Holandia

To jest depresja…

holandia

Depresja może dopaść pewnie i Was i Waszych holenderskich sąsiadów. W tym kraju wyjątkowo dwuznacznie można ją rozumieć. Depresja może być … narodową chorobą Holendrów  albo i każdego innego narodu w takich częściach świata, gdzie jest mało słońca. Może też być… terminem geograficznym i o nim tu raczej mowa. Dlaczego? Bo z nim Holendrzy mają więcej wspólnego.

Jedna z definicji tego słowa mówi, że „depresja to obszar lądu położony poniżej poziomu morza.” A taka właśnie jest aż 1/4 terenu Holandii. Zawsze uśmiechnięci Holendrzy (nawet podczas największej ulewy i wiatru!) mają raczej niewiele wspólnego z drugą definicją „depresji” rozumianej jako stan obniżonego nastroju lub wręcz choroby, której towarzyszy smutek, bezsenność, nerwowość, apatia i inne tego typu objawy.

Wracając do depresji częściej rozumianej „po holendersku”, najniżej położony punkt w tym kraju znajduje się 676 m poniżej poziomu morza, na trasie pomiędzy Rotterdamem a Goudą, w wiosce Nieuwerkerk aan den Ijssel (swoją drogą warto się tam wybrać turystycznie nie tylko dla odwiedzenia największej depresji w Holandii, ale i z powodu innych okolicznych atrakcji turystycznych).

Dla turystów ciekawostką jest, że kolejne 35 proc. terenów tego kraju jest położonych zaledwie do 1 m n.p.m. Dla miejscowych oznacza to przede wszystkim częste zagrożenie powodziami, z którymi Holendrzy radzą sobie chyba najlepiej na świecie. Mają ogromną sieć wałów przeciwpowodziowych, które rozciągają na długości około 3,5 tys. km.

Nie obawiaj się zatem o nastrój swoich holenderskich przyjaciół, sąsiadów!niderlandzki-krok-po-kroku-a1-cd

A swoje samopoczucie poprawiaj pozytywnym myśleniem i ciekawymi aktywnościami. Może to być sport, ale równie dobrze nowy kurs językowy.

Zobacz, co dla Ciebie mamy:

https://www.talentraining.nl/kursy-niderlandzkiego/

Wywiad z Arturem Mularskim – właścicielem firmy „Majstro Bouw”

artur-mularski

Moim dzisiejszym rozmówcą jest Artur Mularski. Artur jest budowlańcem z takim doświadczeniem, że żadna przebudowa mieszkania nie ma przed nim tajemnic. Potrafi wyczarować łazienki w najbardziej nieoczekiwanym, wymagającym i oryginalnym stylu. A wygląd salonów w jego wykonaniu przyprawia o zawrót głowy!

 

 

Teresa: Czy kiedy przyjechałeś do Holandii znałeś choć trochę język niderlandzki czy dopiero na miejscu podjąłeś naukę?

Artur: Przyjechałem do Holandii 20 lat temu w poszukiwaniu lepszego życia, w czasach gdy wiele osób z branży budowlanej próbowało swoich sił na rynku holenderskim. Zdecydowanie nie sprzyjał on wtedy Polakom. Było naprawdę ciężko. Nie lada wyzwaniem było chociażby kupno materiałów budowlanych w sieciach Bouwmaat czy Pontmeyer. Ponieważ na początku pracowałem na bazie swojej polskiej firmy, bez dokumentu KVK  (holenderski rejestr handlowy dla firm) nie chciano nawet rozmawiać  o sprzedaniu mi czegokolwiek. Z czasem wszystko radykalnie się zmieniło – to sklepy wyszły nam na przeciw, zatrudniły nawet polskojęzyczną obsługę.  Kiedy zaczynałem, nie znałem języka holenderskiego, ale mówiłem po niemiecku. Następnie  poszedłem do szkoły językowej i muszę przyznać, że miło wspominam okres nauki niderlandzkiego.

