświadczenia!

I może mogłybyśmy spotkać się w okolicach Deventer? Apeldoorn?

 

Serdecznie pozdrawiam,

Agnieszka Cybulska

„Mały felieton o dużych sprawach”

„Mały felieton o dużych sprawach”

autor: M. Gadaszewska

Oj, jacy zawsze byliśmy dumni z kształcenia w polskich szkołach. Jakie te nasze dzieci były wszechstronne. A cała reszta świata nam do pięt nie dorastała. I dalej nie dorasta. I jakie z nich nieuki. Nawet nie wiedzą, gdzie leży Polska.

Ano nie wiedzą. Kupowałam w holenderskim Media Markcie nawigację. Bardzo młody sprzedawca przynosił mi wszystkie pudełka, żebym sprawdzała, czy ma zaznaczoną na mapce Polskę, bo wtedy będzie mieć polskie menu. Już widzę uśmieszki nauczycieli z naszych szkół. Ale wstrzymajcie się moi mili. Bo ów młody człowiek mówił do mnie płynną angielszczyzną. Nie sugerujcie mi, że nasi uczniowie, którzy nie skorzystali w toku nauczania z korepetycji tak potrafią. Poza tym, opowiedział mi ze szczegółami o możliwościach technicznych tej nawigacji. Z równą swobodą podał mi z pamięci wszystkie parametry zewnętrznej karty dźwiękowej. Zresztą nie jednej, ale zapytawszy o mojego laptopa zasugerował najlepszą dla mnie. Wyszłam ze sklepu usatysfakcjonowana. Czego nie mogłam powiedzieć o tym samym sklepie w Polsce. Zapytałam swego razu równie młodego sprzedawcę o parametry zestawu głośnikowego. Zaproponował, żebym sobie poczytała, bo on nie wie. No tak, ale za to doskonale wie, gdzie leży Holandia. Tego w szkole go nauczyli. I niestety, nasuwa mi się pytanie. Czy wchodząc do tego sklepu wolę być dumna z doskonałego poziomu kształcenia, czy otrzymać informację o zakupie? Fakt, nie uczą tutaj wszystkiego. Jeśli ktoś wybiera jakąś specjalistyczną drogę kształcenia, to już na innych rzeczach się nie zna. Od tego, czego nie umie ma fachowców. Śmieszne? Może i tak, ale ja jakoś nie narzekam. Natomiast narzekałam, kiedy moje dzieci zgodnie z podstawą programową wkuwały tablicę Mendelejewa albo próbowały zapamiętać wątki pozytywistyczne w Lalce. Nie przypominam sobie, żeby tą wiedzę, jak do tej pory wykorzystały. No oczywiście, ja też kiedyś mówiłam o tworzeniu się synaps w mózgu. Ale przestałam. Za to zaczęłam mówić o tym, że nie jestem przekonana, czy nieustające podnoszenie wymagań w naszych szkołach jest niezbędne. Czy ktokolwiek sprawdził efekty, zanim zaczynał wprowadzać kolejne zmiany? Droga Pani Minister MEN. Czy potrzebny jest Pani hydraulik ze znajomością liczb atomowych 25-ciu pierwiastków? Bo tyle trzeba było umieć na dopuszczający. Pozdrawiam Panią serdecznie i życzę satysfakcji z pracy. Może powinnam życzyć też zderzenia z rzeczywistością, ale, nie chcąc wyjść na złośliwą, daruję sobie.

„Przeznaczenie. Mały felieton o dużych sprawach”

autor: M. Gadaszewska

Zaintrygował mnie temat przeznaczenia.

Wczoraj, kiedy szłam ulicą pewien pan zagadał i zaprosił mnie na kawę. Ponieważ wracałam z myjni samochodowej, odstawiłam autko na niepłatny parking i po drodze planowałam niedzielny harmonogram, to wymówiłam się brakiem czasu. Grzecznie dodałam, że może innym razem. Pan nie oponował i wsiadł do samochodu. Może nie zrobiłoby to na mnie wrażenia, ale kiedy zerknęłam na odjeżdżający samochód i zobaczyłam, że to Porsche Carrera, to mnie lekko zatkało. No i tak pomyślałam, czy nie zaprzepaściłam jakiejś życiowej okazji? I czy to pierwszy raz, czy może z powodu pochopnych decyzji ominęło mnie w życiu więcej ciekawych spraw?

