język holendeski

Tylko dziecko jest w stanie nauczyć się płynnie mówić w języku niderlandzkim.

Czyżby? Otóż nieprawda! Dorosły szybciej nauczy się języka obcego, bo…. ma o czym mówić!… i wiele metod, które może dostosować do swoich potrzeb!

learnTylko dziecko jest w stanie nauczyć się płynnie mówić w języku obcym. Jest taka książka Glenna Domana „Jak nauczyć małe dziecko czytać”, w której opowiada historię pewnej amerykańskiej rodziny – państwa Smith. Pan Smith dostał pracę w Niemczech i tam uczył się niemieckiego z najlepszymi nauczycielami. Podobnie jego żona. Niestety z niewielkim rezultatem. Za to ich pięcioletni syn, który przebywał z niemiecką nianią, bez trudu opanował ten język, choć nie miał regularnych lekcji.

Jaki wniosek wysnuwa Doman? Taki, że człowiek dorosły nie jest w stanie nauczyć się języka obcego i że w amerykańskich szkołach marnotrawi się setki milionów dolarów na ich uczenie. Czyli co… możecie po przeczytaniu tego przestać się uczyć języka holenderskiego, poddać się, bo i tak się nie uda…?! Nic bardziej mylnego!!!

Przy całym szacunku dla osiągnięć Glenna Domana, jego twierdzenia o nauce języków obcych to totalna bzdura. Znam wiele osób, które nauczyły się mówić po holendersku z wielkim sukcesem  długo po osiągnięciu dorosłości.

Mogę jeszcze przyznać, że tak fantastycznego akcentu jak dziecko, dorosły już się nie nauczy. A precyzując – większość dorosłych się nie nauczy. Ale… co z tego? Czasami słyszę Francuzów, którzy mówią po niderlandzku ze swoim akcentem i często omijają „h”, które  jest przecież w co drugim holenderskim słowie, brzmi to dość komicznie, ale czy to uniemożliwia porozumienie? Nie! I jedni i drudzy tak samo dobrze komunikują się w języku holenderskim.uitspraaktraining-nederlands I o to przecież chodzi!

Co więcej, dorosły nauczy się szybciej języka obcego, w tym także języka holenderskiego. Dlatego, że ucząc się, buduje na tym, co już umie. Tutaj działa prawo obfitości. „Im więcej wiem, tym więcej mogę się nauczyć.” Nowy materiał umieszczam w mojej głowie w odniesieniu do tego, co już wiem. Tak to działa! Inaczej mówiąc, dorosły ma o czym mówić, dlatego nauczy się języka obcego lepiej i szybciej. Ma coś jeszcze – motywację, która ogromnie determinuje jego sukcesy w nauce. I to nie koniec – ma też ogromny wybór metod i form, jakie są dzisiaj dostępne! Nieważne czy jesteś wzrokowcem, słuchowcem, masz mniej czy więcej czasu, dużo pracujesz  albo w niestandardowych godzinach, potrzebujesz holenderskiego języka biznesowego, czy silnie branżowego!

Sprawdź, ile masz możliwości:

Kursy niderlandzkiego

Wywiad z Arturem Mularskim – właścicielem firmy „Majstro Bouw”

artur-mularski

Moim dzisiejszym rozmówcą jest Artur Mularski. Artur jest budowlańcem z takim doświadczeniem, że żadna przebudowa mieszkania nie ma przed nim tajemnic. Potrafi wyczarować łazienki w najbardziej nieoczekiwanym, wymagającym i oryginalnym stylu. A wygląd salonów w jego wykonaniu przyprawia o zawrót głowy!

 

 

Teresa: Czy kiedy przyjechałeś do Holandii znałeś choć trochę język niderlandzki czy dopiero na miejscu podjąłeś naukę?