Teresa: Masz własny, rozwijający się biznes. Twoja firma jest znana nie tylko wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłeś się holenderskiego języka biznesowego? Opowiedz proszę swoją historię.

Artur: Moja firma była zarejestrowana od 2000 roku w Polsce, dopiero po 10 latach zdecydowałem się na jej zamknięcie i otwarcie w Holandii, ponieważ moje życie toczyło się tutaj, a kontakty z Polską miałem bardzo sporadyczne. Działanie w branży budowlanej zbudowało we mnie szacunek do klienta i inwestora, nauczyłem się tak konstruować ofertę, aby inwestor miał pełną świadomość, na co idą jego pieniądze i co w zamian będzie miał zaoferowane. To był (i jest) także ogromny trening biznesowego języka holenderskiego. Przez 10 lat prowadziłem projekty na terenie całej Holandii, począwszy od Venlo a zakończywszy w Groningen. Teraz osiadłem w Noord-Holland i od 7 lat pracuję wyłącznie na terenie Amsterdamu i Laren . Moja firma jest bardzo rozpoznawalna zarówno wśród Polaków, jak i wśród Holendrów.   mularski-logo

www.majstro-bouw.nl

Teresa: Czy, Twoim zdaniem, możliwe jest zbudowanie tutaj własnej firmy bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

Artur: Hm, to bardzo trudne pytanie. Generalnie budowanie własnego przedsiębiorstwa to ciężka, ciągła praca, która przynosi większe efekty dopiero po kilku latach. Niestety wielu ludzi poddaje się po kilku nieudanych inwestycjach czy innych pechowych wydarzeniach, które spowodowały straty i zbudziły obawę o większe kłopoty finansowe.  Mimo sporego już doświadczenia, cały czas uczę się biznesu, ponieważ wszystko wokół się zmienia. Wydawałoby się, że dobry biznesplan i dążenie do jego realizacji zaplanowanymi krokami to podstawa. Ale trzeba być naprawdę bardzo elastycznym i szybko dostosowywać się do zmieniających się stale indywidualnych potrzeb klientów i inwestorów.

Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Artur: Zasadnicze różnica to mentalność Polaków i Holendrów, która we wszystkich kwestiach przekłada się na to, jak się zachowują „w pracy”, jaki mają styl, kulturę, przyzwyczajenia itp.

Nie ukrywam, że tutaj zwyczajnie lżej prowadzi się firmę. Sprzyja temu większa życzliwość  i przyjazny stosunek do drugiego człowieka.

Różni nas jeszcze takie podejście do biznesu, że w Polsce chcemy od razu, za wszelką cenę, a najlepiej już w rok, dorobić się domu, auta i sporej sumy na koncie.  Natomiast Holendrzy są spokojniejsi i bardziej cierpliwi, rozkładają efektywność dorobku i swoje oczekiwania na kilka lat, gdy firma zaczyna przynosić zyski.

Teresa: Co poradziłbyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to zbyt mało klientów, aby „przeżyć”?

Artur: Z pewnością ciężką, systematyczną pracę. Pamiętajmy też, że jesteśmy wizytówką własnej firmy. Jest takieniderlandzki-od-podstaw-cz3-cd polskie przysłowie „jak cię widzą, tak cię piszą”. Warto mieć je w tyle głowy, jadąc na spotkanie z klientem czy kontrahentem (szczególnie prosto z budowy…). Podam przykład z własnej branży: nawet jeśli jesteś jednoosobową firmą i bardzo zapracowanym budowlańcem, nie pojawiaj się w roboczym ubraniu na spotkaniu, na którym omawiasz warunki współpracy z inwestorem czy klientem. Wyglądem także okazujesz swoje kompetencje i szacunek do rozmówcy. Takim cię klient zapamięta, jakim cię zobaczy! Przestrzegam przed takim podejściem, bo za dużo można stracić. Konkurencja jest naprawdę spora w naszej branży, a pamiętajmy, że pierwsze wrażenie jest tylko jedno…

Teresa: Na zakończenie, co chciałbyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność ?

