condible

„Robiąc biznes, pozostań sobą”

 

Takiej i wielu innych rad udziela moja dzisiejsza rozmówczyni Monika Boomgaard, właścicielka firmy doradczej CONDIBLE. Na co dzień jako profesjonalistka z doświadczeniem w dużej korporacji pomaga przedsiębiorcom rozpocząć i skutecznie rozwijać własne firmy na terenie Holandii. Buduje strategie biznesowe i zaufanie klientów. Jej motto to „Just do it”.

 

 

Teresa: Moniko, przyjechałaś do Holandii znając już język niderlandzki czy dopiero tutaj podjęłaś naukę?

Monika: Moja droga do Holandii prowadziła przez Brukselę, a Belgia była już drugą „zagranicą”, w której pracowałam, ponieważ wcześniej mieszkałam przez jakiś czas w Londynie. Uważam, że wspaniale jest być „obywatelem świata”, ale też dobrze jest się „czuć jak w domu”. Dość szybko zdałam sobie sprawę, że brak znajomości języka kraju, w którym się żyje, nie pozwoli mi cieszyć się w pełni ani jednym ani drugim. Dlatego też już w Brukseli podjęłam naukę flamandzkiego. Przeprowadzając się do Holandii, czułam, że dzięki temu mogę się łatwiej zanurzyć w lokalną społeczność.

Po przeprowadzce szlifowałam język holenderski w rozmowach z holenderskimi koleżankami i organizując różnego rodzaju aktywności w mojej okolicy. Z natury jestem organizatorem, można nawet powiedzieć „kaowcem” ;-), ponieważ ważne są dla mnie tradycje i ich kultywowanie. A to wszystko zdecydowanie sprzyjało nauce w działaniu i praktyce.

Zawsze wiedziałam, że bywają sytuacje, kiedy musimy wykazać się formalnie swoimi umiejętnościami i dlatego zapisałam się na kurs języka niderlandzkiego i zdałam egzamin państwowy. Polecam zrobić to wszystkim, którzy myślą o zostaniu w Holandii na stałe – zapewne się przyda, choćby w kontaktach administracyjnych. 

Teresa: Masz własny, świetnie rozwijający się biznes. Twoja firma jest znana nie tylko wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłaś się holenderskiego języka biznesowego? Czy uczęszczając na kurs? A może jako samouk?

Monika: Dziękuję za komplement 🙂 Uważam, pewnie jak wielu ambitnych przedsiębiorców, że uznanie klientów zdobywa się odpowiednią jakością produktu połączoną z przebojowością. Języka biznesowego uczyłam się i wciąż uczę w praktyce, żeby nie powiedzieć „w boju”! Niekiedy jest to wyzwanie, któremu – jak śpiewają Holendrzy – towarzyszą bloed, zweet en tranen (krew, pot i łzy). Zwykle jednak używanie języka holenderskiego w pracy jest bardzo satysfakcjonujące, ponieważ robi pozytywne wrażenie na rozmówcy. 

Wszystkim tym, którzy mają wątpliwości polecam wyobrazić sobie sytuację, w której to w Polsce obcokrajowiec mówi do nas po polsku o kwestiach biznesowych. Jestem przekonana, że większość z nas byłaby pełna uznania. Oczywiście nie należy poprzestawiać na  wyobrażeniu i marzeniach o swoim doskonałym holenderskim. 

Dlatego staram się jak najwięcej rozmawiać po holendersku, spotykać ludzi biznesu, czytać prasę biznesową i po prostu uczyć się słów i tekstów na pamięć. Liczę na to, że praktyka uczyni ze mnie mistrza prędzej niż później.

Teresa: Czy Twoim zdaniem  możliwe jest zbudowanie tutaj własnego, dobrze prosperującego biznesu bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej? 

Monika: Trzeba sobie zadać pytanie, kto jest moim klientem i z kim współpracować, aby mieć jak najlepsze efekty w biznesie? Jeżeli mieszkając w Holandii, będę prowadzić sklep internetowy skierowany do polskiego konsumenta albo mój biznes ma międzynarodowy wymiar, to znajomość holenderskiej kultury biznesowej nie będzie mieć wielkiego wpływu na sukces mojej działalności. Jeżeli jednak decyduję się współpracować z Holendrami jako klientami i partnerami biznesowymi, to warto rozumieć tutejsze zasady gry. Uważam jednak, że kwestią drugorzędną jest, czy są to zasady holenderskie, polskie, czy jakiekolwiek inne. Najistotniejsze, że są, do tego nowe i nieznane, a przez to inne. Trzeba więc je oswoić – zrozumieć i starać się respektować.