Artur: Przyjechałem do Holandii 20 lat temu w poszukiwaniu lepszego życia, w czasach gdy wiele osób z branży budowlanej próbowało swoich sił na rynku holenderskim. Zdecydowanie nie sprzyjał on wtedy Polakom. Było naprawdę ciężko. Nie lada wyzwaniem było chociażby kupno materiałów budowlanych w sieciach Bouwmaat czy Pontmeyer. Ponieważ na początku pracowałem na bazie swojej polskiej firmy, bez dokumentu KVK  (holenderski rejestr handlowy dla firm) nie chciano nawet rozmawiać  o sprzedaniu mi czegokolwiek. Z czasem wszystko radykalnie się zmieniło – to sklepy wyszły nam na przeciw, zatrudniły nawet polskojęzyczną obsługę.  Kiedy zaczynałem, nie znałem języka holenderskiego, ale mówiłem po niemiecku. Następnie  poszedłem do szkoły językowej i muszę przyznać, że miło wspominam okres nauki niderlandzkiego.

Teresa: Masz własny, rozwijający się biznes. Twoja firma jest znana nie tylko wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłeś się holenderskiego języka biznesowego? Opowiedz proszę swoją historię.

Artur: Moja firma była zarejestrowana od 2000 roku w Polsce, dopiero po 10 latach zdecydowałem się na jej zamknięcie i otwarcie w Holandii, ponieważ moje życie toczyło się tutaj, a kontakty z Polską miałem bardzo sporadyczne. Działanie w branży budowlanej zbudowało we mnie szacunek do klienta i inwestora, nauczyłem się tak konstruować ofertę, aby inwestor miał pełną świadomość, na co idą jego pieniądze i co w zamian będzie miał zaoferowane. To był (i jest) także ogromny trening biznesowego języka holenderskiego. Przez 10 lat prowadziłem projekty na terenie całej Holandii, począwszy od Venlo a zakończywszy w Groningen. Teraz osiadłem w Noord-Holland i od 7 lat pracuję wyłącznie na terenie Amsterdamu i Laren . Moja firma jest bardzo rozpoznawalna zarówno wśród Polaków, jak i wśród Holendrów.   mularski-logo

www.majstro-bouw.nl

Teresa: Czy, Twoim zdaniem, możliwe jest zbudowanie tutaj własnej firmy bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

Artur: Hm, to bardzo trudne pytanie. Generalnie budowanie własnego przedsiębiorstwa to ciężka, ciągła praca, która przynosi większe efekty dopiero po kilku latach. Niestety wielu ludzi poddaje się po kilku nieudanych inwestycjach czy innych pechowych wydarzeniach, które spowodowały straty i zbudziły obawę o większe kłopoty finansowe.  Mimo sporego już doświadczenia, cały czas uczę się biznesu, ponieważ wszystko wokół się zmienia. Wydawałoby się, że dobry biznesplan i dążenie do jego realizacji zaplanowanymi krokami to podstawa. Ale trzeba być naprawdę bardzo elastycznym i szybko dostosowywać się do zmieniających się stale indywidualnych potrzeb klientów i inwestorów.

Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Artur: Zasadnicze różnica to mentalność Polaków i Holendrów, która we wszystkich kwestiach przekłada się na to, jak się zachowują „w pracy”, jaki mają styl, kulturę, przyzwyczajenia itp.

Nie ukrywam, że tutaj zwyczajnie lżej prowadzi się firmę. Sprzyja temu większa życzliwość  i przyjazny stosunek do drugiego człowieka.

Różni nas jeszcze takie podejście do biznesu, że w Polsce chcemy od razu, za wszelką cenę, a najlepiej już w rok, dorobić się domu, auta i sporej sumy na koncie.  Natomiast Holendrzy są spokojniejsi i bardziej cierpliwi, rozkładają efektywność dorobku i swoje oczekiwania na kilka lat, gdy firma zaczyna przynosić zyski.

Teresa: Co poradziłbyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to zbyt mało klientów, aby „przeżyć”?

