kurs języka niderlandzkiego

Kurs języka holenderskiego z wykorzystaniem nowoczesnych technologii

Polacy w Holandii często wspominają, że gdyby zrobili kurs języka holenderskiego jeszcze w Polsce, byłoby im łatwiej po przyjeździe. Oczywiście w Holandii wiele osób posługuje się angielskim, jednak zawsze przyjemnie jest znać język kraju, do którego się jedzie. Warto zatem zadbać o odpowiedni kurs języka holenderskiego lub przynajmniej pouczyć się na własną rękę.

Holendrom bardzo się to podoba, kiedy próbujesz mówić po holendersku. Holenderski nie jest ani najpopularniejszym, ani najważniejszym językiem na świecie. Dlatego ludzie są pod wrażeniem, gdy Polacy w Holandii próbują nauczyć się ich języka. Że poświęcili czas i energię na kurs języka holenderskiego.

Jedną z najlepszych metod jest oglądanie filmów, seriali, programów w danym języku. Polecam skorzystać z sieci VPN i zmienić wirtualną lokalizacją na Holandię. Wówczas otrzymasz pełen dostęp do wszystkich holenderskich stron internetowych, tak jak byś fizycznie znajdował się na przykład w Amsterdamie. Oglądanie programów w danym języku pomaga osłuchać się z akcentem i stanowi pewnego rodzaju automatyczny kurs języka holenderskiego w praktyce.

Wykorzystaj znajomość innych języków. Holenderski, czy też niderlandzki, jest częścią indoeuropejskiej rodziny języków, podobnie jak angielski, dlatego widać pewne podobieństwa. Polacy w Holandii często bazują na angielskim, a ci którzy znają trochę niemiecki mogą się nim również trochę wspomóc. Sposób, w jaki wymawiasz, nie musi być doskonały, ponieważ w Holandii nie ma wymowy idealnej. Prawie każda osoba mówi inaczej, a może wiesz, że istnieje wiele akcentów i dialektów. Oznacza to, że Holendrzy są przyzwyczajeni do różnych dźwięków.

Wypróbuj aplikacje mobilne, takie jak e-platforma TTC. Dzięki temu możesz uczyć się wszędzie i zawsze, gdy tylko masz wolną chwilę. Właśnie te  kilka minut dziennie w efekcie zaowocuje wspaniałymi rezultatami. Zastosowanie technologii podczas nauki we własnym zakresie sprawia, że jesteś bardziej zmotywowany. Robiąc testy od razu widzisz swoje postępy. Interaktywne ćwiczenia multimedialne, wesołe animacje to kilka minut nauki dające Ci też rozrywkę.

Tradycyjny podręcznik i płyta CD z ćwiczeniami jest OK. Tobie jednak może to nie wystarczać bo wolisz naukę na tablecie lub smartfonie.  Zgarnij już dziś pierwszą bezpłatną lekcję.

Gwarantuję, że Cię nauczymy języka holenderskiego!

Początek szkoły to najlepszy moment, aby również zacząć się uczyć języka holenderskiego. Chyba nie masz zamiaru tracić czasu na oglądaniu cudzych sukcesów na FB. Posłuchaj jak Twoje dziecko żongluje holenderskim! Przyznasz, że robi to coraz lepiej. A może pracujesz poniżej własnych kwalifikacji i marzysz o zmianie? Najwyższy czas to zrobić.

Wybierz dogodny termin i miejscowość, w której chcesz się uczyć i dołącz od grupy osób, które chcą  pracować we własnym zawodzie, rozmawiać w urzędach po holendersku, widzieć podziw w oczach kolegów i koleżanek w pracy i właściwie… czuć się swobodnie w każdej sytuacji. 

Specjalnie dla Ciebie mamy całą gamę możliwości. Z nami uczysz się efektywnie, zabawnie, wszechstronnie, zawsze i wszędzie gdzie chcesz! 

 

Masz ochotę na przygodę? Takiej kombinacji nie znajdziesz w żadnej innej szkole w Holandii. Jako jedyni,  poza lekcjami na kursie stacjonarnym,  dajemy Ci dostęp na nauki 24/7. W smartfonie czeka na Ciebie wirtualny nauczyciel z dużymi kompetencjami i anielską cierpliwością.

Najnowocześniejsza forma nauki dla lubiących nowości i nienawidzących nudy. Kurs masz zawsze przy sobie. Możesz go przełączać z jednego urządzenia mobilnego na drugie. A raz w tygodniu wpadniesz na lekcje grupowe z nauczycielem, który dodatkowo będzie Cię motywował do niebotycznych sukcesów.

Kurs na e-platformie podzielony jest na moduły. Każdy moduł to 40 godzin zabawy, gry, teorii, ćwiczeń i testów. Uczysz się, kiedy chcesz, gdzie chcesz i jak długo chcesz! To jest właśnie e-learning. Nikt Cię nie pogania! Niezależnie od tego, czy powtórzenia wymagają ćwiczenia pisemne czy ustne, możesz do nich wracać nieskończenie wiele razy! System na bieżąco ocenia, co umiesz. Możesz anonimowo porównać się z innymi. Fajnie, prawda?

A to jeszcze nie wszystko! Zabiliśmy nudę – Twojego największego wroga. Ćwiczenia są ciekawe i różnorodne. Znajdziesz rozsypanki wyrazowe, krótkie dyktanda, ćwiczenia wielokrotnego wyboru (multi-choice) i wiele innych. Oglądając animacje filmowe nie tylko się uczysz, ale relaksujesz się i bawisz.