Artur: Nigdy nie wolno się zniechęcać, niezależnie od tego ile razy i jak nie wychodzi, warto próbować od nowa, rozwijać się, inwestować w siebie. Rynek się zmienia. Nie można stać w miejscu i czekać, że firma sama się rozwinie w dobrym kierunku.

Teresa: Czy powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy tego rodzaju wydania przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu albo ułatwiły jego prowadzenie?

Artur: Zdecydowanie tak i jeżeli tylko taka książka będzie, chętnie ją przeczytam, jako nowe doświadczenie i wskazówki, jak prowadzić firmę i jak nie popełniać błędów.

Teresa: Arturze, dziękuję bardzo za rozmowę i że znalazłeś czas, szczególnie że masz teraz bardzo gorący okres w pracy. W Holandii jest spora liczba początkujących firm prowadzonych przez Polaków, którzy mają problemy podobne do Twoich lub dopiero je odkryją w trakcie swojej działalności. Tym bardziej dzielenie się doświadczeniami jest bezcenne. Między innymi dlatego zgadzam się całkowicie z Tobą, że spotkania biznesowe są bardzo pożyteczne.

Życzę Ci wielu klientów i rozwoju firmy.

Własne sklepy i handel online to biznes Karola Borowskiego.

karol-borowski

Otwarcie sklepu to spore ryzyko. Handel online ma przed sobą sporą potencję. Karola znam już od lat. Jego firma rozwija się bardzo dynamicznie. Na rynku odżywek konkurencja jest niebotyczna. Poza sklepem internetowym Karol otwiera jednak sklepy w Almelo i w Nijkerk. Powerprotein.nl to nie tylko handel odżywkami dla pań i panów. Karol organizuje wspólnie z polskimi gwiazdami kulturystyki kursy dla instruktorów kulturystyki i fitnesu. Ma przed sobą tutaj w Holandii cel.

 

 

 

TJ: Sezon urlopów już się skończył. Każdy chce się jednak wspaniale prezentować przez cały rok. W sklepie internetowym ruch masz ruch przez cała dobę. Czy tak jest przez cały rok?

KB: Tak, sklep jest dostępny dla klientów 24 godziny 7 dni w tygodniu. Ruch jest większy przed okresem wakacyjnym, kiedy ludzie przygotowują się do urlopu oraz zaraz po jego skończeniu, aby wrócić do formy.

TJ: Założyłeś własny biznes w Holandii bez znajomości języka niderlandzkiego. O ile dobrze pamiętam pierwsze kroki w nauce języka niderlandzkiego stawiałeś w Talen Training Centrum. Później praca nad własną firmą tak Cię pochłonęła, że zaprzestałeś nauki. Czy tego nie żałujesz?

KB: Podstawy języka niderlandzkiego już znałem :).  Mieszkałem już w Holandii 5 lat, byłem już tak jak wspomniałaś po pierwszych krokach nauki w Talen Training Centrum w Ede, co również bardzo miło wspominam. Dokładnie tak było, gdy zakładałem firmę pracowałem w Holandii na 2 etaty i do tego prowadziłem własną firmę. Ciężko było pogodzić to z nauką języka niderlandzkiego. Oczywiście, że żałuje, teraz nadrabiam, bo wiem jak ważna jest komunikacja w języku holenderskim.

TJ: Dziękuję za miłe słowa o Talen Training Centrum. Masz własny, kwitnący biznes. Twoja firma poradnik-niderlandzki-w-biznesiejest znana nie tylko wśród Polaków. Od lat pozyskujesz już holenderskich klientów. Bierzesz aktywny udział w wielu polskich i holenderskich imprezach.  W jaki sposób nauczyłeś się holenderskiego języka biznesowego? Czy jako samouk lub metodą online?

KB: Jestem ambitnym samoukiem 🙂 poza tym jestem odważny. W Holandii nauczyłem się również języka angielskiego, co pozwala mi na komunikowanie się oraz załatwianie spraw z holenderskimi oraz zagranicznymi firmami.