Warto się rozejrzeć i zobaczyć, jak robią to inni. Wyobraźmy sobie, że np. wchodzimy na mecz piłki nożnej z kijem do golfa i próbujemy grać. Kiedy zrobimy to jeden raz, pewnie może być nawet zabawnie. I nie ma co brać do siebie niedoskonałości swoich „pierwszych razów”. Poczucie humoru jest lekiem na całe zło. Ale ciągłe powtarzanie tego samego „dowcipu” nie jest śmieszne dla nikogo. Dlatego jeżeli widzimy, że coś nie wychodzi nam w kontaktach czy to z klientami czy to z partnerami biznesowymi, pytajmy bardziej doświadczonych, wyciągajmy wnioski, poprawiajmy, modyfikujmy. Im szybciej, tym lepiej. 

Teresa: Jakie widzisz Moniko największe różnice w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Monika: Przed założeniem biznesu pracowałam w korporacji jako analityk finansowy i zajmowałam się m.in. planowaniem strategicznym i budżetowaniem. Nie mam więc doświadczeń w prowadzeniu działalności gospodarczej w Polsce. Uważam jednak, patrząc z doświadczenia osoby tworzącej plany finansowe w międzynarodowych firmach, że język pieniędzy jest uniwersalny. Trzeba mieć jedynie odwagę nazywać rzeczy po imieniu. 

Staram się najpierw zrozumieć drugą stronę (klienta, kontrahenta), tj. jak i gdzie zarabia i jakie są jej koszty, jakie są jej chęci i niechęci, a potem złożyć te informacje ze swoimi danymi i wyjaśnić swój interes. Takie podejście z domieszką poczucia humoru pomagało mi zawsze w kontaktach z ludźmi niezależnie od tego, z jakiego kręgu kulturowego pochodzili i czym się zajmowali. 

Teresa: Masz wielu klientów, wśród nich także holenderskich. Znajomość języka niderlandzkiego jak wspomniałaś jest bardzo dużym atutem. Czy ci klienci sami Cię znaleźli czy dotarłaś do nich dzięki marketingowi w języku niderlandzkim?

Monika: Wspólnie z Darią Kanters założyłyśmy firmę CONDIBLE http://www.condible.com/, która pomaga przedsiębiorcom zacząć i rozwijać dobrze działający biznes. Pomagamy budować strategie biznesowe. To znaczy, że najpierw przedsiębiorca musi nam zaufać i mieć pewność, że dobrze mu doradzimy. Podstawą jest więc nawiązanie relacji. Z holenderskimi klientami robimy to w języku niderlandzkim. 

Odpowiadając więc wprost na Twoje pytanie – tak, marketing offline skierowany do Holendrów prowadzimy po holendersku. Już jakiś czas temu zostałam członkinią, a niedawno przewodniczącą w oddziale Forte organizacji BNI https://www.bniforte.nl/. Skupia ona przedsiębiorców zainteresowanych wzajemnym generowaniem obrotu. Tak nawiązuję kontakty i buduję relacje z holenderskimi klientami. Tam też poznaję innych przedsiębiorców, których usługi mogą być przydatne dla klientów CONDIBLE. Naszymi klientami są również expaci zainteresowani prowadzeniem biznesu w Holandii i wówczas językiem komunikacji jest angielski.

Oczywiste jest, że nasz akcent zawsze będzie stanowić dodatkowy „smaczek” w relacji z klientem. Pamiętajmy jednak, że klient będzie nas wybierać ze względu na jakość naszych usług, a nie perfekcyjny język holenderski. Dlatego też marketing online prowadzimy po angielsku. Chcemy, aby trafiali do nas klienci otwarci i gotowi skupić się na zawartości, jaką od nas otrzymają, a nie tylko na formie. 

Teresa: Co poradziłabyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to mają za mało klientów, aby „przeżyć”?

Monika: W chwilach gdy ciężko jest „przeżyć”, trudno wykrzesać z siebie pozytywne podejście. Dlatego od samego początku warto otoczyć się właściwymi ludźmi, którzy nam pomogą. Dobry sparring partner to podstawa. Należy pytać o pomoc w potrzebie. Nie bać się, ale i liczyć z tym, że inwestycja w siebie, w swój biznes kosztuje, zarówno czas jak i pieniądze. A więc pierwsza rada – nie wychodzi samemu, zorganizujmy sobie pomoc!