Nauczymy Cię mówić w błyskawicznym tempie. Bądź kowalem własnego sukcesu! Nie trać czasu, zarezerwuj miejsce teraz! Wypełnij już dziś formularz zgłoszeniowy.

Gwarancja Twojej jakości to kurs z certyfikatem TTC wystawiony zgodnie z unijnymi normami CEF. TTC znajdziesz w CRKBO, państwowym rejestrze szkół w Holandii gwarantujących jakość nauki. Wydajemy faktury uznawane przez niderlandzki urząd podatkowy (belastingdienst) – koszty nauki możesz odliczyć od podatku.

www.talentraining.nl

Dr Teresa Jaskólska Schothuis + team TTC Talen Training Centrum

P.S. Masz pytania? – Zadzwoń lub napisz. Zapraszamy od poniedziałku do soboty. Ponad 5 tysięcy Polaków nauczyliśmy już języka holenderskiego, więc CIEBIE też nauczymy. Gwarantuję Ci to.

Nauczyłam się języka holenderskiego dla siebie, ale używam go dla innych…

Teresa: Aniu, czy przyjeżdżając do Holandii władałaś językiem niderlandzkim? Jakie plany „językowe”  chodziły Ci po głowie?

Ania: Odkąd zamieszkałam w Holandii, nauka języka holenderskiego była zawsze w planach, ale nigdy nie stanowiła priorytetu. Znalezienie pracy, jak również jej wykonywanie bez języka holenderskiego nie stanowiły problemu. Internet, Google translator i liczne kontakty ze znajomymi z kraju też nie podnosiły mojej motywacji, aby moją sytuację radykalnie zmieniać. Oferta dostępnych kursów języka holenderskiego jest bardzo duża. Moja początkowa selekcja skupiała się na wyszukiwaniu obietnic o szybkim i łatwym przyswajaniu wiedzy. Niestety po kilku takich doświadczeniach, nabyłam jedynie obeznania z językiem, a ilość błędów, które popełniałam sprawiała, że dalej trudno było mnie zrozumieć i nie byłam odbierana przez holenderskich słuchaczy jako osoba, która ma coś ważnego i inteligentnego do powiedzenia. Bardzo irytowało mnie pobłażliwie traktowanie i brak zważania na moje wykształcenie, opinie ani moje doświadczenie zawodowe.

Teresa: Nie jesteś jedyną kobietą, która jest traktowana z pobłażaniem tylko dlatego, że nie znasz języka holenderskiego. Miałam podobne do Ciebie doświadczenia. Choć jestem bardzo wykształconą kobietą, czasami traktowano mnie jak bym nie umiała policzyć do trzech. Podobne odczucia miały moje nie holenderskie przyjaciółki. I co dalej?

Ania: Po pewnym czasie zatęskniłam wiec do poziomu niezależności, jaki miałam w kraju i chciałam w pełni włączyć się w środowisko, które powoli stawało się moim domem na zawsze.

Uznałam, że nauka języka “op gevoel” z reguły serwowana w holenderskich szkołach języka nie daje mi oczekiwanych rezultatów. W przeszukiwanych ofertach wyróżniła się propozycja instytutu językowego TTC: 25 lat doświadczenia w nauczaniu języka holenderskiego, dobra podstawa w teorii wyjaśnionej w ojczystym języku i różnorodny sposób nauki przekonały mnie, aby spróbować jeszcze raz -tym razem na poważnie.

Teresa: Przypadek sprawił, że trafiłaś do TTC.

Ania: Standardowy kurs, na który się zapisałam upewnił mnie, że z TTC mogę osiągnąć moje cele! Niestety, chociaż kursy są oferowane w wielu miastach w Holandii, dojazdy na kurs stacjonarny zaczęły zajmować mi za dużo czasu, aby kontynuować następny moduł. Okazało się, że z TTC można znaleźć ciekawe rozwiązanie– prywatne lekcje u mnie w domu. W ten sposób przerobiłam nowy materiał w swoim tempie i dostałam odpowiedz na każde moje pytanie dotyczące języka holenderskiego w ojczystym języku. W pewnym momencie zaczęłam wychwytywać błędy popełniane przez samych Holendrów! Dzięki TTC uzyskałam pewność, że potrafię wyrazić moje myśli w sposób poprawny i z silą przekazu, która stawia mnie na równi z innymi mieszkańcami Holandii.

Teresa: To jest wspaniałe uczucie widząc własne postępy w nauce.

Ania: I kiedy zaczęłam władać językiem holenderskim, na poziomie, który potrzebowałam dla siebie, okazało się, że potrzebuję tego języka dla kogoś innego. Dla najważniejszych na świecie osób w moim życiu- moich dzieci. Przez długi okres moje wysiłki językowe w komunikacji z dziećmi skupiały się jedynie na języku polskim. Zastanawiałam się, jak to osiągnąć, aby dzieci chciały mówić po polsku i jak ich motywować do nauki tego języka. Jedną ze strategii w tym zakresie było niemówienie do dzieci po holendersku. I kiedy mój starszy syn zapytał mnie pewnego razu:” Mamo, dlaczego ty teraz do mnie mówisz po holendersku? Przecież my mówimy sobie po polsku?” byłam pewna, że ustanowiliśmy “rozdział na języki” w domu i na zewnątrz. Okazało się to jednak niewystarczające.