TJ: Czy Twoim zdaniem jest możliwe zbudowanie własnego, dobrze prosperującego biznesu tutaj w Holandii bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

KB:Oczywiście, ze jest. Ja jestem tego przykładem. Tylko, że na pewnym szczeblu biznesu, jeśli zna się język niderlandzki, można osiągnąć dużo, dużo więcej. Holendrzy rozmawiają po angielsku, nie mają z tym problemu, ale znajomość języka holenderskiego pozwala na bliższy kontakt z klientem. Klient ma większe poczucie wartości, że jego partner obcokrajowiec nauczył się jego języka. Jest łatwość w komunikacji, co przekłada się na relacje i kontakty biznesowe. Tak jak wcześniej wspomniałem, to można zrobić bez znajomości języka holenderskiego.  Uważam jednak, że posługując się biegle językiem niderlandzkim kontakt jest znacznie „ głębszy „.

TJ: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

KB: Nigdy nie prowadziłem biznesu w Polsce, tak że ciężko mi jest to ocenić.

TJ: Czy, powinny być, wg Ciebie, podręczniki polsko-holenderskie do nauki języka i kultury niderlandzkiej w biznesie? Czy gdyby tego rodzaju wydania były wtedy na rynku, gdy przyjechałeś do Holandii, czy przyspieszyłyby one rozwój Twojego biznesu?

KB: Myślę, że na pewno jest to dobra opcja. Generalnie każda opcja, która może pomoc nam się rozwinąć jest dobra. Na rozwój biznesu składa się nie tylko język, ale też rozwój osobisty, doświadczenie i dużo innych czynników, oczywiście znajomość języka niderlandzkiego mogłaby znacznie to ułatwić, na pewno więcej pieniążków bym miał teraz w kieszeni 🙂

TJ: Produkty, które oferujesz kupują też holenderscy klienci. Czy oni sami Cię znaleźli czy dotarłeś do nich przez prowadzenie marketingu w języku niderlandzkim?

KB: Docieramy do holenderskich klientów poprzez mocny marketing, który prowadzimy.

TJ: Co poradziłbyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to mają za mało klientów, by „przeżyć”? Czy powinni tylko koncentrować się na „polskim” rynku w Holandii, czy śmiało szukać holenderskich klientów?

KB: Polecam odbycie szkoleń ze sprzedaży. Jeśli produkt jest dobry, to problem leży w osobie sprzedającej, a nie w produkcie. Mieszkamy w Holandii i nie powinniśmy ograniczać się do rynku Polaków. Polski rynek jest zawsze dobry, ale tutaj w Holandii jest o wiele więcej możliwości. I te trzeba wykorzystać.

TJ: Co chciałbyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność swojej firmy?

KB: Dążyć do celu, nie poddawać się, nie zawsze jest łatwo. Zresztą, kto tutaj jest to w większości o tym wie.Wyjeżdżając z Polski do Holandii już zdobyliśmy się na odwagę zostawiając wszystko w Polsce. Teraz wystarczy obrać cel, nastawić się na w 100% sukces, szkolić się i to osiągnąć!

TJ: TTC zaprzęga nowoczesną technikę na potrzeby naszych klientów.  Teraz można się uczyć języka niderlandzkiego 24 godziny na dobę mając dostęp do internetu. Kursy niderlandzkiego prezentowane na e-platformie są bardzo „przyjazne” w użyciu też na smartfonie. Coraz częściej słyszę od naszych kursantów, że w necie jest teraz jak w dżungli. Trudno się połapać, które materiały są naprawdę wartościowe, a które zupełnie bezsensowne. Czy Ty, choć jesteś bardzo pochłonięty pracą, korzystasz z lekcji, które możesz znaleźć w necie?  

KB: Na razie nie, ale obiecuję, że wrócimy do tego tematu, mam nadzieję, że szybko. Bo to jest szansa na doskonalenie języka niderlandzkiego. Zwłaszcza dla tych, co nie mają czasu.

