edukacja

Tylko dziecko jest w stanie nauczyć się płynnie mówić w języku niderlandzkim.

Czyżby? Otóż nieprawda! Dorosły szybciej nauczy się języka obcego, bo…. ma o czym mówić!… i wiele metod, które może dostosować do swoich potrzeb!

learnTylko dziecko jest w stanie nauczyć się płynnie mówić w języku obcym. Jest taka książka Glenna Domana „Jak nauczyć małe dziecko czytać”, w której opowiada historię pewnej amerykańskiej rodziny – państwa Smith. Pan Smith dostał pracę w Niemczech i tam uczył się niemieckiego z najlepszymi nauczycielami. Podobnie jego żona. Niestety z niewielkim rezultatem. Za to ich pięcioletni syn, który przebywał z niemiecką nianią, bez trudu opanował ten język, choć nie miał regularnych lekcji.

Jaki wniosek wysnuwa Doman? Taki, że człowiek dorosły nie jest w stanie nauczyć się języka obcego i że w amerykańskich szkołach marnotrawi się setki milionów dolarów na ich uczenie. Czyli co… możecie po przeczytaniu tego przestać się uczyć języka holenderskiego, poddać się, bo i tak się nie uda…?! Nic bardziej mylnego!!!

Przy całym szacunku dla osiągnięć Glenna Domana, jego twierdzenia o nauce języków obcych to totalna bzdura. Znam wiele osób, które nauczyły się mówić po holendersku z wielkim sukcesem  długo po osiągnięciu dorosłości.

Mogę jeszcze przyznać, że tak fantastycznego akcentu jak dziecko, dorosły już się nie nauczy. A precyzując – większość dorosłych się nie nauczy. Ale… co z tego? Czasami słyszę Francuzów, którzy mówią po niderlandzku ze swoim akcentem i często omijają „h”, które  jest przecież w co drugim holenderskim słowie, brzmi to dość komicznie, ale czy to uniemożliwia porozumienie? Nie! I jedni i drudzy tak samo dobrze komunikują się w języku holenderskim.uitspraaktraining-nederlands I o to przecież chodzi!

Co więcej, dorosły nauczy się szybciej języka obcego, w tym także języka holenderskiego. Dlatego, że ucząc się, buduje na tym, co już umie. Tutaj działa prawo obfitości. „Im więcej wiem, tym więcej mogę się nauczyć.” Nowy materiał umieszczam w mojej głowie w odniesieniu do tego, co już wiem. Tak to działa! Inaczej mówiąc, dorosły ma o czym mówić, dlatego nauczy się języka obcego lepiej i szybciej. Ma coś jeszcze – motywację, która ogromnie determinuje jego sukcesy w nauce. I to nie koniec – ma też ogromny wybór metod i form, jakie są dzisiaj dostępne! Nieważne czy jesteś wzrokowcem, słuchowcem, masz mniej czy więcej czasu, dużo pracujesz  albo w niestandardowych godzinach, potrzebujesz holenderskiego języka biznesowego, czy silnie branżowego!

Sprawdź, ile masz możliwości:

Kursy niderlandzkiego

Wywiad z Arturem Mularskim – właścicielem firmy „Majstro Bouw”

artur-mularski

Moim dzisiejszym rozmówcą jest Artur Mularski. Artur jest budowlańcem z takim doświadczeniem, że żadna przebudowa mieszkania nie ma przed nim tajemnic. Potrafi wyczarować łazienki w najbardziej nieoczekiwanym, wymagającym i oryginalnym stylu. A wygląd salonów w jego wykonaniu przyprawia o zawrót głowy!

 

 

Teresa: Czy kiedy przyjechałeś do Holandii znałeś choć trochę język niderlandzki czy dopiero na miejscu podjąłeś naukę?

Artur: Przyjechałem do Holandii 20 lat temu w poszukiwaniu lepszego życia, w czasach gdy wiele osób z branży budowlanej próbowało swoich sił na rynku holenderskim. Zdecydowanie nie sprzyjał on wtedy Polakom. Było naprawdę ciężko. Nie lada wyzwaniem było chociażby kupno materiałów budowlanych w sieciach Bouwmaat czy Pontmeyer. Ponieważ na początku pracowałem na bazie swojej polskiej firmy, bez dokumentu KVK  (holenderski rejestr handlowy dla firm) nie chciano nawet rozmawiać  o sprzedaniu mi czegokolwiek. Z czasem wszystko radykalnie się zmieniło – to sklepy wyszły nam na przeciw, zatrudniły nawet polskojęzyczną obsługę.  Kiedy zaczynałem, nie znałem języka holenderskiego, ale mówiłem po niemiecku. Następnie  poszedłem do szkoły językowej i muszę przyznać, że miło wspominam okres nauki niderlandzkiego.