Duża cześć życia moich dzieci odbywa się po holendersku i do tej części mam dostęp tylko jeśli używam z dzieciakami języka holenderskiego. One chcą opowiadać, co się u nich dzieje, o kłótniach z kolegami i nowych rzeczach, których nauczyli się w szkole, w tym samym języku, w którym te wydarzenia przezywają. Starszy syn mówi czasem:” chcę z tobą porozmawiać o szkole…” – i potem już leci: “Weet je? Vandaag heb ik….”

To, że moje dzieci żyją w dwujęzycznym świecie, oznacza, że potrzebują dwujęzycznych rodziców.

Teresa: Co daje Ci największą satysfakcję z trudu jaki podjęłaś ucząc się języka niderlandzkiego?

Ania: Nauczyłam się języka holenderskiego dla siebie, ale mówię nim dla moich dzieci. Żeby wiedziały ze nie są nigdy same ani w swoim polskim, ani w swoim holenderskim świecie. Żeby im pokazać, jak mówić dwoma językami. Żeby dać im przykład: skoro mama dla mnie mówi po holendersku– to ja dla niej chce mówić po polsku. Żeby im pokazać jak dać sobie rade w tym skomplikowanym świecie. I żeby być dla nich autorytetem i partnerem do rozmowy- na każdy temat i w każdym ich języku, a nie obciążać ich moimi kompleksami i korzystać z nich jak z tłumacza…

Teresa: Aniu, dziękuję serdecznie za rozmowę. To szczególna motywacja by się nauczyć obcego języka. Dla Twoich dzieci na pewno jesteś nie tylko bardzo kochającą mamą, ale też autorytetem. A dla wielu matek i ojców przykładem jak można się odnaleźć w Holandii.

Soest, czerwiec 2018

„Robiąc biznes, pozostań sobą”

 

Takiej i wielu innych rad udziela moja dzisiejsza rozmówczyni Monika Boomgaard, właścicielka firmy doradczej CONDIBLE. Na co dzień jako profesjonalistka z doświadczeniem w dużej korporacji pomaga przedsiębiorcom rozpocząć i skutecznie rozwijać własne firmy na terenie Holandii. Buduje strategie biznesowe i zaufanie klientów. Jej motto to „Just do it”.

 

 

Teresa: Moniko, przyjechałaś do Holandii znając już język niderlandzki czy dopiero tutaj podjęłaś naukę?

Monika: Moja droga do Holandii prowadziła przez Brukselę, a Belgia była już drugą „zagranicą”, w której pracowałam, ponieważ wcześniej mieszkałam przez jakiś czas w Londynie. Uważam, że wspaniale jest być „obywatelem świata”, ale też dobrze jest się „czuć jak w domu”. Dość szybko zdałam sobie sprawę, że brak znajomości języka kraju, w którym się żyje, nie pozwoli mi cieszyć się w pełni ani jednym ani drugim. Dlatego też już w Brukseli podjęłam naukę flamandzkiego. Przeprowadzając się do Holandii, czułam, że dzięki temu mogę się łatwiej zanurzyć w lokalną społeczność.

Po przeprowadzce szlifowałam język holenderski w rozmowach z holenderskimi koleżankami i organizując różnego rodzaju aktywności w mojej okolicy. Z natury jestem organizatorem, można nawet powiedzieć „kaowcem” ;-), ponieważ ważne są dla mnie tradycje i ich kultywowanie. A to wszystko zdecydowanie sprzyjało nauce w działaniu i praktyce.

Zawsze wiedziałam, że bywają sytuacje, kiedy musimy wykazać się formalnie swoimi umiejętnościami i dlatego zapisałam się na kurs języka niderlandzkiego i zdałam egzamin państwowy. Polecam zrobić to wszystkim, którzy myślą o zostaniu w Holandii na stałe – zapewne się przyda, choćby w kontaktach administracyjnych. 

Teresa: Masz własny, świetnie rozwijający się biznes. Twoja firma jest znana nie tylko wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłaś się holenderskiego języka biznesowego? Czy uczęszczając na kurs? A może jako samouk?

Monika: Dziękuję za komplement 🙂 Uważam, pewnie jak wielu ambitnych przedsiębiorców, że uznanie klientów zdobywa się odpowiednią jakością produktu połączoną z przebojowością. Języka biznesowego uczyłam się i wciąż uczę w praktyce, żeby nie powiedzieć „w boju”! Niekiedy jest to wyzwanie, któremu – jak śpiewają Holendrzy – towarzyszą bloed, zweet en tranen (krew, pot i łzy). Zwykle jednak używanie języka holenderskiego w pracy jest bardzo satysfakcjonujące, ponieważ robi pozytywne wrażenie na rozmówcy. 

Wszystkim tym, którzy mają wątpliwości polecam wyobrazić sobie sytuację, w której to w Polsce obcokrajowiec mówi do nas po polsku o kwestiach biznesowych. Jestem przekonana, że większość z nas byłaby pełna uznania. Oczywiście nie należy poprzestawiać na  wyobrażeniu i marzeniach o swoim doskonałym holenderskim. 

Dlatego staram się jak najwięcej rozmawiać po holendersku, spotykać ludzi biznesu, czytać prasę biznesową i po prostu uczyć się słów i tekstów na pamięć. Liczę na to, że praktyka uczyni ze mnie mistrza prędzej niż później.

Teresa: Czy Twoim zdaniem  możliwe jest zbudowanie tutaj własnego, dobrze prosperującego biznesu bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej? 