Druga rada – pozbądźmy się kompleksów i przekraczajmy granice. Naturalną chęcią jest działanie na znanej płaszczyźnie, ale czasem warto się wydostać z „własnego sosu”. Jeżeli kierujemy produkt czy usługę do Holendrów, zainwestujmy w naukę holenderskiego, dołączmy do holenderskiej grupy networkingowej czy klubu. Moim zdaniem zamykanie się w sferze komfortu nie jest dobra strategią. Wiem, że to jest ogromne wyzwanie – doświadczam tego co tydzień o 6 rano na spotkaniach BNI. Ale powiedziano mi, że jestem pierwszym nieholenderskim przewodniczącym w historii BNI! I widząc, ile mogę dodać do rozwoju tego klubu i ilu zadowolonych klientów dzięki tej aktywności zyskało CONDIBLE.

I po trzecie, nie bez powodu mówi się, że „nie od razu Rzym zbudowano”. Pewne rzeczy, w tym na pewno budowanie biznesu, wymagają czasu i określonych, systematycznych działań, których nie da się przyspieszyć. Tylko niektórych błędów można uniknąć. Niektóre trzeba i warto popełnić. Just do it!

Teresa: Na zakończenie, co chciałabyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność swojej firmy?

Monika: To, co mówimy naszym klientom: „Przygotuj się, najpierw zrób sam tyle, ile możesz, tak abyś był gotowy zainwestować w pomoc. Jak już będziesz widzieć, co możesz sam, zorientujesz się, czego sam nie zrobisz. Znajdź pomoc w tym zakresie. 

Bądź cierpliwy. Ale… żeby być cierpliwym, trzeba mieć czas i pieniądze. Odpowiedz sobie na pytanie, ile możesz zainwestować w siebie i swój biznes. 

A potem rób biznes tak, jakbyś go robił w Polsce. Po prostu bądź sobą. To samo dotyczy osoby każdej innej narodowości czy zaczynającej biznes po przeprowadzce do Holandii, czy po zakończeniu pracy w korporacji. Polecam lekturę naszego bloga: https://www.condible.com/is-there-life-after-corporate-career/

Teresa: A teraz pytanie już bardziej osobiste – czy, powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy gdyby tego rodzaju wydania były wcześniej na rynku, przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu?

Monika: Masowo kupuję książki. Uważam, że są pierwszym krokiem w procesie osiągania celów. Najpierw coś przeczytam, zainspiruje się, a potem sprawdzam, jak się rzeczy mają w praktyce. Jeżeli inni działają na tej samej zasadzie, to po przeczytaniu odpowiedniej książki, powinni być w stanie szybciej podjąć właściwe działania, tj. otoczyć się holenderskimi ludźmi biznesu, jeśli to właśnie z nimi chcą ten biznes robić. 

Teresa: Moniko dziękuję za inspirującą rozmowę. Życzę dalszych sukcesów.

Rozmowa z Darią Kanters, współwłaścicielką firmy „CONDIBLE”

Dzisiaj rozmawiam z Darią Kanters, którą poznałam w stowarzyszeniu PPW.

daria-kanters

Daria ukończyła studia prawnicze na Uniwersytecie Gdańskim, a następnie aplikację radcowską w Warszawie, uzyskując tytuł radcy prawnego. Skończyła również studia z zakresu prawa europejskiego na Uniwersytecie w Nijmegen. Pracowała w banku GE oraz departamentach bankowości i finansów renomowanych kancelarii prawnych – Baker & McKenzie oraz CMS. Obecnie jest współwłaścicielką firmy „CONDIBLE” www.condible.com  Zapraszam do przeczytania ciekawego wywiadu z Darią.

 

Teresa: Przyjechałaś do Holandii znając już język niderlandzki czy dopiero tu, na miejscu podjęłaś naukę?

Daria: Kolorowałabym rzeczywistość, gdybym twierdziła, że przyjechałam do Holandii świetnie przygotowana, w tym i w zakresie znajomości języka. Patrząc z perspektywy, wiem, że byłoby mi łatwiej w początkowym okresie po przyjeździe, gdybym jadąc tu, bardziej skorzystała z doświadczenia już tu będących.