Teresa: Masz własny, rozwijający się biznes. Twoja firma jest znana nie tylko wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłeś się holenderskiego języka biznesowego? Opowiedz proszę swoją historię.

Artur: Moja firma była zarejestrowana od 2000 roku w Polsce, dopiero po 10 latach zdecydowałem się na jej zamknięcie i otwarcie w Holandii, ponieważ moje życie toczyło się tutaj, a kontakty z Polską miałem bardzo sporadyczne. Działanie w branży budowlanej zbudowało we mnie szacunek do klienta i inwestora, nauczyłem się tak konstruować ofertę, aby inwestor miał pełną świadomość, na co idą jego pieniądze i co w zamian będzie miał zaoferowane. To był (i jest) także ogromny trening biznesowego języka holenderskiego. Przez 10 lat prowadziłem projekty na terenie całej Holandii, począwszy od Venlo a zakończywszy w Groningen. Teraz osiadłem w Noord-Holland i od 7 lat pracuję wyłącznie na terenie Amsterdamu i Laren . Moja firma jest bardzo rozpoznawalna zarówno wśród Polaków, jak i wśród Holendrów.   mularski-logo

www.majstro-bouw.nl

Teresa: Czy, Twoim zdaniem, możliwe jest zbudowanie tutaj własnej firmy bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

Artur: Hm, to bardzo trudne pytanie. Generalnie budowanie własnego przedsiębiorstwa to ciężka, ciągła praca, która przynosi większe efekty dopiero po kilku latach. Niestety wielu ludzi poddaje się po kilku nieudanych inwestycjach czy innych pechowych wydarzeniach, które spowodowały straty i zbudziły obawę o większe kłopoty finansowe.  Mimo sporego już doświadczenia, cały czas uczę się biznesu, ponieważ wszystko wokół się zmienia. Wydawałoby się, że dobry biznesplan i dążenie do jego realizacji zaplanowanymi krokami to podstawa. Ale trzeba być naprawdę bardzo elastycznym i szybko dostosowywać się do zmieniających się stale indywidualnych potrzeb klientów i inwestorów.

Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Artur: Zasadnicze różnica to mentalność Polaków i Holendrów, która we wszystkich kwestiach przekłada się na to, jak się zachowują „w pracy”, jaki mają styl, kulturę, przyzwyczajenia itp.

Nie ukrywam, że tutaj zwyczajnie lżej prowadzi się firmę. Sprzyja temu większa życzliwość  i przyjazny stosunek do drugiego człowieka.

Różni nas jeszcze takie podejście do biznesu, że w Polsce chcemy od razu, za wszelką cenę, a najlepiej już w rok, dorobić się domu, auta i sporej sumy na koncie.  Natomiast Holendrzy są spokojniejsi i bardziej cierpliwi, rozkładają efektywność dorobku i swoje oczekiwania na kilka lat, gdy firma zaczyna przynosić zyski.

Teresa: Co poradziłbyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to zbyt mało klientów, aby „przeżyć”?

Artur: Z pewnością ciężką, systematyczną pracę. Pamiętajmy też, że jesteśmy wizytówką własnej firmy. Jest takieniderlandzki-od-podstaw-cz3-cd polskie przysłowie „jak cię widzą, tak cię piszą”. Warto mieć je w tyle głowy, jadąc na spotkanie z klientem czy kontrahentem (szczególnie prosto z budowy…). Podam przykład z własnej branży: nawet jeśli jesteś jednoosobową firmą i bardzo zapracowanym budowlańcem, nie pojawiaj się w roboczym ubraniu na spotkaniu, na którym omawiasz warunki współpracy z inwestorem czy klientem. Wyglądem także okazujesz swoje kompetencje i szacunek do rozmówcy. Takim cię klient zapamięta, jakim cię zobaczy! Przestrzegam przed takim podejściem, bo za dużo można stracić. Konkurencja jest naprawdę spora w naszej branży, a pamiętajmy, że pierwsze wrażenie jest tylko jedno…

Teresa: Na zakończenie, co chciałbyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność ?