Monika: Trzeba sobie zadać pytanie, kto jest moim klientem i z kim współpracować, aby mieć jak najlepsze efekty w biznesie? Jeżeli mieszkając w Holandii, będę prowadzić sklep internetowy skierowany do polskiego konsumenta albo mój biznes ma międzynarodowy wymiar, to znajomość holenderskiej kultury biznesowej nie będzie mieć wielkiego wpływu na sukces mojej działalności. Jeżeli jednak decyduję się współpracować z Holendrami jako klientami i partnerami biznesowymi, to warto rozumieć tutejsze zasady gry. Uważam jednak, że kwestią drugorzędną jest, czy są to zasady holenderskie, polskie, czy jakiekolwiek inne. Najistotniejsze, że są, do tego nowe i nieznane, a przez to inne. Trzeba więc je oswoić – zrozumieć i starać się respektować.

Warto się rozejrzeć i zobaczyć, jak robią to inni. Wyobraźmy sobie, że np. wchodzimy na mecz piłki nożnej z kijem do golfa i próbujemy grać. Kiedy zrobimy to jeden raz, pewnie może być nawet zabawnie. I nie ma co brać do siebie niedoskonałości swoich „pierwszych razów”. Poczucie humoru jest lekiem na całe zło. Ale ciągłe powtarzanie tego samego „dowcipu” nie jest śmieszne dla nikogo. Dlatego jeżeli widzimy, że coś nie wychodzi nam w kontaktach czy to z klientami czy to z partnerami biznesowymi, pytajmy bardziej doświadczonych, wyciągajmy wnioski, poprawiajmy, modyfikujmy. Im szybciej, tym lepiej. 

Teresa: Jakie widzisz Moniko największe różnice w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Monika: Przed założeniem biznesu pracowałam w korporacji jako analityk finansowy i zajmowałam się m.in. planowaniem strategicznym i budżetowaniem. Nie mam więc doświadczeń w prowadzeniu działalności gospodarczej w Polsce. Uważam jednak, patrząc z doświadczenia osoby tworzącej plany finansowe w międzynarodowych firmach, że język pieniędzy jest uniwersalny. Trzeba mieć jedynie odwagę nazywać rzeczy po imieniu. 

Staram się najpierw zrozumieć drugą stronę (klienta, kontrahenta), tj. jak i gdzie zarabia i jakie są jej koszty, jakie są jej chęci i niechęci, a potem złożyć te informacje ze swoimi danymi i wyjaśnić swój interes. Takie podejście z domieszką poczucia humoru pomagało mi zawsze w kontaktach z ludźmi niezależnie od tego, z jakiego kręgu kulturowego pochodzili i czym się zajmowali. 

Teresa: Masz wielu klientów, wśród nich także holenderskich. Znajomość języka niderlandzkiego jak wspomniałaś jest bardzo dużym atutem. Czy ci klienci sami Cię znaleźli czy dotarłaś do nich dzięki marketingowi w języku niderlandzkim?

Monika: Wspólnie z Darią Kanters założyłyśmy firmę CONDIBLE http://www.condible.com/, która pomaga przedsiębiorcom zacząć i rozwijać dobrze działający biznes. Pomagamy budować strategie biznesowe. To znaczy, że najpierw przedsiębiorca musi nam zaufać i mieć pewność, że dobrze mu doradzimy. Podstawą jest więc nawiązanie relacji. Z holenderskimi klientami robimy to w języku niderlandzkim. 

Odpowiadając więc wprost na Twoje pytanie – tak, marketing offline skierowany do Holendrów prowadzimy po holendersku. Już jakiś czas temu zostałam członkinią, a niedawno przewodniczącą w oddziale Forte organizacji BNI https://www.bniforte.nl/. Skupia ona przedsiębiorców zainteresowanych wzajemnym generowaniem obrotu. Tak nawiązuję kontakty i buduję relacje z holenderskimi klientami. Tam też poznaję innych przedsiębiorców, których usługi mogą być przydatne dla klientów CONDIBLE. Naszymi klientami są również expaci zainteresowani prowadzeniem biznesu w Holandii i wówczas językiem komunikacji jest angielski.

Oczywiste jest, że nasz akcent zawsze będzie stanowić dodatkowy „smaczek” w relacji z klientem. Pamiętajmy jednak, że klient będzie nas wybierać ze względu na jakość naszych usług, a nie perfekcyjny język holenderski. Dlatego też marketing online prowadzimy po angielsku. Chcemy, aby trafiali do nas klienci otwarci i gotowi skupić się na zawartości, jaką od nas otrzymają, a nie tylko na formie. 

Teresa: Co poradziłabyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to mają za mało klientów, aby „przeżyć”?

Monika: W chwilach gdy ciężko jest „przeżyć”, trudno wykrzesać z siebie pozytywne podejście. Dlatego od samego początku warto otoczyć się właściwymi ludźmi, którzy nam pomogą. Dobry sparring partner to podstawa. Należy pytać o pomoc w potrzebie. Nie bać się, ale i liczyć z tym, że inwestycja w siebie, w swój biznes kosztuje, zarówno czas jak i pieniądze. A więc pierwsza rada – nie wychodzi samemu, zorganizujmy sobie pomoc!

