holenderski

Gigantyczna szansa na lepsze życie nie tylko dla …

Wszyscy mamy już dość tej korony, ale czy korona ma nas dość? Niestety nie. Dzieci chodzą do szkoły, my możemy jechać do pracy. Niby wszystko wróciło do normalności. Te ostatnie miesiące bardzo zmieniły nasz styl życia. Co niektórzy z nas stracili lub stracą w najbliższych tygodniach pracę. Co niektórzy z nas pracy mają aż za dużo. Trudno przewidzieć, kiedy nasze życie wróci do przed koronowej normalności.

Paweł, mój znajomy, lubi wszystko planować. Zwłaszcza wydatki. Zwykle największe wydatki ma w styczniu. W tym roku jego dziecko idzie do gimnazjum. Wrzesień był potwornie drogim miesiącem. Paweł zna już trochę język holenderski. Jednak chce się dalej uczyć, by w razie, czego móc znaleźć nową pracę i oczywiście nie chce by jego córka …. wstydziła się w szkole, bo wychowawczyni nie rozumie, co tata mówi.
Wrzesień jest miesiącem nowych szans, nowych planów. Już na urlopie Paweł podjął decyzję dalszej nauki. Tyle tylko, że jak mi mówi, kasy brak. Korona odbiła się też na mnie. Na naszej szkole. Chcę jednak pomóc Pawłowi. Nie tylko jemu.
Jak?   30 podręczników do nauki języka holenderskiego dla lekko zaawansowanych w baaaaaardzo niskich cenach.
Zamawiaj w sklepie ( nie miej pretensji do mnie, jak się w tej niskiej cenie skończą).
Wymowa holenderska z nagraniami do ściągnięcia – teraz tylko 5 euro!!!
Mów co chcesz po holendersku z nagraniami do ściągnięcia –teraz tylko 7 euro!!
Gramatyka niderlandzka – teraz tylko 8 euro!!
Masz gigantyczną szansę na lepsze życie. Nawet jeszcze w tym „koronowym” kryzysie.
Trzymaj się zdrowo 🙂

Tylko dziecko jest w stanie nauczyć się płynnie mówić w języku niderlandzkim.

Czyżby? Otóż nieprawda! Dorosły szybciej nauczy się języka obcego, bo…. ma o czym mówić!… i wiele metod, które może dostosować do swoich potrzeb!

learnTylko dziecko jest w stanie nauczyć się płynnie mówić w języku obcym. Jest taka książka Glenna Domana „Jak nauczyć małe dziecko czytać”, w której opowiada historię pewnej amerykańskiej rodziny – państwa Smith. Pan Smith dostał pracę w Niemczech i tam uczył się niemieckiego z najlepszymi nauczycielami. Podobnie jego żona. Niestety z niewielkim rezultatem. Za to ich pięcioletni syn, który przebywał z niemiecką nianią, bez trudu opanował ten język, choć nie miał regularnych lekcji.

Jaki wniosek wysnuwa Doman? Taki, że człowiek dorosły nie jest w stanie nauczyć się języka obcego i że w amerykańskich szkołach marnotrawi się setki milionów dolarów na ich uczenie. Czyli co… możecie po przeczytaniu tego przestać się uczyć języka holenderskiego, poddać się, bo i tak się nie uda…?! Nic bardziej mylnego!!!

Przy całym szacunku dla osiągnięć Glenna Domana, jego twierdzenia o nauce języków obcych to totalna bzdura. Znam wiele osób, które nauczyły się mówić po holendersku z wielkim sukcesem  długo po osiągnięciu dorosłości.

Mogę jeszcze przyznać, że tak fantastycznego akcentu jak dziecko, dorosły już się nie nauczy. A precyzując – większość dorosłych się nie nauczy. Ale… co z tego? Czasami słyszę Francuzów, którzy mówią po niderlandzku ze swoim akcentem i często omijają „h”, które  jest przecież w co drugim holenderskim słowie, brzmi to dość komicznie, ale czy to uniemożliwia porozumienie? Nie! I jedni i drudzy tak samo dobrze komunikują się w języku holenderskim.uitspraaktraining-nederlands I o to przecież chodzi!

Co więcej, dorosły nauczy się szybciej języka obcego, w tym także języka holenderskiego. Dlatego, że ucząc się, buduje na tym, co już umie. Tutaj działa prawo obfitości. „Im więcej wiem, tym więcej mogę się nauczyć.” Nowy materiał umieszczam w mojej głowie w odniesieniu do tego, co już wiem. Tak to działa! Inaczej mówiąc, dorosły ma o czym mówić, dlatego nauczy się języka obcego lepiej i szybciej. Ma coś jeszcze – motywację, która ogromnie determinuje jego sukcesy w nauce. I to nie koniec – ma też ogromny wybór metod i form, jakie są dzisiaj dostępne! Nieważne czy jesteś wzrokowcem, słuchowcem, masz mniej czy więcej czasu, dużo pracujesz  albo w niestandardowych godzinach, potrzebujesz holenderskiego języka biznesowego, czy silnie branżowego!