Artur: Nigdy nie wolno się zniechęcać, niezależnie od tego ile razy i jak nie wychodzi, warto próbować od nowa, rozwijać się, inwestować w siebie. Rynek się zmienia. Nie można stać w miejscu i czekać, że firma sama się rozwinie w dobrym kierunku.

Teresa: Czy powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy tego rodzaju wydania przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu albo ułatwiły jego prowadzenie?

Artur: Zdecydowanie tak i jeżeli tylko taka książka będzie, chętnie ją przeczytam, jako nowe doświadczenie i wskazówki, jak prowadzić firmę i jak nie popełniać błędów.

Teresa: Arturze, dziękuję bardzo za rozmowę i że znalazłeś czas, szczególnie że masz teraz bardzo gorący okres w pracy. W Holandii jest spora liczba początkujących firm prowadzonych przez Polaków, którzy mają problemy podobne do Twoich lub dopiero je odkryją w trakcie swojej działalności. Tym bardziej dzielenie się doświadczeniami jest bezcenne. Między innymi dlatego zgadzam się całkowicie z Tobą, że spotkania biznesowe są bardzo pożyteczne.

Życzę Ci wielu klientów i rozwoju firmy.

Własne sklepy i handel online to biznes Karola Borowskiego.

karol-borowski

Otwarcie sklepu to spore ryzyko. Handel online ma przed sobą sporą potencję. Karola znam już od lat. Jego firma rozwija się bardzo dynamicznie. Na rynku odżywek konkurencja jest niebotyczna. Poza sklepem internetowym Karol otwiera jednak sklepy w Almelo i w Nijkerk. Powerprotein.nl to nie tylko handel odżywkami dla pań i panów. Karol organizuje wspólnie z polskimi gwiazdami kulturystyki kursy dla instruktorów kulturystyki i fitnesu. Ma przed sobą tutaj w Holandii cel.

 

 

 

TJ: Sezon urlopów już się skończył. Każdy chce się jednak wspaniale prezentować przez cały rok. W sklepie internetowym ruch masz ruch przez cała dobę. Czy tak jest przez cały rok?

KB: Tak, sklep jest dostępny dla klientów 24 godziny 7 dni w tygodniu. Ruch jest większy przed okresem wakacyjnym, kiedy ludzie przygotowują się do urlopu oraz zaraz po jego skończeniu, aby wrócić do formy.

TJ: Założyłeś własny biznes w Holandii bez znajomości języka niderlandzkiego. O ile dobrze pamiętam pierwsze kroki w nauce języka niderlandzkiego stawiałeś w Talen Training Centrum. Później praca nad własną firmą tak Cię pochłonęła, że zaprzestałeś nauki. Czy tego nie żałujesz?

KB: Podstawy języka niderlandzkiego już znałem :).  Mieszkałem już w Holandii 5 lat, byłem już tak jak wspomniałaś po pierwszych krokach nauki w Talen Training Centrum w Ede, co również bardzo miło wspominam. Dokładnie tak było, gdy zakładałem firmę pracowałem w Holandii na 2 etaty i do tego prowadziłem własną firmę. Ciężko było pogodzić to z nauką języka niderlandzkiego. Oczywiście, że żałuje, teraz nadrabiam, bo wiem jak ważna jest komunikacja w języku holenderskim.

TJ: Dziękuję za miłe słowa o Talen Training Centrum. Masz własny, kwitnący biznes. Twoja firma poradnik-niderlandzki-w-biznesiejest znana nie tylko wśród Polaków. Od lat pozyskujesz już holenderskich klientów. Bierzesz aktywny udział w wielu polskich i holenderskich imprezach.  W jaki sposób nauczyłeś się holenderskiego języka biznesowego? Czy jako samouk lub metodą online?

KB: Jestem ambitnym samoukiem 🙂 poza tym jestem odważny. W Holandii nauczyłem się również języka angielskiego, co pozwala mi na komunikowanie się oraz załatwianie spraw z holenderskimi oraz zagranicznymi firmami.