Artur: Z pewnością ciężką, systematyczną pracę. Pamiętajmy też, że jesteśmy wizytówką własnej firmy. Jest takieniderlandzki-od-podstaw-cz3-cd polskie przysłowie „jak cię widzą, tak cię piszą”. Warto mieć je w tyle głowy, jadąc na spotkanie z klientem czy kontrahentem (szczególnie prosto z budowy…). Podam przykład z własnej branży: nawet jeśli jesteś jednoosobową firmą i bardzo zapracowanym budowlańcem, nie pojawiaj się w roboczym ubraniu na spotkaniu, na którym omawiasz warunki współpracy z inwestorem czy klientem. Wyglądem także okazujesz swoje kompetencje i szacunek do rozmówcy. Takim cię klient zapamięta, jakim cię zobaczy! Przestrzegam przed takim podejściem, bo za dużo można stracić. Konkurencja jest naprawdę spora w naszej branży, a pamiętajmy, że pierwsze wrażenie jest tylko jedno…

Teresa: Na zakończenie, co chciałbyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność ?

Artur: Nigdy nie wolno się zniechęcać, niezależnie od tego ile razy i jak nie wychodzi, warto próbować od nowa, rozwijać się, inwestować w siebie. Rynek się zmienia. Nie można stać w miejscu i czekać, że firma sama się rozwinie w dobrym kierunku.

Teresa: Czy powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy tego rodzaju wydania przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu albo ułatwiły jego prowadzenie?

Artur: Zdecydowanie tak i jeżeli tylko taka książka będzie, chętnie ją przeczytam, jako nowe doświadczenie i wskazówki, jak prowadzić firmę i jak nie popełniać błędów.

Teresa: Arturze, dziękuję bardzo za rozmowę i że znalazłeś czas, szczególnie że masz teraz bardzo gorący okres w pracy. W Holandii jest spora liczba początkujących firm prowadzonych przez Polaków, którzy mają problemy podobne do Twoich lub dopiero je odkryją w trakcie swojej działalności. Tym bardziej dzielenie się doświadczeniami jest bezcenne. Między innymi dlatego zgadzam się całkowicie z Tobą, że spotkania biznesowe są bardzo pożyteczne.

Życzę Ci wielu klientów i rozwoju firmy.

Rozmowa z Franciszkiem Roguskim – prawnikiem specjalizującym się w holenderskim prawie pracy.

franciszek-roguski

 

Dzisiaj rozmawiam z Franciszkiem Roguskim – prawnikiem specjalizującym się w holenderskim prawie pracy, założycielem kancelarii www.Prawnik.nl. Żadna góra nie jest dla niego za wysoka, nie dał się złamać niedoskonałościom w posługiwaniu się językiem niderlandzkim i z wyróżnieniem skończył studia prawnicze w Holandii.

Od 2013 roku prowadzi swoją kancelarię, łączy polską kreatywność z holenderskim pragmatyzmem. Nie bez powodu mówią o nim polonijny Robin Hood. Dla setek polskich pracowników odzyskał zaległe wypłaty od pracodawców. Polak Roku 2016 w kategorii Młody Polak Sukcesu!

 

 

 

Teresa: Przyjechałeś do Holandii znając już język niderlandzki, czy dopiero na miejscu podjąłeś naukę?