Sprawdź, ile masz możliwości:

Kursy niderlandzkiego

Wywiad z Arturem Mularskim – właścicielem firmy „Majstro Bouw”

artur-mularski

Moim dzisiejszym rozmówcą jest Artur Mularski. Artur jest budowlańcem z takim doświadczeniem, że żadna przebudowa mieszkania nie ma przed nim tajemnic. Potrafi wyczarować łazienki w najbardziej nieoczekiwanym, wymagającym i oryginalnym stylu. A wygląd salonów w jego wykonaniu przyprawia o zawrót głowy!

 

 

Teresa: Czy kiedy przyjechałeś do Holandii znałeś choć trochę język niderlandzki czy dopiero na miejscu podjąłeś naukę?

Artur: Przyjechałem do Holandii 20 lat temu w poszukiwaniu lepszego życia, w czasach gdy wiele osób z branży budowlanej próbowało swoich sił na rynku holenderskim. Zdecydowanie nie sprzyjał on wtedy Polakom. Było naprawdę ciężko. Nie lada wyzwaniem było chociażby kupno materiałów budowlanych w sieciach Bouwmaat czy Pontmeyer. Ponieważ na początku pracowałem na bazie swojej polskiej firmy, bez dokumentu KVK  (holenderski rejestr handlowy dla firm) nie chciano nawet rozmawiać  o sprzedaniu mi czegokolwiek. Z czasem wszystko radykalnie się zmieniło – to sklepy wyszły nam na przeciw, zatrudniły nawet polskojęzyczną obsługę.  Kiedy zaczynałem, nie znałem języka holenderskiego, ale mówiłem po niemiecku. Następnie  poszedłem do szkoły językowej i muszę przyznać, że miło wspominam okres nauki niderlandzkiego.

Teresa: Masz własny, rozwijający się biznes. Twoja firma jest znana nie tylko wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłeś się holenderskiego języka biznesowego? Opowiedz proszę swoją historię.

Artur: Moja firma była zarejestrowana od 2000 roku w Polsce, dopiero po 10 latach zdecydowałem się na jej zamknięcie i otwarcie w Holandii, ponieważ moje życie toczyło się tutaj, a kontakty z Polską miałem bardzo sporadyczne. Działanie w branży budowlanej zbudowało we mnie szacunek do klienta i inwestora, nauczyłem się tak konstruować ofertę, aby inwestor miał pełną świadomość, na co idą jego pieniądze i co w zamian będzie miał zaoferowane. To był (i jest) także ogromny trening biznesowego języka holenderskiego. Przez 10 lat prowadziłem projekty na terenie całej Holandii, począwszy od Venlo a zakończywszy w Groningen. Teraz osiadłem w Noord-Holland i od 7 lat pracuję wyłącznie na terenie Amsterdamu i Laren . Moja firma jest bardzo rozpoznawalna zarówno wśród Polaków, jak i wśród Holendrów.   mularski-logo

www.majstro-bouw.nl

Teresa: Czy, Twoim zdaniem, możliwe jest zbudowanie tutaj własnej firmy bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

Artur: Hm, to bardzo trudne pytanie. Generalnie budowanie własnego przedsiębiorstwa to ciężka, ciągła praca, która przynosi większe efekty dopiero po kilku latach. Niestety wielu ludzi poddaje się po kilku nieudanych inwestycjach czy innych pechowych wydarzeniach, które spowodowały straty i zbudziły obawę o większe kłopoty finansowe.  Mimo sporego już doświadczenia, cały czas uczę się biznesu, ponieważ wszystko wokół się zmienia. Wydawałoby się, że dobry biznesplan i dążenie do jego realizacji zaplanowanymi krokami to podstawa. Ale trzeba być naprawdę bardzo elastycznym i szybko dostosowywać się do zmieniających się stale indywidualnych potrzeb klientów i inwestorów.

Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Artur: Zasadnicze różnica to mentalność Polaków i Holendrów, która we wszystkich kwestiach przekłada się na to, jak się zachowują „w pracy”, jaki mają styl, kulturę, przyzwyczajenia itp.

Nie ukrywam, że tutaj zwyczajnie lżej prowadzi się firmę. Sprzyja temu większa życzliwość  i przyjazny stosunek do drugiego człowieka.

Różni nas jeszcze takie podejście do biznesu, że w Polsce chcemy od razu, za wszelką cenę, a najlepiej już w rok, dorobić się domu, auta i sporej sumy na koncie.  Natomiast Holendrzy są spokojniejsi i bardziej cierpliwi, rozkładają efektywność dorobku i swoje oczekiwania na kilka lat, gdy firma zaczyna przynosić zyski.