TJ: Czy Twoim zdaniem jest możliwe zbudowanie własnego, dobrze prosperującego biznesu tutaj w Holandii bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

KB:Oczywiście, ze jest. Ja jestem tego przykładem. Tylko, że na pewnym szczeblu biznesu, jeśli zna się język niderlandzki, można osiągnąć dużo, dużo więcej. Holendrzy rozmawiają po angielsku, nie mają z tym problemu, ale znajomość języka holenderskiego pozwala na bliższy kontakt z klientem. Klient ma większe poczucie wartości, że jego partner obcokrajowiec nauczył się jego języka. Jest łatwość w komunikacji, co przekłada się na relacje i kontakty biznesowe. Tak jak wcześniej wspomniałem, to można zrobić bez znajomości języka holenderskiego.  Uważam jednak, że posługując się biegle językiem niderlandzkim kontakt jest znacznie „ głębszy „.

TJ: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

KB: Nigdy nie prowadziłem biznesu w Polsce, tak że ciężko mi jest to ocenić.

TJ: Czy, powinny być, wg Ciebie, podręczniki polsko-holenderskie do nauki języka i kultury niderlandzkiej w biznesie? Czy gdyby tego rodzaju wydania były wtedy na rynku, gdy przyjechałeś do Holandii, czy przyspieszyłyby one rozwój Twojego biznesu?

KB: Myślę, że na pewno jest to dobra opcja. Generalnie każda opcja, która może pomoc nam się rozwinąć jest dobra. Na rozwój biznesu składa się nie tylko język, ale też rozwój osobisty, doświadczenie i dużo innych czynników, oczywiście znajomość języka niderlandzkiego mogłaby znacznie to ułatwić, na pewno więcej pieniążków bym miał teraz w kieszeni 🙂

TJ: Produkty, które oferujesz kupują też holenderscy klienci. Czy oni sami Cię znaleźli czy dotarłeś do nich przez prowadzenie marketingu w języku niderlandzkim?

KB: Docieramy do holenderskich klientów poprzez mocny marketing, który prowadzimy.

TJ: Co poradziłbyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to mają za mało klientów, by „przeżyć”? Czy powinni tylko koncentrować się na „polskim” rynku w Holandii, czy śmiało szukać holenderskich klientów?

KB: Polecam odbycie szkoleń ze sprzedaży. Jeśli produkt jest dobry, to problem leży w osobie sprzedającej, a nie w produkcie. Mieszkamy w Holandii i nie powinniśmy ograniczać się do rynku Polaków. Polski rynek jest zawsze dobry, ale tutaj w Holandii jest o wiele więcej możliwości. I te trzeba wykorzystać.

TJ: Co chciałbyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność swojej firmy?

KB: Dążyć do celu, nie poddawać się, nie zawsze jest łatwo. Zresztą, kto tutaj jest to w większości o tym wie.Wyjeżdżając z Polski do Holandii już zdobyliśmy się na odwagę zostawiając wszystko w Polsce. Teraz wystarczy obrać cel, nastawić się na w 100% sukces, szkolić się i to osiągnąć!

TJ: TTC zaprzęga nowoczesną technikę na potrzeby naszych klientów.  Teraz można się uczyć języka niderlandzkiego 24 godziny na dobę mając dostęp do internetu. Kursy niderlandzkiego prezentowane na e-platformie są bardzo „przyjazne” w użyciu też na smartfonie. Coraz częściej słyszę od naszych kursantów, że w necie jest teraz jak w dżungli. Trudno się połapać, które materiały są naprawdę wartościowe, a które zupełnie bezsensowne. Czy Ty, choć jesteś bardzo pochłonięty pracą, korzystasz z lekcji, które możesz znaleźć w necie?  

KB: Na razie nie, ale obiecuję, że wrócimy do tego tematu, mam nadzieję, że szybko. Bo to jest szansa na doskonalenie języka niderlandzkiego. Zwłaszcza dla tych, co nie mają czasu.

 TJ: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Życzę powodzenia w biznesie. I oczywiście zapraszam na krótkie szkolenia i warsztaty językowe dla biznesmenów.

KB: Dziękuje bardzo, wam również życzę sukcesów.