 TJ: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Życzę powodzenia w biznesie. I oczywiście zapraszam na krótkie szkolenia i warsztaty językowe dla biznesmenów.

KB: Dziękuje bardzo, wam również życzę sukcesów.

 

 

Od zaraz możesz rozmawiać w języku niderlandzkim

gramatyka-slon2Już od zaraz możesz rozmawiać w języku niderlandzkim! Tak, ale pod warunkiem, że zadasz sobie trud i przećwiczysz własne wypowiedzi.

Przed kilku dniami wzięłam udział w webinarze pana, który chwalił się, że potrafi rozmawiać w wielu językach obcych. Jego metoda to tylko nauka słówek, a potem od razu … rozmowa. Już na wstępie odważnie twierdził, że językiem niderlandzkim można wspaniale władać bez opanowania znajomości gramatyki. Hmmm….. Czyżby?! Otóż nie można! Jeśli sie na coś takiego decydujemy, płacimy wówczas tylko za to, żeby mówić niczym Kali z „W Pustyni i w puszczy”…  Bez żadnych struktur gramatycznych, żadnej poprawnej wymowy. Na pewno nie o to nam chodzi!

 

Język bez gramatyki – znacie taki?

Po takim webinarze pomyślałam, że jego autor  chyba nie traktuje poważnie uczestników, a jego jedyny cel to zarobek oparty na naiwności ludzi. Albo jest mu wszystko jedno, czy jego uczniowie mówią o „językach obcych” czy o „obcych jeżykach” –  subtelna różnica w pisowni oraz szyku wyrazów, a kompletnie zmienia znaczenie. Dokładnie więc widać, jakwiele zależy od właściwego sposobu nauki.

Wracając do samej możliwości nauki języka bez gramatyki – uważam, że siedzenie i wkuwanie na siłę tabelek niewiele daje w oderwaniu od kontekstu ich użycia. Choć czasem i to robić trzeba – nieszczęsne czasowniki same nie wejdą nam do głowy! Tak więc bez rozumienia zasad gramatyki możemy się pożegnać z jakąkolwiek znajomością języka obcego, a już holenderskiego szczególnie. Poza tym… gramatyka potrafi być naprawdę bardzo ciekawa –  wiele świetnych w praktyce przykładów na to znajdziecie w „Gramatyce…” Agaty van Ekeren Krawczyk).

Podstawowe zasady budowy języka niderlandzkiego trzeba opanować krok po kroku. Uczniowie przychodzący na kurs języka niderlandzkiego, którzy uczyli się „na żywioł”, mają czasami tak głęboko zakorzenione błędy, że lektorzy muszą włożyć wiele wysiłku, aby je wykorzenić. Największym problemem jest zmiana nawyku dotyczącego używania czasowników rozdzielnie złożonych.

Pgramatykaodobnie jest z błędną wymową. Warto pamiętać, że źle zaakcentowany wyraz w zdaniu może zmienić całkowicie znaczenie naszej wypowiedzi. Wiesz jaj jest róznica w znaczeniu słów „mand” i „maand” ? Jak nie popełniać takich błędów? Jest na to prosta zasada – uczyć się tylko zaufanych materiałów.  Nagraj sobie kawałek audycji radiowej w języku niderlandzkim i najpierw odsłuchaj kilkakrotnie, a potem powtarzaj ją razem z nagraniem. Na początku zapewne gubisz się już po kilku zdaniach. Nie załamuj się! Każdym następnym razem będzie lepiej.

I jeszcze wrócę do twierdzenia pana „od webinaru”, że przecież dzieci nie uczą się polskiej gramatyki, a mówią poprawnie. Czyżby? Dzieci uczące się języka robią tysiące błędów. Cierpliwi rodzice nieustannie je poprawiają . A kto ma cierpliwość, aby  stale  Cię poprawiać?  Poza tym dzieci potrzebują kilku lat na opanowanie języka. Na pewno Ty też masz tyle czasu…?