Przed przyjazdem do Holandii skończyłam wprawdzie podstawowy kurs holenderskiego, ale raczej uczestniczyłam w nim, powiedzmy, hobbystycznie. Prawdziwą naukę języka, nastawioną na efekty rozpoczęłam już na miejscu. Po przyjeździe zapisałam się na kurs z nastawieniem zdania egzaminu państwowego. Cieszę się, że to zrobiłam, bo pewnie teraz trudniej byłoby znaleźć zapał. Moje doświadczenie wskazuje, więc, że warto uczyć się od początku i to jak najintensywniej, żeby jak najszybciej móc korzystać z efektów nauki.

Teresa: Jesteś wszechstronną kobietą, bardzo zaangażowaną społecznie. Pracujesz w zarządzie w świetnej organizacji Polish Professsional Women in the Netherlands (PPW). Jak Ty znajdujesz na te wszystkie zajęcia czas? (Proszę powiedz coś o PPW).

Daria: PPW www.polishprpfessionalwomen.com to stowarzyszenie, łączące Polki profesjonalistki, chcące rozwijać się zawodowo lub biznesowo w Holandii. Kobiety zrzeszone w stowarzyszeniu łączy chęć spotkania innych ciekawych Polek, wymiany doświadczeń i potrzeba aktywności, mimo trudności, które mogą wiązać się z faktem bycia nie w Polsce. Jedną z wartości stowarzyszenia jest odwaga, a to właśnie dlatego, że członkinie PPW podejmują wyzwania i szukają rozwiązań w nowych sytuacjach.

W stowarzyszeniu jest ponad 100 rewelacyjnych pań. Oczywiście, czekamy na nowe członkinie. Każda znajdzie tu coś dla siebie.

Te, które lubią posłuchać ciekawych wykładów, brać udział w treningach mogą uczestniczyć w comiesięcznych wydarzeniach.

Te, które lubią dzielić się swoimi przeżyciami i doświadczeniami mogą przyjść na spotkania networkingowe oraz śniadania tematyczno-branżowe.

A te, które lubią organizować, mogą zaangażować się aktywnie w działalność stowarzyszenia, jako członkinie-komisarki. Stowarzyszenie działa dzięki energii 30 z nich i bez nich po prostu nie mogłoby funkcjonować.

Dołączyłam do pomysłu zebrania Polek wokół wspólnych aktywności i przyznaję, że bardzo się zaangażowałam, w szczególności w działalność na rzecz społeczności wokół nas – mamy również odrębną komisję odpowiedzialności społecznej i zainteresowanych jej działalnością odsyłam do strony http://polishprofessionalwomen.com/social-responsibility/. Uważam, że ważnym jest otwartość i kontakt z innymi organizacjami międzynarodowymi i holenderskimi. Przez współpracę uczymy się od siebie wzajemnie.

Jeśli chodzi o znajdowanie czasu, to jest to, myślę, kwestia, czerpania satysfakcji w połączeniu z szukaniem sensu w tym, czego się podejmujemy, a potem już „tylko” ustawiania priorytetów 😉

daria-kanters-i-monika

Teresa: Przez wiele lat pracowałaś w dużej korporacji. Od kilku miesięcy prowadzisz własny, kwitnący biznes. Czy posługujesz się w kontaktach z klientami językiem niderlandzkim? W jaki sposób nauczyłaś się holenderskiego języka biznesowego? Czy uczęszczając na kurs? A może, jako samouk?

Daria: Ciągle, nieprzerwanie uczę się holenderskiego. W każdej sytuacji, niezależnie czy jest ona biznesowa, czy też towarzyska. Staram się oddzielić dwie kwestie: to, w czym jestem specjalistką od tego, że być może to, jak o tym opowiadam nie jest tak płynne, jak byłoby gdybym robiła to po polsku. Myślę, że każdy, kto nie działa we własnym kraju wie, że braki „opakowania” powinien kompensować, jakością „wnętrza”. Widzę, że to przynosi efekty.

Uważam, że nauka nowego języka jest połączeniem teoretycznego wysiłku w szkole, czy na kursie z praktycznym treningiem. Z językiem jest jak z biznesem – można i w zasadzie należy się przygotować teoretycznie i najlepiej u specjalisty, ale potem nic nie zastąpi własnego działania. Jasnym jest, że nie będzie od początku gładko, a może nawet zawsze pozostanie trochę chropowato. Chodzi w końcu o te przysłowiowe „plusy dodatnie” i to żeby rozumieć i zostać zrozumianym.