 

 

Czy tylko znajomość języka niderlandzkiego jest podstawą by odnieść sukces w Holandii?

lidia-krawczykBy osiągnąć sukces na holenderskim rynku znajomość języka niderlandzkiego jest nieodzowna. Ale nie tylko. Rozmawiam dzisiaj z Lidią Krawczyk-Rikken, właścicielką firmy 5Alfa, ekspertem z efektywności, która prowadzi szkolenia i coaching dla polskich przedsiębiorców w Holandii. Poza znajomością języka niderlandzkiego przedsiębiorca musi mieć też wiedzę biznesową, marketingową, prawną itd.
TJ: Lidio, jak to się stało, że zaczęłaś zajmować się wspieraniem polskich przedsiębiorców poprzez organizowanie szkoleń?
LK: Witaj Tereso, przede wszystkim dziękuję Ci za tą możliwość udzielenia wywiadu! A teraz do Twojego pytania. Po pierwsze, zdobywanie i przekazywanie wiedzy zawsze było moją pasją. Uwielbiam czytać książki, dowiadywać się nowych rzeczy, rozwijać się. Uważam, że ta wiedza ma tylko wartość, jeśli mogę przekazać ją dalej. Zawsze lubiłam stać przed grupą i cieszyć się tym, że ludzie razem ze mną odkrywają nowe rzeczy. Pewnie też, dlatego zajęłam się swego czasu prowadzeniem Polskiej Szkoły w Nijmegen. Zakładając firmę szybko odkryłam, że szkolenia i przekazywanie wiedzy, to jest coś, co chciałabym robić. Zakładając i rozwijając firmę, sama bardzo wiele się nauczyłam, popełniłam wiele błędów, ale też odkryłam dziedziny dla siebie zupełnie nowe.
Wtedy też szukałam kontaktów w innymi firmami polskimi, i może trochę przypadkiem zaangażowałam się, jako dyrektor w działalność VPNO, później Polskiej Izby Handlowej. Ucząc się i poznając innych przedsiębiorców, uświadomiłam sobie, jak duża jest potrzeba dla ludzi takich jak ja, aby móc uczyć się od innych. Ludzie są po prostu głodni wiedzy biznesowej, marketingowej, finansowej. Po 3 latach wiem, że tak wielu osobom mogę pomóc, ułatwić im drogę do rozwoju, poprzez podzielenie się własnymi doświadczeniami, wiedzą, nawet błędami.
Poza tym mam takie przekonanie, że w Holandii jest wielu wspaniałych przedsiębiorczych, ambitnych Polaków, których trzeba promować, którym trzeba pomóc się przebić. Taka moja piękna wizja jest taka, że moi klienci odnoszą sukcesy, nie tylko w środowisku polskim, ale i holenderskim, i międzynarodowym.
TJ: To piękne postanowienie. A jak konkretnie chcesz pomóc osobom rozpoczynającym działalność?
LK: Zupełnie konkretnie, to 4 lutego prowadzę pierwsze szkolenie, które będzie też początkiem programu, cyklu szkoleń, który zacznę w marcu. Szkolenie 4 lutego będzie takim szkoleniem „w pigułce” i ma tytuł „Jak zwiększyć skuteczność, dochody i liczbę klientów w 7 krokach” W 4 godziny przejdę przez 7 ważnych kroków, który według mnie musi przejść każda osoba, która zakłada działalność, lub która chce rozwijać firmę, aby móc odnieść sukces. Postaram się przekazać maksimum praktycznej wiedzy w tym czasie tak, aby uczestnicy wyszli z planem, co muszą zrobić w tym roku, na czym się skoncentrować. Podobne kroki przechodzę z moimi klientami podczas sesji indywidualnych, tylko w dużo bardziej rozszerzonej formie. Ale to tylko początek! Uczestnicy otrzymają również specjalną ofertę na udział w programie szkoleń tematycznych, które rozpocznę w marcu, zapraszając między innymi gości na każde szkolenie. Mam nadzieję, że uczestnicy moich szkoleń nie tylko skorzystają z tej wiedzy, ale także z możliwości poznania się nawzajem, budowania kontaktów, może współpracy, wymiany doświadczeń. Zauważyłam podczas spotkań z klubem VPNO, że takie relacje są bardzo wartościowe i rodzą się z nich nowe pomysły, nowi partnerzy i wręcz nowe biznesy.
TJ: W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić czytelników do wzięcia udziału w tym szkoleniu 4 lutego 2017. Dla kogo dokładnie ono jest?
LK: Dla każdej osoby, która już posiada firmę, ale „walczy” jeszcze, aby naprawdę się rozwinąć, oraz dla tych osób, które dopiero noszą się z zamiarem, lub właśnie założyły własną działalność.
TJ: Nie wszyscy przedsiębiorcy znają doskonale tajniki języka niderlandzkiego i dlatego to szkolenie będzie prowadzone w języku polskim. Gdzie możemy znaleźć szczegóły, jak się zapisać?
LK: Szkolenie odbędzie się w Driebergen koło Utrechtu od 14.00 do 18.00. Zapraszam serdecznie do skorzystania z tego linku, aby zapoznać się ze szczegółami oraz zapisać się na szkolenie:

Szkolenie „Jak zwiększyć skuteczność, dochody i liczbę klientów w 7 krokach”


TJ: Dziękuję bardzo za wywiad i życzę Ci powodzenia!
LK: Ja również dziękuję. Dla klientów TTC, którzy zapiszą się na szkolenie oferujemy prezent – książkę po polsku z tematyki biznesu, związaną z tematyką mojego szkolenia. Aby skorzystać z promocji, proszę o wpisanie „TTC” w pole „Kod promocyjny”. Poza tym podczas samego szkolenia rozlosuję godzinę bezpłatnej konsultacji indywidualnej o wartości 250 euro.

„Mały felieton o dużych sprawach”

„Mały felieton o dużych sprawach”

autor: M. Gadaszewska

Oj, jacy zawsze byliśmy dumni z kształcenia w polskich szkołach. Jakie te nasze dzieci były wszechstronne. A cała reszta świata nam do pięt nie dorastała. I dalej nie dorasta. I jakie z nich nieuki. Nawet nie wiedzą, gdzie leży Polska.

Ano nie wiedzą. Kupowałam w holenderskim Media Markcie nawigację. Bardzo młody sprzedawca przynosił mi wszystkie pudełka, żebym sprawdzała, czy ma zaznaczoną na mapce Polskę, bo wtedy będzie mieć polskie menu. Już widzę uśmieszki nauczycieli z naszych szkół. Ale wstrzymajcie się moi mili. Bo ów młody człowiek mówił do mnie płynną angielszczyzną. Nie sugerujcie mi, że nasi uczniowie, którzy nie skorzystali w toku nauczania z korepetycji tak potrafią. Poza tym, opowiedział mi ze szczegółami o możliwościach technicznych tej nawigacji. Z równą swobodą podał mi z pamięci wszystkie parametry zewnętrznej karty dźwiękowej. Zresztą nie jednej, ale zapytawszy o mojego laptopa zasugerował najlepszą dla mnie. Wyszłam ze sklepu usatysfakcjonowana. Czego nie mogłam powiedzieć o tym samym sklepie w Polsce. Zapytałam swego razu równie młodego sprzedawcę o parametry zestawu głośnikowego. Zaproponował, żebym sobie poczytała, bo on nie wie. No tak, ale za to doskonale wie, gdzie leży Holandia. Tego w szkole go nauczyli. I niestety, nasuwa mi się pytanie. Czy wchodząc do tego sklepu wolę być dumna z doskonałego poziomu kształcenia, czy otrzymać informację o zakupie? Fakt, nie uczą tutaj wszystkiego. Jeśli ktoś wybiera jakąś specjalistyczną drogę kształcenia, to już na innych rzeczach się nie zna. Od tego, czego nie umie ma fachowców. Śmieszne? Może i tak, ale ja jakoś nie narzekam. Natomiast narzekałam, kiedy moje dzieci zgodnie z podstawą programową wkuwały tablicę Mendelejewa albo próbowały zapamiętać wątki pozytywistyczne w Lalce. Nie przypominam sobie, żeby tą wiedzę, jak do tej pory wykorzystały. No oczywiście, ja też kiedyś mówiłam o tworzeniu się synaps w mózgu. Ale przestałam. Za to zaczęłam mówić o tym, że nie jestem przekonana, czy nieustające podnoszenie wymagań w naszych szkołach jest niezbędne. Czy ktokolwiek sprawdził efekty, zanim zaczynał wprowadzać kolejne zmiany? Droga Pani Minister MEN. Czy potrzebny jest Pani hydraulik ze znajomością liczb atomowych 25-ciu pierwiastków? Bo tyle trzeba było umieć na dopuszczający. Pozdrawiam Panią serdecznie i życzę satysfakcji z pracy. Może powinnam życzyć też zderzenia z rzeczywistością, ale, nie chcąc wyjść na złośliwą, daruję sobie.