Franciszek: Przyjechałem do Holandii w 2001 bez znajomości niderlandzkiego i na początku rozmawiałem tylko po angielsku. Właściwie nie mogę powiedzieć, że podjąłem regularną naukę, bo uczyłem się sam, ale zadawałem w moim otoczeniu wiele pytań o zasady języka holenderskiego. Pamiętam, że rysowałem tabele z odmianą czasowników, czytałem komiksy i z  obrazków starałem się wnioskować, o co mniej więcej chodzi. Oglądałem też kreskówki dla dzieci w wieku przedszkolnym i powtarzałem proste dialogi. Można powiedzieć, że korzystałem właśnie z takich niekonwencjonalnych metod nauki języka. W profesjonalnych  lekcjach niderlandzkiego zacząłem brać udział dopiero w 2011, kiedy byłem na pierwszym roku studiów.
Teresa: Masz własny, świetnie działający biznes. Twoja firma jest znana nie tylko wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłeś się holenderskiego języka biznesowego?
Franciszek: Podstawowe słownictwo biznesowe poznałem studiując prawo przedsiębiorcze i podatkowe, podstawy księgowości i negocjacje. Nie uczyłem się holenderskiego języka biznesowego specjalnie na potrzeby swojej firmy, ponieważ nigdy nie było takiej potrzeby. Wszyscy moi klienci to Polacy i zawsze po polsku omawiam z nimi warunki współpracy. Natomiast kiedy w roli ich pełnomocnika żądam zaległych wypłat od ich holenderskich pracodawców, używam bardziej żargonu prawniczego niż języka biznesowego.
Teresa: Czy Twoim zdaniem możliwe jest zbudowanie w Holandii własnej firmy bez znajomości lokalnej  kultury biznesowej?
Franciszek: Teoretycznie tak, ale żeby funkcjonowała ona poprawnie, potrzebne są osoby pośredniczące pomiędzy nią a rynkiem i instytucjami. Przykładem są jednoosobowe firmy budowlane, które w roli podwykonawców podejmują zlecenia swojego polskojęzycznego zleceniodawcy. To powoduje, że nie może on stać się niezależny, ponieważ bez znajomości języka niderlandzkiego i zasad funkcjonowania rynku nie jest w stanie się uwolnić i pracować samodzielnie. Taki podwykonawca niestety nie dyktuje, ani nawet nie proponuje własnych warunków, tylko musi akceptować to, co dostaje. Mamy wtedy właściwie do czynienia bardziej z pracownikiem niż przedsiębiorcą. Taka sytuacja jest z pewnością wygodna na początku, kiedy człowiek uczy się języka niderlandzkiego  i prowadzenia własnej działalności. Pewnie są ludzie, którym  odpowiada to na dłużej i nie będą niczego zmieniać. Ale osoba, która chce osiągnąć coś więcej, będzie szukać możliwości zmiany.
Myślę, że kultury biznesowej może i powinien uczyć się każdy. Dopiero kiedy ją pozna,  ma prawdziwą możliwość budowania własnego biznesu, osadzonego w holenderskich warunkach.

Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?
Franciszek: Nie prowadziłem nigdy biznesu w Polsce, ale z obserwacji polskich przedsiębiorców widzę przede wszystkim, że w Holandii łatwiej jest zacząć. Nie ma tutaj ZUS-u, ani innych instytucji duszących przedsiębiorstwa w zarodku. Kiedy w Holandii zakłada się firmę i jeśli się (prawie) nic nie zarabia, to się (prawie) nic nie płaci. W Polsce trzeba najpierw odłożyć pieniądze na tzw. start.

Teresa: Co poradziłbyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, ale mimo to za mało klientów, aby „przeżyć”?
Franciszek: „Zmień sposób myślenia i zdobądź więcej klientów.” Warto zastanowić się, kto i dlaczego  jest w stanie dobrze ocenić nasze produkty lub usługi. Oraz co o nich myślą osoby, które ich nie kupują i jaki jest tego powód?

Teresa: Na zakończenie, co chciałbyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność swojej firmy?
Franciszek: Powodzenia!

Teresa: Dziękuję za poświęcony czas, rozmowę i rady dla polskich przedsiębiorców. Mam nadzieję, że zmotywują wiele osób do odważnych kroków zawodowych, przekraczania barier i szukania możliwości – nauki języka niderlandzkiego, poznawania realiów holenderskiego rynku i kultury pracy.

 

Czy Janek padł ofiarą oszustów?

Czy Janek padł ofiarą oszustów? 

Czy Janek padł ofiarą oszustów, którzy obiecali nauczyć go języka niderlandzkiego w ciągu ośmiu godzin? I to w stopniu komunikatywnym!? W ciągu wielu lat przez kursy różnych języków prowadzone w Talen Training Centrum przewinęło się ponad pięćdziesiąt tysięcy kursantów. Wszystkim udawało się lepiej lub gorzej opanować język obcy. Niestety nikomu nie udało się przez 8 godzin nauczyć języka od zera do poziomu komunikatywnego.