Teresa: Co poradziłbyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to zbyt mało klientów, aby „przeżyć”?

Artur: Z pewnością ciężką, systematyczną pracę. Pamiętajmy też, że jesteśmy wizytówką własnej firmy. Jest takieniderlandzki-od-podstaw-cz3-cd polskie przysłowie „jak cię widzą, tak cię piszą”. Warto mieć je w tyle głowy, jadąc na spotkanie z klientem czy kontrahentem (szczególnie prosto z budowy…). Podam przykład z własnej branży: nawet jeśli jesteś jednoosobową firmą i bardzo zapracowanym budowlańcem, nie pojawiaj się w roboczym ubraniu na spotkaniu, na którym omawiasz warunki współpracy z inwestorem czy klientem. Wyglądem także okazujesz swoje kompetencje i szacunek do rozmówcy. Takim cię klient zapamięta, jakim cię zobaczy! Przestrzegam przed takim podejściem, bo za dużo można stracić. Konkurencja jest naprawdę spora w naszej branży, a pamiętajmy, że pierwsze wrażenie jest tylko jedno…

Teresa: Na zakończenie, co chciałbyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność ?

Artur: Nigdy nie wolno się zniechęcać, niezależnie od tego ile razy i jak nie wychodzi, warto próbować od nowa, rozwijać się, inwestować w siebie. Rynek się zmienia. Nie można stać w miejscu i czekać, że firma sama się rozwinie w dobrym kierunku.

Teresa: Czy powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy tego rodzaju wydania przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu albo ułatwiły jego prowadzenie?

Artur: Zdecydowanie tak i jeżeli tylko taka książka będzie, chętnie ją przeczytam, jako nowe doświadczenie i wskazówki, jak prowadzić firmę i jak nie popełniać błędów.

Teresa: Arturze, dziękuję bardzo za rozmowę i że znalazłeś czas, szczególnie że masz teraz bardzo gorący okres w pracy. W Holandii jest spora liczba początkujących firm prowadzonych przez Polaków, którzy mają problemy podobne do Twoich lub dopiero je odkryją w trakcie swojej działalności. Tym bardziej dzielenie się doświadczeniami jest bezcenne. Między innymi dlatego zgadzam się całkowicie z Tobą, że spotkania biznesowe są bardzo pożyteczne.

Życzę Ci wielu klientów i rozwoju firmy.

Rozmowa z Franciszkiem Roguskim – prawnikiem specjalizującym się w holenderskim prawie pracy.

franciszek-roguski

 

Dzisiaj rozmawiam z Franciszkiem Roguskim – prawnikiem specjalizującym się w holenderskim prawie pracy, założycielem kancelarii www.Prawnik.nl. Żadna góra nie jest dla niego za wysoka, nie dał się złamać niedoskonałościom w posługiwaniu się językiem niderlandzkim i z wyróżnieniem skończył studia prawnicze w Holandii.

Od 2013 roku prowadzi swoją kancelarię, łączy polską kreatywność z holenderskim pragmatyzmem. Nie bez powodu mówią o nim polonijny Robin Hood. Dla setek polskich pracowników odzyskał zaległe wypłaty od pracodawców. Polak Roku 2016 w kategorii Młody Polak Sukcesu!

 

 

 

Teresa: Przyjechałeś do Holandii znając już język niderlandzki, czy dopiero na miejscu podjąłeś naukę?