Druga rada – pozbądźmy się kompleksów i przekraczajmy granice. Naturalną chęcią jest działanie na znanej płaszczyźnie, ale czasem warto się wydostać z „własnego sosu”. Jeżeli kierujemy produkt czy usługę do Holendrów, zainwestujmy w naukę holenderskiego, dołączmy do holenderskiej grupy networkingowej czy klubu. Moim zdaniem zamykanie się w sferze komfortu nie jest dobra strategią. Wiem, że to jest ogromne wyzwanie – doświadczam tego co tydzień o 6 rano na spotkaniach BNI. Ale powiedziano mi, że jestem pierwszym nieholenderskim przewodniczącym w historii BNI! I widząc, ile mogę dodać do rozwoju tego klubu i ilu zadowolonych klientów dzięki tej aktywności zyskało CONDIBLE.

I po trzecie, nie bez powodu mówi się, że „nie od razu Rzym zbudowano”. Pewne rzeczy, w tym na pewno budowanie biznesu, wymagają czasu i określonych, systematycznych działań, których nie da się przyspieszyć. Tylko niektórych błędów można uniknąć. Niektóre trzeba i warto popełnić. Just do it!

Teresa: Na zakończenie, co chciałabyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność swojej firmy?

Monika: To, co mówimy naszym klientom: „Przygotuj się, najpierw zrób sam tyle, ile możesz, tak abyś był gotowy zainwestować w pomoc. Jak już będziesz widzieć, co możesz sam, zorientujesz się, czego sam nie zrobisz. Znajdź pomoc w tym zakresie. 

Bądź cierpliwy. Ale… żeby być cierpliwym, trzeba mieć czas i pieniądze. Odpowiedz sobie na pytanie, ile możesz zainwestować w siebie i swój biznes. 

A potem rób biznes tak, jakbyś go robił w Polsce. Po prostu bądź sobą. To samo dotyczy osoby każdej innej narodowości czy zaczynającej biznes po przeprowadzce do Holandii, czy po zakończeniu pracy w korporacji. Polecam lekturę naszego bloga: https://www.condible.com/is-there-life-after-corporate-career/

Teresa: A teraz pytanie już bardziej osobiste – czy, powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy gdyby tego rodzaju wydania były wcześniej na rynku, przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu?

Monika: Masowo kupuję książki. Uważam, że są pierwszym krokiem w procesie osiągania celów. Najpierw coś przeczytam, zainspiruje się, a potem sprawdzam, jak się rzeczy mają w praktyce. Jeżeli inni działają na tej samej zasadzie, to po przeczytaniu odpowiedniej książki, powinni być w stanie szybciej podjąć właściwe działania, tj. otoczyć się holenderskimi ludźmi biznesu, jeśli to właśnie z nimi chcą ten biznes robić. 

Teresa: Moniko dziękuję za inspirującą rozmowę. Życzę dalszych sukcesów.

„Diabeł często tkwi w szczególe”, dlatego warto znać lokalną kulturę biznesową

 

 

Tak uważa moja dzisiejsza rozmówczyni – Agnieszka Domańska, której firma VCA-Talen prowadzi kursy bezpieczeństwa dla pracowników aż w 18 językach! Na co dzień pracuje po polsku, holendersku i angielsku. Żadne wyzwanie językowe jej nie przeraża. A poznanie lokalnej kultury biznesowej, poza oczywiście opanowaniem języka niderlandzkiego, uważa za klucz do sukcesu na holenderskim rynku.

 

 


Teresa: Przyjechałaś do Holandii znając już język niderlandzki czy dopiero na miejscu podjęłaś naukę?

Agnieszka: Po przyjeździe do Holandii przez pierwsze miesiące posługiwałam się językiem angielskim. Natychmiast też zaczęłam się uczyć języka holenderskiego. Byłam bardzo ciekawa zarówno nowej kultury, jak i języka tego kraju. Nauka języka obcego wymaga oczywiście zaangażowania i czasu, ale także odpowiedniej metody. Dla mnie to długotrwały proces, dlatego nadal uczęszczam do szkoły językowej www.talentraining.nl. Potrafię już w pełni komunikować się w języku niderlandzkim i tylko czasami posiłkuję się angielskim.

 

Teresa: Masz własny, kwitnący biznes. Twoja firma jest znana wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłaś się holenderskiego języka biznesowego? Czy uczęszczając na kurs? A może jesteś samoukiem?

Agnieszka: Prowadzę firmę wspólnie z siostrą, która od początku wspierała mnie w komunikacji w języku biznesowym. Moja praca to kontakty z firmami międzynarodowymi, stale posługuję się językiem polskim, angielskim i holenderskim. Cały czas uczę się holenderskiego biznesowego, ponieważ mam świadomość wielu niuansów wynikających z lokalnej kultury biznesowej.

Duża ilość materiałów do nauki dostępna jest online. Nasza firma także tworzy produkty dostosowane do wymogów współczesnych klientów. Jestem więc obeznana z platformami do nauki, filmami czy profilami Facebook, jako dodatkowymi źródłami materiałów niezbędnych do opanowania nie tylko wymowy, ale i stosowania wybranych zwrotów.

 

Teresa: Czy Twoim zdaniem, możliwe jest zbudowanie własnego, dobrze prosperującego biznesu w Holandii bez znajomości lokalnej kultury biznesowej?

Agnieszka: Kultura biznesu jest bardzo ważna w kontaktach z innymi firmami. W dużej mierze zależy ona od branży i specyfiki naszego interesu oraz grupy docelowej. Znajomość holenderskiej kultury biznesowej otwiera nas na lokalny rynek, dzięki czemu naszymi klientami stają się Holendrzy i holenderskie firmy. Jeśli biznesplan zakłada zdobycie tutejszego klienta, poznanie kultury biznesowej jest zwyczajnie niezbędne.