Ostatnio coraz częściej spotykam takie obietnice w ofertach nauki języków. Zarówno na blogu, jak i na spotkaniach dzielę się poradami, co należy robić, aby nauka języka niderlandzkiego była bardziej efektywna i jak się do niej zmotywować. Dzisiaj natomiast, zamiast pisać, co warto robić, chciałabym się skupić na tym, czego robić się nie powinno, jeśli mamy zamiar opanować język niderlandzki! Wręcz od czego lepiej  się trzymać z daleka!

stop-oszustomDo napisania tego artykułu zainspirowały mnie trzy rzeczy: strona www kolejnego „czarodzieja” oferującego

nauczenie języka obcego w ciągu ośmiu godzin, webinar na temat nauki języka obcego oraz opinie pewnej Pani, która twierdzi, że świetnie się uczy z translatora Google (!).

Znów nawiedziła mnie myśl  (raczej mało odkrywcza), że przynajmniej połowa materiałów do nauki języka niderlandzkiego do niczego się nie nadaje…  Zarówno papier jak i internet przyjmą wszystko.  Jak więc w gąszczu powszechnie dostępnych materiałów wybrać te najsensowniejsze?

Tych, co mają ochotę mówić jak Kali z „W pustyni i w puszczy”, zaprosiłabym na stronę owego człowieka uczącegojęzyka niderlandzkiego w ciągu 8 godzin. Obawiam się jednak, że mogą przejść na „ciemną stronę mocy” i utonąć w gąszczu bajek o świętym Mikołaju. Brzmi zabawnie, prawda? Zawsze mnie zastanawiało, co ludzie widzą w różnychdaromwa-probka-videokurs-slowka-holenderskie-na-kazda-okazje technikach mnemonicznych, wymyślaniu niestworzonych historyjek, żeby zapamiętać  wyraz czy ich całą listę. Żeby poprawnie władać językiem obcym, potrzeba ok. 4000 słów. Szczerze mówiąc, znam wiele ciekawszych i skuteczniejszych sposobów ich kolekcjonowania niż wymyślanie nowych historyjek. Może komuś podobne techniki odpowiadają – ja też swego czasu próbowałam z nich korzystać. Niestety, miałam wrażenie, że tylko dodatkowo zaśmiecam sobie głowę, a długofalowych postępów raczej nie dostrzegałam. Dla ułatwienia nauki słówek BEZ BŁEDÓW polecam na przykład program DUOLINGO.

Faktu, że języka holenderskiego zwyczajnie nie da się nauczyć w 8 godzin, jeśli się nie jest osobą chorą na autyzm, nie muszę chyba dalej rozwijać… Bądźmy realistami.

 

Kolejne webinaria pewnego guru dającego wskazówki,  jak się uczyć, aby (według naszych doświadczeń w szkole) nauczyć się ŹLE mówić omówię następnym razem.

 

Przeczytaj także moje wywiady  z serii Polacy w Holandii.

https://www.talentraining.nl/category/polacy-w-holandii/

Kariera naszych studentów KOORDYNATOR

O udzielenie krótkiego wywiadu poprosiłam ostatnio Kasię, która w Holandii jest od niedawna. Od kilku miesięcy spotykam się z nią dwa razy w tygodniu na lekcjach niderlandzkiego online. Jest ona dla mnie przykładem osoby, która na pewno w Holandii wiele osiągnie. Zawsze solidnie przygotowana do lekcji, zawsze dokładnie na czas. W bardzo szybkim tempie zalicza kolejne moduły. Obserwuję jej zawodowy awans i podziwiam jak szybko udaje jej się pokonywać trudności, z którymi spotyka się w życiu codziennym, w nowym dla niej przecież kraju.

Kasiu uchyl nam rąbka tajemicy, ile trzeba mieć w sobie siły by tak szybko odnaleźć się w zupełnie nowych warunkach i tak świetnie sobie radzić?