Franciszek: Przyjechałem do Holandii w 2001 bez znajomości niderlandzkiego i na początku rozmawiałem tylko po angielsku. Właściwie nie mogę powiedzieć, że podjąłem regularną naukę, bo uczyłem się sam, ale zadawałem w moim otoczeniu wiele pytań o zasady języka holenderskiego. Pamiętam, że rysowałem tabele z odmianą czasowników, czytałem komiksy i z  obrazków starałem się wnioskować, o co mniej więcej chodzi. Oglądałem też kreskówki dla dzieci w wieku przedszkolnym i powtarzałem proste dialogi. Można powiedzieć, że korzystałem właśnie z takich niekonwencjonalnych metod nauki języka. W profesjonalnych  lekcjach niderlandzkiego zacząłem brać udział dopiero w 2011, kiedy byłem na pierwszym roku studiów.
Teresa: Masz własny, świetnie działający biznes. Twoja firma jest znana nie tylko wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłeś się holenderskiego języka biznesowego?
Franciszek: Podstawowe słownictwo biznesowe poznałem studiując prawo przedsiębiorcze i podatkowe, podstawy księgowości i negocjacje. Nie uczyłem się holenderskiego języka biznesowego specjalnie na potrzeby swojej firmy, ponieważ nigdy nie było takiej potrzeby. Wszyscy moi klienci to Polacy i zawsze po polsku omawiam z nimi warunki współpracy. Natomiast kiedy w roli ich pełnomocnika żądam zaległych wypłat od ich holenderskich pracodawców, używam bardziej żargonu prawniczego niż języka biznesowego.
Teresa: Czy Twoim zdaniem możliwe jest zbudowanie w Holandii własnej firmy bez znajomości lokalnej  kultury biznesowej?
Franciszek: Teoretycznie tak, ale żeby funkcjonowała ona poprawnie, potrzebne są osoby pośredniczące pomiędzy nią a rynkiem i instytucjami. Przykładem są jednoosobowe firmy budowlane, które w roli podwykonawców podejmują zlecenia swojego polskojęzycznego zleceniodawcy. To powoduje, że nie może on stać się niezależny, ponieważ bez znajomości języka niderlandzkiego i zasad funkcjonowania rynku nie jest w stanie się uwolnić i pracować samodzielnie. Taki podwykonawca niestety nie dyktuje, ani nawet nie proponuje własnych warunków, tylko musi akceptować to, co dostaje. Mamy wtedy właściwie do czynienia bardziej z pracownikiem niż przedsiębiorcą. Taka sytuacja jest z pewnością wygodna na początku, kiedy człowiek uczy się języka niderlandzkiego  i prowadzenia własnej działalności. Pewnie są ludzie, którym  odpowiada to na dłużej i nie będą niczego zmieniać. Ale osoba, która chce osiągnąć coś więcej, będzie szukać możliwości zmiany.
Myślę, że kultury biznesowej może i powinien uczyć się każdy. Dopiero kiedy ją pozna,  ma prawdziwą możliwość budowania własnego biznesu, osadzonego w holenderskich warunkach.

Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?
Franciszek: Nie prowadziłem nigdy biznesu w Polsce, ale z obserwacji polskich przedsiębiorców widzę przede wszystkim, że w Holandii łatwiej jest zacząć. Nie ma tutaj ZUS-u, ani innych instytucji duszących przedsiębiorstwa w zarodku. Kiedy w Holandii zakłada się firmę i jeśli się (prawie) nic nie zarabia, to się (prawie) nic nie płaci. W Polsce trzeba najpierw odłożyć pieniądze na tzw. start.

Teresa: Co poradziłbyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, ale mimo to za mało klientów, aby „przeżyć”?
Franciszek: „Zmień sposób myślenia i zdobądź więcej klientów.” Warto zastanowić się, kto i dlaczego  jest w stanie dobrze ocenić nasze produkty lub usługi. Oraz co o nich myślą osoby, które ich nie kupują i jaki jest tego powód?

Teresa: Na zakończenie, co chciałbyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność swojej firmy?
Franciszek: Powodzenia!

Teresa: Dziękuję za poświęcony czas, rozmowę i rady dla polskich przedsiębiorców. Mam nadzieję, że zmotywują wiele osób do odważnych kroków zawodowych, przekraczania barier i szukania możliwości – nauki języka niderlandzkiego, poznawania realiów holenderskiego rynku i kultury pracy.

 

Naucz się holenderskiego i zarabiaj o co najmniej 1500 euro rocznie więcej!

Mój pracodawca wymaga bym wreszcie porozumiewał się po holendersku. Czy mam szansę na awans? Chciałbym zdać „Staatsexamen NT2”. Czy znajdę czas na naukę niderlandzkiego? Mieszkam na odludziu i dojechać do na przykład Rotterdamu to piekło, bo godzinami stoję w korkach. Pracuję na zmiany i praca jest najważniejsza. Muszę przecież mieć, za co żyć. Jak się wyrwać z tego zamkniętego koła? Jeśli takie myśli ciągle Ci chodzą po głowie to, dlaczego nie podejmiesz męskiej decyzji?
A może prowadzisz już własną działalność, jesteś już w Holandii kilka lat i nadal nie znasz języka holenderskiego? Czy policzyłeś ile z tego powodu tracisz kasiory?
Takie pytanie zadała sobie Kasia Radecka mająca firmę krawiecką. Swoje usługi kierowała do Polek i dochody miała takie by przeżyć. Wykonała kilka działań matematycznych. W ciągu roku pracuję około 1880 godzin ( to jest 235 dni po 8 godzin). Jeśli sprawniej będę posługiwała się językiem niderlandzkim, to mam 200% szans na lepiej płacące klientki holenderskie. Gdy tylko zarobię więcej o 1,50 EURO na godzinę to w ciągu roku zarobię o 2820 EURO więcej. Zainwestuję w siebie połowę z tego.