 

 Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia firmy w Polsce i w Holandii?

Agnieszka: W Polsce nie miałam okazji pracować w ramach własnej działalności gospodarczej. Mam, więc spostrzeżenia tylko na temat rynku holenderskiego. Holendrzy są bardzo bezpośredni w komunikacji prywatnej i biznesowej. Mają dobrze rozwinięty sposób przedstawiania ofert i najczęściej bardzo sprawny system komunikacji z klientem. Dodatkowo potrafią wykorzystać reklamę i media społecznościowe. W negocjacjach są twardym partnerem, ale zawsze staramy się znaleźć rozwiązanie, które zadawala obie strony.

 

 Teresa: Masz wielu klientów. Czy to oni Cię znaleźli, czy dotarłaś do nich przez marketing w języku niderlandzkim?

Agnieszka: Prowadzimy firmę VCA-Talen dostarczającą kursy VCA w wielu językach. Motto naszej firmy brzmi, „ Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, nie ma barier językowych”. Jest ono bardzo symboliczne i odnosi się do bezpieczeństwa w pracy, jak również do barier językowych i poprawnego komunikowania się w pracy.

Obecnie prowadzimy kursy bezpieczeństwa w 18 różnych językach, dlatego marketing naszej firmy prowadzimy po holendersku, polsku i angielsku. Każdy z tych języków wymaga innych metod dotarcia do klienta, jak również odmiennego języka marketingowego. W różny sposób można dotrzeć do naszych usług – począwszy od przeglądarki internetowej, poprzez odpowiedź na newsletter czy też z polecenia zadowolonego klienta.

 

Teresa: Co poradziłabyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to za mało klientów, aby „przeżyć”?

Agnieszka: Przede wszystkim otworzyć się na nowości, podejmować inicjatywny, szukać dróg dotarcia do klienta, być tam gdzie on – co w tej chwili oznacza po prostu online. Uwierzyć w siebie i… ciężko pracować. Możliwości są naprawdę nieograniczone. Biznes przenosi się na:

platformy online, sklepy internetowe, e-learning, kanały na Youtube, Facebook.

Dlatego staramy się być wszędzie tam gdzie nasz klient. Zgodnie z takim podejściem, od 2018 r. nasza firma wprowadza kursy VCA online, które będą dostępne w około 18 różnych językach! Jest to krok, który do tej pory wydawał się być w zasięgu tylko największych firm na rynku. Możliwość rejestracji na kurs czy egzamin online i wniesienie opłaty online to też elementy oferty, jakimi chcemy ułatwić dostęp do naszych usług. Myślę, że nieustanna analiza rynku i podążanie za trendami znacznie przyczynia się do łatwiejszego kontaktu z klientem.

Dajemy klientom „spróbować” naszego produktu, czyli tzw. VCA proefexamen. Uważam, że jeśli jesteśmy przekonani o tym, że produkt czy usługa naszej firmy są naprawdę dobre, dobrze jest dać klientom spróbować go całkiem za darmo.

Nie bójmy się również zlecać zadań i współpracować ze specjalistami. Często  warto zwrócić się o radę do specjalisty w dziedzinie marketingu czy kreowania marki. Korzyści są naprawdę wymierne.

 

Teresa: Co – na zakończenie – chciałabyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność na tym rynku?

Agnieszka: Warto na początku ustalić sobie konkretne cele. Czy np. czy celem mojej firmy jest zdobycie 10 nowych klientów? Czy bardziej rozpoznawalność? Czy może unikatowość? Wyznaczenie celów pomaga w dobraniu odpowiednich metod dotarcia do odbiorców naszych usług czy produktów. Tą drogą może być Facebook, networking, lepsza pozycja w Google czy też otwarcie sklepu internetowego. W miarę upływu czasu warto uelastyczniać ofertę i nie zrażać się nawet jeśli okaże się, że trzeba ją całkowicie zmienić, ponieważ klient oczekuje od nas czegoś zupełnie innego.

 

 Teresa: A teraz pytanie już bardziej osobiste. Czy powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy gdyby tego rodzaju wydania były wcześniej dostępne, przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu?

Agnieszka: Myślę, że dobrze opracowany podręcznik, z informacjami na temat wymowy, sytuacji w jakich dana forma gramatyczna może być użyta, zwrotów w korespondencji czy najczęściej używanych fraz marketingowych, mógłby być bardzo ciekawą pozycją.

 

Teresa: Dziękuję Agnieszko, że podzieliłaś się z nami spostrzeżeniami na temat nauki języka niderlandzkiego i prowadzenia własnego biznesu w Holandii. Mam nadzieję, że z Twoich doświadczeń skorzystają nasi czytelnicy – polscy przedsiębiorcy.

Powodzenia w dalszym podbijaniu holenderskiego rynku w 2018 roku!

 

Tylko dziecko jest w stanie nauczyć się płynnie mówić w języku niderlandzkim.

Czyżby? Otóż nieprawda! Dorosły szybciej nauczy się języka obcego, bo…. ma o czym mówić!… i wiele metod, które może dostosować do swoich potrzeb!

learnTylko dziecko jest w stanie nauczyć się płynnie mówić w języku obcym. Jest taka książka Glenna Domana „Jak nauczyć małe dziecko czytać”, w której opowiada historię pewnej amerykańskiej rodziny – państwa Smith. Pan Smith dostał pracę w Niemczech i tam uczył się niemieckiego z najlepszymi nauczycielami. Podobnie jego żona. Niestety z niewielkim rezultatem. Za to ich pięcioletni syn, który przebywał z niemiecką nianią, bez trudu opanował ten język, choć nie miał regularnych lekcji.