Kasia: „Nie zawsze było w moim życiu tak kolorowo, jak teraz, w tulipanowym kraju. Tutaj rzeczywiście idzie mi dużo lepiej. Ale od początku: Tuż po obronie pracy magisterskiej w sierpniu 2013 roku, w  Polsce zaczęłam szukać pracy. Nie udało mi sie to aż do stycznia następnego roku. Pół roku przesiedziałam po prostu w domu. Dyplom rolnika, co mogę z nim zrobić? W Polsce w zasadzie, nic. Co udowodnił mi rynek pracy. Nie otrzymałam ani jednej oferty pracy. Ale… Holandia to typowa kraina rolnicza, dlatego najbardziej potrzebuje pracowników sezonowych przy zbiorze i sortowaniu warzyw i owoców oraz do pracy w szklarniach, szkółkach drzewek i krzewów ozdobnych oraz na plantacjach i na farmach kwiatowych, pomyślałam. Mam wiedzę może tam przydam się do jakieś pracy. Przyjechałam tu w ciemno, w lutym 2014 i dowiedziałam się że praca, dla takich jak ja, jest tu w zasadzie od kwietnia, kiedy zaczyna się sezon szparagowy. Na początku nie wzięto w ogóle pod uwagę mojego dyplomu. Musiałam zbierać cebulki i segregować je. Nie mówiłam jeszcze nic po holendersku. Później, gdy mój szef zauważył, że bardzo dużo wiem o kwiatach, zaczęłam pracować przy tzw. pikowaniu nowych odmian orchideii. To była bardzo przyjemna praca. Dziś  pracuję już jako przełożona 25 osób, dla których planuję pracę i uczę nowego zawodu, nowe osoby. Jestem bardzo zadowolona z tak szybkiego obrotu sprawy. Ciągle jednak posługuję się językiem angielskim, a holenderski jest mi naprawdę potrzebny. Dlatego zdecydowałam się na szybki wakacyjny kurs i poziom średnio-zaawansowany, ponieważ od kilku miesięcy uczę się holenderskiego na kursach online w TTC i osiągnęłam poziom A2. Pora wziąć się za siebie! Po wakacjach będę mówić już bardzo dobrze. Obiecałam to sobie 😉

Kasia Jaworska

 

 

 

 

 

 

 

SUPERLEARNING w praktyce!

Jeśli chcesz skorzystać z tej metody ucząc się holenderskiego zastosuj się do kolejnych podpunktów:

Najważniejsza jest RELAKSACJA Zanim zaczniesz się uczyć, np. wkuwać słówka zastosuj np. tzw. trening relaksacji progresywnej Jacobsona, polegający na napinaniu mięśni, a następnie ich rozluźnianiu. Inną metodą jest znana wszytkim wizualizacja. Wyobrażasz sobie miłe, rozluźniające Ciebie „okoliczności”, np. plaża, słoneczko, czy też las i szum jeziora. Możesz też zrelaksować się przy ulubionej muzyce.

POZYTYWNE AFIRMACJE Dodatkowo ważny punktem w tej metodzie jest układanie tzw. pozytywnych afirmacji, czy zdań typu: „Świetnie mówię po holendersku”, „Komunikowanie się z sąsiadami i w pracy idzie mi coraz lepiej”. Można spróbować ułożyć sobie taką afirmację już w języku  niderlandzkim😉 Ważne by była ona w trybie oznajmującym.

 

PREZENTACJA. Powinieneś przejrzeć materiał tak aktywnie jak to tylko jest możliwe. Już w podczas gdy materiał jest głośno prezentowany na taśmie lub przez lektora, ty powinieneś także cicho czytać tekst. Następnie wysłuchujesz uważnie materiału raz jeszcze z zamkniętymi oczami, możesz słuchać z muzyką relaksacyjną w tle, jednocześnie synchronizując oddychanie, skupiając uwagę na tekście i wizualizując tekst. Skoncentrowanie się na tak wielu rzeczach (a szczególnie połączenie  wizualizacji i synchronizowanego oddychania) stawia jednak pod znakiem zapytania skuteczność takiej sesji. Ale to tylko moja uwaga.

POWTARZENIE I AKTYWACJA. Powtarzasz oczywiście materiał aż do kolejnej sesji z nowym materiałem.