Następnym razem o nauce języka niderlandzkiego przy użyciu translatora.

Czy Janek padł ofiarą oszustów?

Czy Janek padł ofiarą oszustów? 

Czy Janek padł ofiarą oszustów, którzy obiecali nauczyć go języka niderlandzkiego w ciągu ośmiu godzin? I to w stopniu komunikatywnym!? W ciągu wielu lat przez kursy różnych języków prowadzone w Talen Training Centrum przewinęło się ponad pięćdziesiąt tysięcy kursantów. Wszystkim udawało się lepiej lub gorzej opanować język obcy. Niestety nikomu nie udało się przez 8 godzin nauczyć języka od zera do poziomu komunikatywnego.

Ostatnio coraz częściej spotykam takie obietnice w ofertach nauki języków. Zarówno na blogu, jak i na spotkaniach dzielę się poradami, co należy robić, aby nauka języka niderlandzkiego była bardziej efektywna i jak się do niej zmotywować. Dzisiaj natomiast, zamiast pisać, co warto robić, chciałabym się skupić na tym, czego robić się nie powinno, jeśli mamy zamiar opanować język niderlandzki! Wręcz od czego lepiej  się trzymać z daleka!

stop-oszustomDo napisania tego artykułu zainspirowały mnie trzy rzeczy: strona www kolejnego „czarodzieja” oferującego

nauczenie języka obcego w ciągu ośmiu godzin, webinar na temat nauki języka obcego oraz opinie pewnej Pani, która twierdzi, że świetnie się uczy z translatora Google (!).

Znów nawiedziła mnie myśl  (raczej mało odkrywcza), że przynajmniej połowa materiałów do nauki języka niderlandzkiego do niczego się nie nadaje…  Zarówno papier jak i internet przyjmą wszystko.  Jak więc w gąszczu powszechnie dostępnych materiałów wybrać te najsensowniejsze?

Tych, co mają ochotę mówić jak Kali z „W pustyni i w puszczy”, zaprosiłabym na stronę owego człowieka uczącegojęzyka niderlandzkiego w ciągu 8 godzin. Obawiam się jednak, że mogą przejść na „ciemną stronę mocy” i utonąć w gąszczu bajek o świętym Mikołaju. Brzmi zabawnie, prawda? Zawsze mnie zastanawiało, co ludzie widzą w różnychdaromwa-probka-videokurs-slowka-holenderskie-na-kazda-okazje technikach mnemonicznych, wymyślaniu niestworzonych historyjek, żeby zapamiętać  wyraz czy ich całą listę. Żeby poprawnie władać językiem obcym, potrzeba ok. 4000 słów. Szczerze mówiąc, znam wiele ciekawszych i skuteczniejszych sposobów ich kolekcjonowania niż wymyślanie nowych historyjek. Może komuś podobne techniki odpowiadają – ja też swego czasu próbowałam z nich korzystać. Niestety, miałam wrażenie, że tylko dodatkowo zaśmiecam sobie głowę, a długofalowych postępów raczej nie dostrzegałam. Dla ułatwienia nauki słówek BEZ BŁEDÓW polecam na przykład program DUOLINGO.

Faktu, że języka holenderskiego zwyczajnie nie da się nauczyć w 8 godzin, jeśli się nie jest osobą chorą na autyzm, nie muszę chyba dalej rozwijać… Bądźmy realistami.

 

Kolejne webinaria pewnego guru dającego wskazówki,  jak się uczyć, aby (według naszych doświadczeń w szkole) nauczyć się ŹLE mówić omówię następnym razem.

 

Przeczytaj także moje wywiady  z serii Polacy w Holandii.

https://www.talentraining.nl/category/polacy-w-holandii/

Talen Training Centrum na kanale RTL4

Talen Training Centrum na kanale RTL4

 

W sobotę 17 września 2016 o godzinie 13:30 stacja RTL4 w programie „LifestyleXperiance plus” wyemitowała film o naszym Centrum Językowym. To niecodzienna szansa aby poznać nas prawie osobiście. Tak, jesteś dla nas VIP-en i mamy zaszczyt zaprosić Cię na to kilkuminutowe spotkanie.