Pomaga mi to, moim drugim językiem, w szczególności zawodowym, jest angielski i łatwo przychodzi mi przechodzenie z holenderskiego na angielski, jeżeli tylko tak jest efektywniej.

W CONDIBLE www.condible.com, który prowadzimy wspólnie z Moniką Boomgaard pomagamy przedsiębiorcom budować strategie biznesowe, bo naszą siłą jest to, że umiemy przenieść lata doświadczenia korporacyjnego i związanej w tym wiedzy, uporządkowania i bezpieczeństwa działania do małego biznesu, który często działa w warunkach większego chaosu i potrzebuje know-how i wsparcia struktury. Nie mówimy jednak, ze naszą największa wartością dodaną jest holenderski. Nasi klienci biorą nas takimi, jakimi jesteśmy, czyli z polskim akcentem i z angielskim, jako alternatywą, gdy tak łatwiej. Ci, którym to nie odpowiada nie staną się naszymi klientami.

Teresa: Czy Twoim zdaniem jest możliwe zbudowanie swego, dobrze prosperującego biznesu tutaj w Holandii bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

Daria: Odpowiem odrobinę przewrotnie, że uważam, iż jeżeli komuś nie wyjdzie zbudowanie dobrze prosperującego biznesu w Holandii, to pewnie nie z powodu tego, że nie znał teorii holenderskiej kultury biznesowej.

Uważam, że mimo różnic, biznes w Holandii i w innych państwach, w szczególności Unii Europejskiej jest w zasadzie podobny. W końcu ludzie biznesu posługują się tym samym językiem ekonomii.

Oczywiście dobrze jest być świadomym różnic kulturowych. Przez tą świadomość rozumiem przede wszystkim, znajomość własnych reakcji na różnego rodzaju odmienne zachowania. Nie ma co jednak za bardzo skupiać się na różnicach, a w szczególności stereotypach, chyba, że w kontekście unikalnej cechy wyróżniającej nas na rynku w stosunku do konkurencji.

Na początek warto poczytać, popytać innych, którzy mają większe doświadczenie przeprowadzić tzw. teoretyczne rozpoznanie rynku. Dość szybko warto jednak zaprawiać się w boju przez kontakty z tym, co uważamy za odmienne. W ten sposób oswajamy różnice.

Szczęśliwie, przedsiębiorcy to taka grupa, która szybko się uczy i jest w stanie wyciągać wnioski. Albo sami zaobserwują na czym polega różnica i jaki ma wpływ na ich biznes albo zwrócą się o pomoc do kogoś, kto im pomoże pokonać początkowe przeszkody.

Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Daria: Pracowałam w międzynarodowych firmach, gdzie spotykali się ludzie z różnych środowisk i kultur i gdzie starano się nie podkreślać podziałów „my” i „oni”. Jednego jestem pewna, w kwestii relacji biznesowych nie jest inaczej jak w kwestii innych relacji międzyludzkich – trzeba uporządkować swoje własne przekonania i stereotypy. Warto zacząć więc od siebie i uświadomienia sobie swoich sposobów na prowadzenie biznesu.

Wszystkim expatom biznesowym radzę zapisać się do lokalnych organizacji czy to branżowych, czy to networkingowych. A to po to, żeby mieć szansę otoczyć się tutejszymi ludźmi biznesu i samemu sprawdzić, w jaki sposób się zachowują.

Oczywiście, tu wracamy do kwestii znajomości języka. Dużo łatwiej jest znając holenderski lub angielski.

Teresa: Masz wielu klientów. Czy oni sami Cię znaleźli czy dotarłaś do nich przez prowadzenie marketingu w języku niderlandzkim?

Daria: Marketing online prowadzimy wyłącznie po angielsku. Chcemy, żeby było jasnym, że możemy pracować również po angielsku. Nasza usługa to doradztwo i konsultacje. Ich świadczenie opiera się w ogromnej mierze o zaufanie. Uważamy, że błędem byłoby w przypadku naszego biznesu sprawianie wrażenia, że jesteśmy Holenderkami. Angielski marketing online powoduje, że zwracają się do nas klienci, którym nie przeszkadza praca w międzynarodowym formacie. W takiej sytuacji fakt, że możemy komunikować się również po holendersku jest miłym zaskoczeniem.