Bo nie chodzi mi tu aż tak o tego faceta, ale przejechać się porszakiem, to i owszem, chciałabym. Lawinowo moje myślenie poszło dalej, bo po południu spacerując ze znajomą po mieście natknęłam się na kiermasz rękodzieła. Przy jednym z kramów siedziała wróżka i stawiała tarota. No i przypomniało mi się, jak to kiedyś, dawno, moja Siostra namówiła mnie na wizytę u tarocistki. I ona wtedy powiedziała, że będę pracować za granicą. W duchu ją wyśmiałam i wyrzuciłam jej wróżby do mózgowego kosza. No a przecież pracuję za granicą. Wygrzebałam z zakamarków pamięci pozostałe informacje z tarota. Było też o tym, że będę sławna i bogata. Więc kołacze mi się myśl – czy moje bogactwo odjechało porszakiem? Bo za granicą jestem, a jeśli wziąć pod uwagę sławę w małym zakresie, to w pewnych kręgach moje wiersze są dość popularne. No i snuje mi się po głowie – na ile „co nam pisane, to nas nie minie” a na ile „jesteśmy kowalami własnego losu”? Bo może owo bogactwo było mi pisane, pod warunkiem, że zgodziłabym się na tą kawę? A ile jeszcze innych życiowych szans zaprzepaściłam? A może zyskałam? I idąc dalej, czy jeśli tracę przyjaciela, bo nie podoba mu się to, co napisałam, to faktycznie jest to sprawa paru słów, czy po prostu tak miało się stać? Czy nie dostrzegałam, kim jest mój przyszły małżonek, bo miały urodzić się moje dzieci? Takich pytań mogłabym zadać dużo więcej. Ale czy kiedykolwiek dostanę na nie odpowiedzi? A może sny pokazują niedoszłe scenariusze, które w wyniku straconych szans lądują w życiowym koszu? A gdyby teraz przyszedł ktoś i powiedział mi, że tak, to był straszny błąd, to czy czułabym się lepiej, niż teraz, kiedy szarpie mną niepewność? Piszę, piszę, a mądrzejsza nie jestem ani o krok. Nie wiem. Po prostu nie wiem. Sama nie odpowiem na żadne z tych pytań. I chyba dobrze.A pozdrowię wróżki i wróżbitów oraz wszystkich facetów, którym dałam kosza. I dam w przyszłości, bo pewne moje działania wynikają z cech charakteru. I choćbym kiedyś znalazła się w tej samej sytuacji, to też odmówię. Kowale własnego losu górą! Przy okazji pozdrawiam też kowali.

Błąd w książce ‚Niderlandzki drugi krok’.

Kilka dni temu otrzmałam mailem bardzo ciekawą uwagę od pana Krzysztofa, uczącego sie języka niderlandzkiego z napisanej przeze mnie książki ‘Niderlandzki drugi krok’. Oto nasza korespondencja w tej sprawie:

Geachte mw van Ekeren Krawczyk

Ik heet Krzysztof, samen met collega wij hebben Nederlandse taal cursus.
Wij gebruiken boek „Niderlandzki drugi krok”.
Op les 1 pagina 6 de tekst „Werkverslaafd of niet?”
Onze leraar vragen is goed vertaling of niet?
Ik heb gewonden fout en ik hebt gezegd tegen onze leraar.
Zij hebt gezegd tegen mij ”dit is jouw huiswerk”, dus moet jij sturen e-mail naar deze adres (info@talentraining.nl) met vraag:

„Maar Dirk, jij werkt veel te veel, alleen wil je dat niet toegeven”,
U vertaling
„ależ Dirk przecież ty za dużo pracujesz, ale nie chcesz się do tego przyznać”.
Volgens mij moet zijn
” ależ Dirk przecież ty pracujesz dużo za dużo, ale nie chcesz się do tego przyznać”
veel te veel = dużo za dużo
te veel = za dużo

Kunt U sturen naar mij antwoord A.U.B
Met vriendelijk groet
Krzysztof

Witam Pana,

Dziekuje bardzo, ze napisal Pan do nas w tej sprawie.
Ciesze sie, ze krytycznie podchodzi Pan do materialu do nauki i ze podjal Pan trud, by skontaktowac sie z bezposrednio ze mna. W dodatku napisal Pan piekny mail w jezyku holenderskim – wielkie brawo!

Pisze Pan o bledzie w tlumaczeniu… Tak sie Panu wydaje, gdyz oczywiscie chcialoby sie przetlumaczyc tekst slowo po slowie. Jesli wyrwac z kontekstu zwrot ‘veel te veel’ to oznacza on oczywiscie ‘duzo za duzo’. Zupelnie sie z tym zgadzam.
Natomiast tlumaczac tekst w calosci zwraca sie uwage na szerszy aspekt jezyka. Nie zapominajmy, ze tlumaczenie jest tez subiektywnym odbiorem tekstu. Zdanie z ‘pracujesz duzo za duzo’ nie brzmi zbyt ladnie po polsku i zwykle chyba sie tak nie mowi, stad moj wybor.

Dodam, ze w tlumaczeniach tekstow z ksiazki (i w ogole w tlumaczeniach) znajdzie Pan wiecej podobnych przykladow. Prosze ich wiec nie traktowac jako blad. Doslowne znaczenie poszczegolnych slow mozna znalezc w slowniku, a Tu chodzi o tlumaczenie calych tekstow.

Oczywiscie zachecam do ponownego skontaktowania sie ze mna, jesli bedzie Pan mial watpliwosci co do poprawnosci materialu do nauki jezyka niderlandzkiego.

Pozdrawiam serdecznie,
Agata van Ekeren
Talen Training Centrum

Pan Krzysztof zadowolony był z mojej reakcji i uznał moją wypowiedź za wyczerpującą.Już od kilku lat napisane przeze mnie podręczniki służą pomocą w nauce języka niderlandzkiego wielu Polakom. Zawsze spotykam się z bardzo pozytywnymi opiniami na temat tych podręczników. Wypowiedź pana Krzysztofa jest jednak innego typu, widać, że podchodzi on krytycznie do materiału, z którego korzysta. Jak napisałam wyżej, bardzo mnie to cieszy i zapraszam innych do podejmowania podobnych kroków.