Jaki wniosek wysnuwa Doman? Taki, że człowiek dorosły nie jest w stanie nauczyć się języka obcego i że w amerykańskich szkołach marnotrawi się setki milionów dolarów na ich uczenie. Czyli co… możecie po przeczytaniu tego przestać się uczyć języka holenderskiego, poddać się, bo i tak się nie uda…?! Nic bardziej mylnego!!!

Przy całym szacunku dla osiągnięć Glenna Domana, jego twierdzenia o nauce języków obcych to totalna bzdura. Znam wiele osób, które nauczyły się mówić po holendersku z wielkim sukcesem  długo po osiągnięciu dorosłości.

Mogę jeszcze przyznać, że tak fantastycznego akcentu jak dziecko, dorosły już się nie nauczy. A precyzując – większość dorosłych się nie nauczy. Ale… co z tego? Czasami słyszę Francuzów, którzy mówią po niderlandzku ze swoim akcentem i często omijają „h”, które  jest przecież w co drugim holenderskim słowie, brzmi to dość komicznie, ale czy to uniemożliwia porozumienie? Nie! I jedni i drudzy tak samo dobrze komunikują się w języku holenderskim.uitspraaktraining-nederlands I o to przecież chodzi!

Co więcej, dorosły nauczy się szybciej języka obcego, w tym także języka holenderskiego. Dlatego, że ucząc się, buduje na tym, co już umie. Tutaj działa prawo obfitości. „Im więcej wiem, tym więcej mogę się nauczyć.” Nowy materiał umieszczam w mojej głowie w odniesieniu do tego, co już wiem. Tak to działa! Inaczej mówiąc, dorosły ma o czym mówić, dlatego nauczy się języka obcego lepiej i szybciej. Ma coś jeszcze – motywację, która ogromnie determinuje jego sukcesy w nauce. I to nie koniec – ma też ogromny wybór metod i form, jakie są dzisiaj dostępne! Nieważne czy jesteś wzrokowcem, słuchowcem, masz mniej czy więcej czasu, dużo pracujesz  albo w niestandardowych godzinach, potrzebujesz holenderskiego języka biznesowego, czy silnie branżowego!

Sprawdź, ile masz możliwości:

Kursy niderlandzkiego

Rozmowa z Darią Kanters, współwłaścicielką firmy „CONDIBLE”

Dzisiaj rozmawiam z Darią Kanters, którą poznałam w stowarzyszeniu PPW.

daria-kanters

Daria ukończyła studia prawnicze na Uniwersytecie Gdańskim, a następnie aplikację radcowską w Warszawie, uzyskując tytuł radcy prawnego. Skończyła również studia z zakresu prawa europejskiego na Uniwersytecie w Nijmegen. Pracowała w banku GE oraz departamentach bankowości i finansów renomowanych kancelarii prawnych – Baker & McKenzie oraz CMS. Obecnie jest współwłaścicielką firmy „CONDIBLE” www.condible.com  Zapraszam do przeczytania ciekawego wywiadu z Darią.

 

Teresa: Przyjechałaś do Holandii znając już język niderlandzki czy dopiero tu, na miejscu podjęłaś naukę?

Daria: Kolorowałabym rzeczywistość, gdybym twierdziła, że przyjechałam do Holandii świetnie przygotowana, w tym i w zakresie znajomości języka. Patrząc z perspektywy, wiem, że byłoby mi łatwiej w początkowym okresie po przyjeździe, gdybym jadąc tu, bardziej skorzystała z doświadczenia już tu będących.

Przed przyjazdem do Holandii skończyłam wprawdzie podstawowy kurs holenderskiego, ale raczej uczestniczyłam w nim, powiedzmy, hobbystycznie. Prawdziwą naukę języka, nastawioną na efekty rozpoczęłam już na miejscu. Po przyjeździe zapisałam się na kurs z nastawieniem zdania egzaminu państwowego. Cieszę się, że to zrobiłam, bo pewnie teraz trudniej byłoby znaleźć zapał. Moje doświadczenie wskazuje, więc, że warto uczyć się od początku i to jak najintensywniej, żeby jak najszybciej móc korzystać z efektów nauki.

Teresa: Jesteś wszechstronną kobietą, bardzo zaangażowaną społecznie. Pracujesz w zarządzie w świetnej organizacji Polish Professsional Women in the Netherlands (PPW). Jak Ty znajdujesz na te wszystkie zajęcia czas? (Proszę powiedz coś o PPW).

Daria: PPW www.polishprpfessionalwomen.com to stowarzyszenie, łączące Polki profesjonalistki, chcące rozwijać się zawodowo lub biznesowo w Holandii. Kobiety zrzeszone w stowarzyszeniu łączy chęć spotkania innych ciekawych Polek, wymiany doświadczeń i potrzeba aktywności, mimo trudności, które mogą wiązać się z faktem bycia nie w Polsce. Jedną z wartości stowarzyszenia jest odwaga, a to właśnie dlatego, że członkinie PPW podejmują wyzwania i szukają rozwiązań w nowych sytuacjach.

W stowarzyszeniu jest ponad 100 rewelacyjnych pań. Oczywiście, czekamy na nowe członkinie. Każda znajdzie tu coś dla siebie.