 

Może się już uczyłeś w naszej szkole, a może dopiero planujesz naukę w TTC. Będziemy się cieszyć, jeśli pomożemy Ci osiągnąć pozycję na jaką naprawdę zasługujesz. A “środków pomocniczych” do osiągnięcia tego celu mamy wiele. Odwiedź nas już teraz i zobacz jakie.

Pozdrawiamy serdecznie
Teresa, Agata i cały zespół TTC służący Ci pomocą w osiągnięciu Twoich celów.

O czym warto wiedzieć. Ciekawostki o Holandii

Holandia to państwo pełne ciekawostek i osobliwości. Kiedy na święta odwiedzi Cie tutaj rodzina i zapyta coż takiego ciekawego w tej Holandii, że zechciałeś w niej  zamieszkać, warto pochwalić się znajomością ciekawostek związanych z krajem kojarzonym przez wszystkich tylko  z tulipanami.

Holandia jest jednym z mniejszych krajów, jednak najgęściej zaludnionym. Prawie 25% państwa znajduje się poniżej poziomu morza. W samym tylko Amsterdamie znajduje się 1281 mostów! Ciekawym jest również fakt, że Holandia zajmuje trzecie miejsce na świecie   w eksporcie produktów rolnych, i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że powierzchnia tego kraju stanowi zaledwie 0,008% powierzchni świata.

Mało kto wie, iż Holendrzy są najwyższymi Europejczykami. Znane natomiast jest nam zamiłowanie mieszkańców tego kraju do jazdy rowerem, których to jest dwa razy więcej niż samochodów. Ponadto Holandia posiada ponad 15000 km dróg rowerowych.

Niezwykle osobliwym jest  sposób przekazywania uczniom wyników matur, a mianowicie odbywa się to w taki sposób, że nauczyciel dzwoni osobiście do każdego z abiturientów informując o tym czy zdał, czy też nie. Jeżeli  uczeń otrzymał wynik pozytywny na znak skończenia szkoły w oknie wywieszana jest flaga holenderska z plecakiem szkolnym. Ciekawe również mogą okazać się imiona noszone przez Holendów, ponieważ dziecko można nazwać niemalże każdym słowem, które nie jest obraźliwe i da się je zapisać alfabetem łacińskim.

W Holandii Święty Mikołaj odwiedza dzieci w połowie listopada i nie przybywa do nich saniami w towarzystwie reniferów, ale… statkiem parowym w asyście Czarnych Piotrów i jeżdżąc na siwym koniu rozdaje dzieciom słodycze.

Łyżwiarstwo to coś co każdy Holender ma zapisane w genach. Gdy tylko przyjdzie mróz Holender bierze wolne i idzie na kanały ślizgać się na “naturalnym lodzie” (natuurijs). Wokół łyżwiarstwa na naturalnym lodzie w tej mroźnej scenerii rozkładają się kramy z typowo holenderskimi zimowymi specjałami: Snert, koek i zopie.

Życzę radosnych spotkań z Sinterklaas’em / Świętym Mikołajem

Izabela

Lektor TTC

Wasze reakcje na przetłumaczoną przez nas piosenkę;)

Dziękujemy za podziękowania i super miłe reakcje mailowe w związku z przetłumaczoną piosenką Guus’a  Meeuwis’a – „Het is een nacht”.