Państwo holenderskie chce Ci też pomóc! Twój pracodawca lub jeśli Ty sam/sama prowadzisz działalność gospodarczą powinien złożyć wniosek o subsydia na naukę języka niderlandzkiego. Ponad 60% wydatków na naukę będziesz miał zwrócone. Oczywiście musisz się uczyć w odpowiedniej szkole spełniającej wymagane przez rząd warunki. Talen Training Centrum spełnia te warunki.
Oblicz ile możesz zyskać???? EURO na rok!!!
Wybór należy do Ciebie. Wiesz już, na co je wydasz? Teresa Jaskólska

Zaciekawiła Cię powyższa wiadomość? Zobacz szczegóły. Masz ochotę podzielić się uwagami na temat nauki? Napisz do mnie jaskolska@talentraining.nl
Teresa Jaskólska

P.S. Czy już wiesz, dokąd chcesz dopłynąć? Teraz wieją pomyślne wiatry.

Anna Konowalczyk – doradztwo

Anna Konowalczykdoradztwoanna

Teresa Jaskólska rozmawia z  Anną Konowalczyk

Teresa: Polacy w Holandii. Przyjechałaś do Holandii znając już język holenderski czy dopiero tu na miejscu podjęłaś naukę?

Anna: Zanim postanowiłam przyjechać do Holandii samodzielnie uczyłam się języka holenderskiego na poziomie pierwszym, czyli podstawowym. Wymagało to ode mnie systematyczności i dyscypliny, ponieważ jak dotąd uczyłam się klasycznie – w szkolnej ławie pod reprymendą nauczyciela. Dalszą naukę języka niderlandzkiego podjęłam po trzech miesiącach pobytu w Holandii. Początkowo przez 3 m-ce uczęszczałam na wieczorowy kurs holenderskiego dla początkujących, po czym podjęłam dzienną naukę. Naukę kontynuowałam 5 m-cy. Po ośmiu latach pobytu w Holandii odbyłam 3 miesięczny indywidualny kurs języka niderlandzkiego dla zaawansowanych na poziomie wyższej uczelni. To skutecznie pomogło mi w wyszlifowaniu języka holenderskiego i podejrzewam, że to nie ostatni krok. Nauka języka niderlandzkiego to bezustanny proces; stale uczę się nowo zasłyszanych słówek. 

Teresa: Masz własny, kwitnący biznes. Twoja firma jest znana nie tylko wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłaś się holenderskiego języka biznesowego?

Anna: Dziękuję za komplement. Od początku pobytu w Holandii zdawałam sobie sprawę, że znajomość języka holenderskiego otworzy mi drzwi do samorealizacji; pozwoli mi funkcjonować w świecie biznesu jak i na polu prywatnym. Na pewnym etapie pracy zawodowej jedynym moim narzędziem stał się język urzędowy w piśmie i w mowie. Funkcja, jaką piastowałam nie uwzględniała innej opcji, a mój język holenderski wymagał jeszcze kropki nad i. Podjęłam to wyzwanie z lękiem, że może się nie udać. Zaczęłam czytać więcej prasy holenderskiej, co miało poszerzyć zasób słów i bardziej przykładałam się do pisania tekstów holenderskich. Trafiłam na wspaniałą szefową, która początkowo kontrolowała pisane przeze mnie pisma w języku holenderskim. Z czasem używanie holenderskiego języka biznesowego stało się łatwiejsze, a ja sama się z nim oswoiłam. Przyznaję, że to nie było proste zadanie i nie przyszło mi to lekko, jednak satysfakcja jest ogromna! Dzięki kilkuletniej determinacji dziś samodzielnie prowadzę firmę doradczą, pomagającą Polakom w stawianiu pierwszych kroków na terenie Holandii. Z racji wykonywanego zawodu moja firma ściśle współpracuje z wieloma instytucjami holenderskimi.  Bez znajomości holenderskiego języka biznesowego nie byłoby to możliwe.

Teresa: Czy Twoim zdaniem jest możliwe zbudowanie swego biznesu tutaj w Holandii bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej? Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Anna: Zdaje się, że przypadkowo po części wyprzedziłam kolejne pytanie. Wyżej wspomniałam, że znajomość holenderskiego języka biznesowego jest filarem prowadzenia firmy w Holandii. Równie ważne jest zapoznanie się i przyswojenie sobie holenderskiej kultury biznesowej. W Holandii dialog w biznesie prowadzony jest w łagodny sposób, w poszukiwaniu kompromisu. Stosuje się zasadę „win-win”, co można przełożyć na „wilk syty i owca cała” lub „afspraak is afspraak”, czyli dotrzymuje się danego słowa. W Polsce jest podobnie, przy czym komunikacja przebiega w bardziej ekspansywny sposób i stosowane są luźniejsze granice dotyczące ustaleń. Rozumiejąc te różnice łatwiej jest prowadzić interesy i osiągnąć zamierzony cel.