Natomiast, jeżeli chodzi o nasze kontakty offline, to większość interakcji z Holendrami odbywa się właśnie po holendersku m.in po to, aby nawiązać z potencjalnym klientem relację i sprawdzić, czy będzie ona obu stronom odpowiadać. Naszymi klientami są również expaci zainteresowani prowadzeniem biznesu w Holandii i wówczas językiem komunikacji jest angielski.

Teresa: Co poradziłabyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to mają za mało klientów by „przeżyć”?

Daria: Nie wchodząc w szczegóły, bo w końcu różne mogą być powody takiego stanu rzeczy, poradziłabym skupienie na odbiorcy tych produktów lub usług i zaadresowanie swoich działań marketingowych właśnie do niego. Przy czym, mimo że żyjemy w dobie świata online, sugerowałbym szukanie kontaktów offline i zbadanie w praktyce, w jaki sposób klienci odbierają usługi i produkty.

Zdaję sobie z tego sprawę, że powyższe łatwiej powiedzieć niż wykonać w praktyce. Każdemu z nas jest trudno być adwokatem we własnej sprawie, dlatego też, jeżeli wyznaczyliśmy sobie realistyczny czaso-okres na rozwinięcie biznesu, a mimo jego upływu sytuacja nie pozwala „przeżyć”, to może warto zwrócić się o wsparcie z zewnątrz? Tak jak mało kto zaczyna biznes, bo zna się na administracji (chyba, że jest to biuro administracyjne), kwestiach regulacyjnych, czy marketingowych, tak i mało kto zaczyna biznes, bo jest świetnym strategiem biznesowym. Zwykle zaczynamy biznes, bo po prostu lubimy nasz własny produkt lub usługę. A przecież każdy początkujący przedsiębiorca musi pełnić wiele funkcji jednocześnie i choćby bardzo chciał nie może skupić się wyłącznie na produkcie i usłudze. W początkowej fazie biznesu szybko uwidaczniają się nasze mocniejsi i słabsze strony. Moim zdaniem wygrywają ci, którzy jak najszybciej akceptują swoje słabsze strony i szukają rozsądnych rozwiązań z zewnątrz.

Teresa: Na zakończenie, czym chciałabyś podzielić się z Polakami w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność swojej firmy?

Daria: Poradziłabym dobrze planować. Nie da się przewidzieć wszystkiego, to jasne. Ale kompletny „bezplan” pokazuje, że jest to raczej trudniejsza droga na prowadzenie biznesu niż łatwiejsza. Odsyłam do naszego bloga w tej kwestii: https://www.condible.com/business-plan-practice/

Tak jak powiedziałam na początku, sama mogłam lepiej przygotować się do przeprowadzki niż to zrobiłam, a wówczas rzeczy wydarzałyby się szybciej, a niektóre mniej boleśnie. Obecnie dostępnych jest coraz więcej informacji i materiałów na temat Holandii i prowadzenia biznesu tutaj. Po prostu szkoda byłoby nie skorzystać z tym możliwości i być mądrym po tej szkodzie. Polecam choćby przejrzenie tej strony: https://business.gov.nl/ która jest prowadzona po angielsku.

Jeżeli ktoś chce rozpocząć biznes i planuje go prowadzić bezpośrednio samemu, a do tego jego klientami mają być Holendrzy, to radzę jak najszybszą i najefektywniejszą naukę holenderskiego i kontakt z Tobą 😉

Jeżeli natomiast ktoś napotyka na przeszkody w organizacji swojego biznesu tutaj. Nie wie, gdzie i jak zacząć, to zachęcam do kontaktu z CONDIBLE.

dla-polskich-przedsiebiorcow-w-holandii-kurs-j-niderlandzkiego-2

Teresa: Czy, powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy gdyby tego rodzaju wydania były wtedy na rynku, czy przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu?

Generalnie jestem zawsze za tym, żeby podręczniki były dostępne. Uważam, że uczenie się powinno być łatwiejsze niż trudniejsze, a dostępność materiałów, czyni sprawę wygodniejszą. Osobiście bardzo lubię czytać i być może z ciekawości zajrzałabym i do takiej lektury. Przyznam jednak, że najwięcej kultury i to w każdym wydaniu nauczyłam się w praktyce przez kontakty z innymi ludźmi, w szczególności tymi, którzy robili to, co chciałam robić i przez to mogłam się od nich uczyć.