Ludziki! piszcie proszę komentarze na facebooku, lub bezpośrednio pod tekstem na blogu, tak by wszyscy mogli je czytać. Boło ich wiele i były bardzo, bardzo miłe. Nie jestem w stanie przytoczyć/przekleić wszytkich wiadomości, które od Was dostałam, wybieram więc losowo jeden z listów-reakcji;)

„Witam,

Holandia nigdy ani trochę mnie nie interesowała, już Niemcy, jako że po sąsiedzku byli mi bliżsi. Ale właściwie to zawsze coś mnie intrygowało w tamtych stronach, jednak prawdziwa sympatia do Holandii wykształciła się wtedy, gdy pojechałam odwiedzić moją siostrę, która wtedy była na wymianie studenckiej z projektem Comenius. Ten klimat, hhmmmm deszcze, ale przepiękne wybrzeża, no i Amsterdam – oczarował mnie wtedy. Ta różnorodność kulturowa, ten luz i nonszalnacja… No a z drugiej strony ten okropnie brzmiący język, który dla wielu osób, które znam wydaje się bełkotem, ale i to obudziło we mnie zainteresowanie Holandią. Mając fajna pracę w Polsce, rodzinkę i przyjaciół nie miałam jednak planów by emigrować.

Życie miało jednak wobec mnie inne plany. Wkrótce potem znalazłam się w Holandii. Pierwszą myślą, która przyszła wtedy mi do głowy było: muszę nauczyć się tego okropnego języka! Zapisałam się na kurs i byłam wtedy naprawdę zaskoczona, bo zawsze myślałem, że holenderski jest raczej brzydki. A tu taka niespodzianka – holenderski naprawdę spodobał mi się!

Od tamtego czasu zaczęłam nałogowo słuchać muzyki holenderskiej. Sympatia do holenderskiego natychmiast przełożyła się na Holandię. Zaczęłam wyszukiwać w internecie strony internetowe związane z tym krajem i rozmawiałem często z Holendrami, którzy okazali się bardzo sympatycznymi ludźmi i chętnie opowiadali mi o swoim kraju. Zdałam sobie sprawę, że Holandia to przepiękne miejsce i przyznam że zachwycił mnie też styl życia Holendrów 🙂 Rodzinki z trójką dzieci, kobiety pracujące na pół etatu, by sie nimi fajnie zajmować, bliskość sąsiadów, z którymi żyjesz jak z rodziną. Podoba mi się tutaj i pewnie tu już zostanę, a wszystko zaczęło się od holenderskich piosenek…

pozdrawiam słuchaczy TTC

Mariola.”

Kurs holenderskiego – Mów co chcesz op holendersku.

„Mów co chcesz po holendersku” nawiązuje do podręczników „Niderlandzki krok po kroku”, „Gramatyka języka niderlandzkiego krok po kroku” i “Niderlandzki drugi krok”.
Autorka wstawiła sprytnie krok pomiędzy powyższe podręczniki. „Mów co chcesz po holendersku” ma podobną strukturę. Kursanci uczący się z podręcznika „Niderlandzki krok po kroku” mają wystarczającą znajomość języka niderlandzkiego by bez problemu kontynuować naukę z tego właśnie podręcznika.

Dialogi i teksty odzwiercielają dowcip i mentalność Holendrów. Są one nagrane przez naturalnych speakerów, ma się wrażenie, że się jest na ulicy w Amsterdamie. To duży walor tego podręcznika.

Materiał gramatyczny jest konsekwentnie rozrzedzony i pogłębiony o wiele ciekawych przykładów, a następnie ćwiczeń. Właśnie bogactwo różnorodnych ćwiczeń pomaga usystematyzować nowy materiał. Blok ćwiczeniowy jest rozbudowany. To daje szanse dla rozwoju językowego i systematyzowania wiedzy.

Woorden en uitdrukkingen: są przetłumaczone (samouk nie traci wiele czasu na szukanie tłumaczeń w słowniku). Poza tym w podręczniku znajduje sporo zwrotów frazeologicznych, połaczeń semantycznych i wyrazów złożonych, których nie znajdzie się nawet w dobrych słownikach.
Lektorzy uczący w Talen Training Centrum preferują ten podręcznik, a i kursanci są bardzo zadowoleni ze swych postępów w nauce. Polecam. Zobacz więcej „Mów co chcesz po holendersku”

Dyrektor TTC Talen Training Centrum
Dr Teresa Jaskólska Schothuis