Teresa: Co poradziłabyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to mają za mało klientów by „przeżyć”?

Anna: Jestem jednym z licznych przedstawicieli polskiej przedsiębiorczości na terenie Holandii. Myślę, że każdy z nas boryka się z wyzwaniem dotyczącym rozbudowania firmy, powiększenia obrotów czy pozyskaniem klienta. To nierozerwalna część całości, czyli nie można jej wyeliminować. Moim celem jest niesienie pomocy Polakom w załatwianiu formalności na terenie Holandii w taki sposób, żeby ich integracja z Holandią przebiegała w sprawny sposób.  Jasno postawiony cel i rozpoznanie potrzeb grupy docelowej pomagają mi do niej dotrzeć.  Ważny jest również stały dialog z klientem. To tak jak z nauką języka- trzeba stale powtarzać słówka, żeby je zapamiętać. Klientowi trzeba stale przypominać, że istniejesz, że masz dla niego produkt, którego on szuka, albo będzie szukał. Im częściej potencjalny klient „widzi Cię” w postaci ulotki lub innej formy reklamy, tym większa szansa, że zapamięta właśnie Ciebie i skontaktuje się właśnie z Tobą, jeśli będzie potrzebował Twojego produktu. Dbałość o już pozyskanego klienta jest wiodąca, bowiem zadowolony klient poleci Cię potencjalnemu klientowi.

Teresa: Czy nauka języka niderlandzkiego sprawiała Ci problemy?  

Anna: Samodzielna nauka języka niderlandzkiego w początkowym stadium wydawała mi się prosta. Miałam wrażenie, że sobie poradzę i jestem świetnie przygotowana. Po przyjeździe do Holandii szybko odkryłam jak się myliłam. Nie rozumiałam prawie nic, nie potrafiłam wyodrębnić poszczególnych słów w zdaniu, słyszałam potok dźwięków, z których nie mogłam wyłowić żadnej treści. Ciężko było włączyć się w rozmowę, wyjaśnić cokolwiek, nie wspominając o załatwieniu jakiejkolwiek formalności. Zwykły zakup biletu w kasie przybierał formę koszmaru. Myślałam nawet, że język niderlandzki jest nie do opanowania! Dziś wywołuje to szeroki uśmiech na mojej twarzy, ponieważ wiem, że byłam w błędzie. Języka niderlandzkiego można się nauczyć, czego jestem przykładem.

Teresa: Na zakończenie, co chciałabyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność swojej firmy?

Anna: Jako doradca i przedsiębiorca, który również kiedyś zaczynał, chciałabym dodać wszystkim początkującym animuszu i pogratulować odwagi. Uważam, że w początkowej fazie prowadzenia firmy najważniejsze jest wyciąganie lekcji z każdej porażki, poszerzanie wiedzy w swojej specjalności i bezwzględny ZAKAZ poddawania się.

Teresa: Dziękuję Anno za obszerne odpowiedzi i życzę sukcesów.

Plan kursów

 

Nasz nowy październikowy BIULETYN

naukaNauka języka holenderskiego to PROCES

*Który trwa dłużej niż tylko 2 miesiące.

Czasami robienie błędów w języku niderlandzkim ma też swój urok 😉

Czytaj o tym u nas w najnowszym BIULETYNIE

A może nie robisz już wcale błędów w języku niderlandzkim???

To świetnie!

Sprawdź się TUTAJ

Twój proces opanowania holenderskiego przebiegał gładko i szybko.

Najpierw rozmawiałaś z siąsiadką, później z rodziną męża…

Następnie zaczęłaś dogadywać się na trudne tematy z teściową. Teraz bez problemu komunikujesz się ze wszystkimi w pracy!

A Twój partner???

Nie umie nawet sprawić komplementu Twojej mamie.

Przekonaj/ zmuś go do nauki

O podręczniku do nauki polskiego w naszym najnowszym Biuletynie

O NAUCE JĘZYKÓW HOLENDERSKIEGO I POLSKIEGO! O szybkim przyswajaniu materiału, słówek, nowoczesnych metodach i podręcznikach, wszytko to i jeszcze wiele innych rzeczy znajdziesz w naszym Gratisowym BIULETYNIE

Kariery naszych studentów – księgowa.