Chociaż to bardzo ważna część sugestopedii, jest ona bardzo często w superlearningu pomijana. Autorki dają jedynie radę, aby uczniowie po sesji superpamięci zrobili sobie quiz lub używali materiałów w ciągu następnych dni (cokolwiek by to znaczyło!) Nie wyobrażam sobie jednak, że bez powtórek zapamiętasz w 100% materiał.

Sprawdzone przez TTC: autorki wydały wiele książek na temat superlearningu, gdzie donosiły o rewelacyjnej skuteczności swojej metody. Mimo że te twierdzenia nigdy nie zostały podparte wiarygodnymi badaniami, a wręcz przeciwnie, były ciągle krytykowane przez naukowców, to jednak „poszły one w świat”. Do dziś bardzo często superlearning jest uważany za synonim szybkiej nauki i utożsamiany z Łozanowem, co wydaje się raczej krzywdzące dla Profesora.

Jeśli ta metoda spodobała Ci się lub już od dawna ją stosujesz – podziel się z nami uwagami na ten temat.

Pozdrawiam ze słonecznego Soest,

Iza Sołtys

Lektor TTC

Mody na metody w nauce języków obcych. Wielki bum na SUPERLEARNING!

Znowu pytacie mnie, czy jest jakiś sposób na szybką naukę języka holenderskiego i co sądzę o metodzie superlearning’u oraz o to, co to w ogóle jest.

Kiedyś wspominałam już na naszym blogu, o historii tej metody i samej metodzie, dziś zatem postaram się o dokładniejszy opis, ponieważ dość często o to prosicie w mailach do nas.

Często superlearning, poprzez swoją chwytliwą nazwę, jest utożsamiany z wszystkimi metodami szybkiej nauki.

Jest on jednocześnie najmniej udokumentowaną gałęzią szybkiej nauki, a raczej przykładem na komercjalizację szybkiej nauki.

Ostrander i Schoeder (im przypisuje się rozwój metody i wprowadzenie jej do nauki języków obcych w Europie) szczerze przyznają, że czerpały zarówno z prac Łozanowa jak i z zachodnich metod szybkiej nauki.

Najważniejsze cechy superlearningu to:

-relaksacja. Mimo, że Łozanow zrezygnował z typowych technik relaksacyjnych, superlearning utrzymał ćwiczenia relaksacyjne i wizualizacyjne.

-synchronizacja oddechu. Ponieważ niektórzy zachodni badacze wierzyli, że synchronizacja oddechu była tym elementem, który Łozanow celowo ukrył przed światem zachodnim, twórczynie superlearningu wprowadziły ją do swojej metody. W skrócie polegało to na tym, że materiał był prezentowany w krótkich 8-sekundowych fragmentach. Uczniowie oddychali wtedy w rytmie: wstrzymanie oddechu 4-sekundy, wydech 2, wdech 2. Materiał był prezentowany podczas tych 4-sekundowych wstrzymań oddechu.

Badania efektywności nauki z zastosowaniem oddychania zsynchronizowanego nigdy nie potwierdziły jego skuteczności. Natomiast pojawiały się obserwacje, że uczniowie byli tak zaabsorbowani prawidłowym oddychaniem, że niewiele uwagi mogli poświęcić na naukę.

-samodzielność w nauce. Tu jest najważniejsza różnica między superlearningiem a sugestopedią. Bardzo ważne elementy sugestopedii pominięto: rolę nauczyciela, sesje aktywizujące materiał i dynamikę grupy. Według twórców superlearningu, uczniowie potrzebują tylko materiału nagranego na kasetę i zestawu instrukcji, aby uczyć się z niespotykanymi rezultatami.

Nie można odmówić dobroczynnego wpływu relaksacji na naukę żadnego z języków, także i holenderskiego, możecie poeksperymentować z oddechem. A samodzielność w nauce jest dość dyskusyjna, ale o tym innym razem.

 

Następny wpis: Jak pracować z tą metodą. Jeśli jesteś zainteresowany, zajrzyj do nas za tydzień;)

Pozdrawiam,

Iza Sołtys

Lektor TTC