Pamiętam jak napisała do nas dziewczyna o imieniu Ilona, taki oto list:

 

sennik-ksiegowa

 

„Witam, od jakiegoś czasu przymierzam się do wyjazdu do Holandii. W Polsce ukończyłam studia na Uniwersytetach i od dwóch lat pracuję w korporacji i biurze rachunkowym jako księgowa. Planuję wyjechać, ponieważ większość mojej rodziny mieszka w tym kraju. Obawiam się jednak, że będę miała problem z pracą. Przeglądałam oferty i wysyłałam kilka, ale niestety większość odpowiedzi była negatywna ze względu na fakt, że nie jestem jeszcze w NL. Oczywiście nie jest rzeczą prostą rzucić w Polsce wszystko i wyjechać bez pieniędzy do obcego kraju. Problemem jest że znam tylko angielski (bardzo dobrze) i niemiecki (średniozawansowany). Mam jednak silną motywację żeby uczyć się holenderskiego, ponieważ zdaję sobie sprawę, że trzeba znać język urzędowy kraju w którym się mieszka. Może orientujecie się Państwo, jako instytut językowy, jakie są możliwości przyśpieszonej nauki języka holenderskiego oraz znalezienia pracy w zawodzie księgowej/finansach/administracji? Czy są jakieś kursy, staże w tym kierunku? Czy biura rachunkowe lub korporacje dają szanse takim imigrantom jak ja? Z góry dziękuję za odpowiedź:)”

 

 

Prezentowany email ma już rok. Dziś mogę  Wam powiedzieć, że Ilona nauczyła się w pół roku języka holenderskiego na kursach on-line, będąc jeszcze w Polsce. Po pół roku wyjechała do Holandii i kontynuowała naukę. Jest na poziomie średniozaawansowanym i zamierza wziąć udział w kursie wakacyjnym, tak aby przygotować się do egzaminu państwowego.

 

Pracuje w zawodzie księgowej, w bardzo znanej firmie i zamierza pozostać tutaj, w Holandii, ponieważ właśnie zaręczyła się ze swoim holenderskim narzeczonym.

Ilonka! Pozdrawiam Cię serdecznie!!!

Wasze reakcje na przetłumaczoną przez nas piosenkę;)

Dziękujemy za podziękowania i super miłe reakcje mailowe w związku z przetłumaczoną piosenką Guus’a  Meeuwis’a – „Het is een nacht”.

Ludziki! piszcie proszę komentarze na facebooku, lub bezpośrednio pod tekstem na blogu, tak by wszyscy mogli je czytać. Boło ich wiele i były bardzo, bardzo miłe. Nie jestem w stanie przytoczyć/przekleić wszytkich wiadomości, które od Was dostałam, wybieram więc losowo jeden z listów-reakcji;)

„Witam,

Holandia nigdy ani trochę mnie nie interesowała, już Niemcy, jako że po sąsiedzku byli mi bliżsi. Ale właściwie to zawsze coś mnie intrygowało w tamtych stronach, jednak prawdziwa sympatia do Holandii wykształciła się wtedy, gdy pojechałam odwiedzić moją siostrę, która wtedy była na wymianie studenckiej z projektem Comenius. Ten klimat, hhmmmm deszcze, ale przepiękne wybrzeża, no i Amsterdam – oczarował mnie wtedy. Ta różnorodność kulturowa, ten luz i nonszalnacja… No a z drugiej strony ten okropnie brzmiący język, który dla wielu osób, które znam wydaje się bełkotem, ale i to obudziło we mnie zainteresowanie Holandią. Mając fajna pracę w Polsce, rodzinkę i przyjaciół nie miałam jednak planów by emigrować.

Życie miało jednak wobec mnie inne plany. Wkrótce potem znalazłam się w Holandii. Pierwszą myślą, która przyszła wtedy mi do głowy było: muszę nauczyć się tego okropnego języka! Zapisałam się na kurs i byłam wtedy naprawdę zaskoczona, bo zawsze myślałem, że holenderski jest raczej brzydki. A tu taka niespodzianka – holenderski naprawdę spodobał mi się!

Od tamtego czasu zaczęłam nałogowo słuchać muzyki holenderskiej. Sympatia do holenderskiego natychmiast przełożyła się na Holandię. Zaczęłam wyszukiwać w internecie strony internetowe związane z tym krajem i rozmawiałem często z Holendrami, którzy okazali się bardzo sympatycznymi ludźmi i chętnie opowiadali mi o swoim kraju. Zdałam sobie sprawę, że Holandia to przepiękne miejsce i przyznam że zachwycił mnie też styl życia Holendrów 🙂 Rodzinki z trójką dzieci, kobiety pracujące na pół etatu, by sie nimi fajnie zajmować, bliskość sąsiadów, z którymi żyjesz jak z rodziną. Podoba mi się tutaj i pewnie tu już zostanę, a wszystko zaczęło się od holenderskich piosenek…

pozdrawiam słuchaczy TTC

Mariola.”

Słuchanie muzyki po holendersku!

Słuchanie muzyki w języku, którego się obecnie uczymy – też mi odkrycie powiecie. Ale przestarzały hit-cior! A jednak to dla mnie nowe odkrycie. Do tej pory uważałam, że muzyka po holendersku nie brzmi za fajnie, nie jest zbyt porywająca, ale ktoś przyłapał mnie na tym jak podśpiewywałam sobie holenderskie słówka pod nosem i taka jest prawda. Ten kawałek, który podśpiewywałam wydał mi się naprawdę fajny. OK! dziś już nie wypieram się – tak słucham muzyki po holendersku i podoba mi się to.

Jestem na TAK! Muzyka, muzyka i jeszcze raz muzyka, czyli słuchanie piosenek w językach, w których się uczymy. Do niedawna ten sposób nauki wydawał mi się nieskuteczny, jednak z racji tego, że słucham wielu wykonawców śpiewających po holendersku, mam kontakt z różnymi akcentami i to bardzo pomaga 🙂 Oprócz tego muzyka stała się czymś, co pozwala mi się skupić. Kiedyś taką rzeczą była zwykła cisza, jednak teraz po prostu najlepiej uczy mi się przy włączonej niezbyt głośno muzyce. Bardzo skuteczne jest również śpiewanie sobie pod nosem w języku holenderskim (i o wiele przyjemniejsze niż śpiewanie po polsku – można „podrasować” swoje holenderkie „G”!) Podczas nauki słówek pomaga mi też powtarzanie wyrazów w rytm melodii (na początku może się to wydawać trochę śmieszne, ale jednak :D). Zauważyłam, że kiedy uczę się holenderskiego to najlepiej, gdy mam w tle muzykę właśnie w tym języku. Kilka razy próbowałam włączać sobie w takiej samej sytuacji radio polskie, jednak strasznie mnie rozpraszało, bo te języki są całkowicie inne i w rezultacie nauka szła bardzo opornie.

Ostatnio z jedną z moich grup – kurs języka holenderskiego w Nieuwegein – bawiliśmy się w tłumaczenie  piosenek i dodam, że wszytkim bardzo się to spodobało;)

Dla stałych bywalców naszego BLOGA przetłumaczona przez nas na polski piosenka, którą za pewne wszyscy doskonale znacie;)

Guus Meeuwis – Het is een nacht    (by posłuchać kliknij tytuł i wykonawcę! )

Je vraagt of ik zin heb in sigaret – Pytasz mnie, czy mam ochotę na papierosa

Het is twee uur ‚s nachts, we liggen op bed – Jest druga w nocy, leżymy w łóżku,

In een hotel in een stad, waar niemand ons hoort – W hotelu w mieście, gdzie nikt nas nie słyszy

Waar niemand ons kent en niemand ons stoort – Gdzie nikt nas nie zna i nikt nam nie przeszkadza

Op de vloer ligt een lege fles wijn – Na podłodze leży pusta butelka po winie

En kledingstukken die van jou of mij kunnen zijn – i ubrania, które należą do ciebie lub do mnie

Een schemering, de radio zacht en deze nacht heeft alles – Zmierzch, radio cicho gra

Wat ik van een nacht verwacht – Ta noc ma wszystko to czego od nocy oczekiwałem.

 

Het is een nacht, die je normaal alleen in films ziet – To jest noc, którą normalnie widzisz tylko w filmach

Het is een nacht, die wordt bezongen in het mooiste lied – To jest noc, o której śpiewa się w najładniejszej piosence

Het is een nacht waarvan ik dacht dat ik hem nooit beleven zou – To jest noc, o której myślałem, ze nigdy jej nie doświadczę

Maar vannacht beleef ik hem met jou – A dzisiaj przeżywam ją z tobą

 

Ik ben nog wakker en staar naar het plafond – Jeszcze nie śpię i gapię się w sufit

En denk aan hoe de dag lang geleden begon – Myślę o tym jak ten dzień dawno temu się zaczął

Het zomaar er vandoor gaan met jou – tak po prostu z tobą do przodu płynę

Niet wetend waar de reis eindigen zou – nie wiedząc gdzie ten rejs się zakończy

Nu lig ik hier in een wildvreemde stad – Teraz leżę tu, w nieznanym mieście

En heb ik net de nacht van mijn leven gehad – i właśnie przeżyłem noc mojego życia

Maar helaas er komt weer licht door de ramen – Ale niestety, światło zagląda przez okno

Hoewel voor ons de wereld vannacht heeft stilgestaan – dla nas świat zatrzymał się tej nocy

 

Maar een lied blijft slechts bij woorden – Piosenka nie zawsze ma dobry tekst

De film is in scene gezet – Film zamyka się czasem w scenie

Maar deze nacht met jou is levensecht – Ale ta noc z tobą jest prawdziwa

 

En ik hou alleen nog maar van jou – A ja kocham tylko ciebie

En ik hou alleen nog maar van jou – A ja kocham tylko ciebie

Życzę przyjemnego słuchania,

Iza

lektor TTC