Te, które lubią posłuchać ciekawych wykładów, brać udział w treningach mogą uczestniczyć w comiesięcznych wydarzeniach.

Te, które lubią dzielić się swoimi przeżyciami i doświadczeniami mogą przyjść na spotkania networkingowe oraz śniadania tematyczno-branżowe.

A te, które lubią organizować, mogą zaangażować się aktywnie w działalność stowarzyszenia, jako członkinie-komisarki. Stowarzyszenie działa dzięki energii 30 z nich i bez nich po prostu nie mogłoby funkcjonować.

Dołączyłam do pomysłu zebrania Polek wokół wspólnych aktywności i przyznaję, że bardzo się zaangażowałam, w szczególności w działalność na rzecz społeczności wokół nas – mamy również odrębną komisję odpowiedzialności społecznej i zainteresowanych jej działalnością odsyłam do strony http://polishprofessionalwomen.com/social-responsibility/. Uważam, że ważnym jest otwartość i kontakt z innymi organizacjami międzynarodowymi i holenderskimi. Przez współpracę uczymy się od siebie wzajemnie.

Jeśli chodzi o znajdowanie czasu, to jest to, myślę, kwestia, czerpania satysfakcji w połączeniu z szukaniem sensu w tym, czego się podejmujemy, a potem już „tylko” ustawiania priorytetów 😉

daria-kanters-i-monika

Teresa: Przez wiele lat pracowałaś w dużej korporacji. Od kilku miesięcy prowadzisz własny, kwitnący biznes. Czy posługujesz się w kontaktach z klientami językiem niderlandzkim? W jaki sposób nauczyłaś się holenderskiego języka biznesowego? Czy uczęszczając na kurs? A może, jako samouk?

Daria: Ciągle, nieprzerwanie uczę się holenderskiego. W każdej sytuacji, niezależnie czy jest ona biznesowa, czy też towarzyska. Staram się oddzielić dwie kwestie: to, w czym jestem specjalistką od tego, że być może to, jak o tym opowiadam nie jest tak płynne, jak byłoby gdybym robiła to po polsku. Myślę, że każdy, kto nie działa we własnym kraju wie, że braki „opakowania” powinien kompensować, jakością „wnętrza”. Widzę, że to przynosi efekty.

Uważam, że nauka nowego języka jest połączeniem teoretycznego wysiłku w szkole, czy na kursie z praktycznym treningiem. Z językiem jest jak z biznesem – można i w zasadzie należy się przygotować teoretycznie i najlepiej u specjalisty, ale potem nic nie zastąpi własnego działania. Jasnym jest, że nie będzie od początku gładko, a może nawet zawsze pozostanie trochę chropowato. Chodzi w końcu o te przysłowiowe „plusy dodatnie” i to żeby rozumieć i zostać zrozumianym.

Pomaga mi to, moim drugim językiem, w szczególności zawodowym, jest angielski i łatwo przychodzi mi przechodzenie z holenderskiego na angielski, jeżeli tylko tak jest efektywniej.

W CONDIBLE www.condible.com, który prowadzimy wspólnie z Moniką Boomgaard pomagamy przedsiębiorcom budować strategie biznesowe, bo naszą siłą jest to, że umiemy przenieść lata doświadczenia korporacyjnego i związanej w tym wiedzy, uporządkowania i bezpieczeństwa działania do małego biznesu, który często działa w warunkach większego chaosu i potrzebuje know-how i wsparcia struktury. Nie mówimy jednak, ze naszą największa wartością dodaną jest holenderski. Nasi klienci biorą nas takimi, jakimi jesteśmy, czyli z polskim akcentem i z angielskim, jako alternatywą, gdy tak łatwiej. Ci, którym to nie odpowiada nie staną się naszymi klientami.

Teresa: Czy Twoim zdaniem jest możliwe zbudowanie swego, dobrze prosperującego biznesu tutaj w Holandii bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

Daria: Odpowiem odrobinę przewrotnie, że uważam, iż jeżeli komuś nie wyjdzie zbudowanie dobrze prosperującego biznesu w Holandii, to pewnie nie z powodu tego, że nie znał teorii holenderskiej kultury biznesowej.

Uważam, że mimo różnic, biznes w Holandii i w innych państwach, w szczególności Unii Europejskiej jest w zasadzie podobny. W końcu ludzie biznesu posługują się tym samym językiem ekonomii.

Oczywiście dobrze jest być świadomym różnic kulturowych. Przez tą świadomość rozumiem przede wszystkim, znajomość własnych reakcji na różnego rodzaju odmienne zachowania. Nie ma co jednak za bardzo skupiać się na różnicach, a w szczególności stereotypach, chyba, że w kontekście unikalnej cechy wyróżniającej nas na rynku w stosunku do konkurencji.

Na początek warto poczytać, popytać innych, którzy mają większe doświadczenie przeprowadzić tzw. teoretyczne rozpoznanie rynku. Dość szybko warto jednak zaprawiać się w boju przez kontakty z tym, co uważamy za odmienne. W ten sposób oswajamy różnice.

Szczęśliwie, przedsiębiorcy to taka grupa, która szybko się uczy i jest w stanie wyciągać wnioski. Albo sami zaobserwują na czym polega różnica i jaki ma wpływ na ich biznes albo zwrócą się o pomoc do kogoś, kto im pomoże pokonać początkowe przeszkody.

Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Daria: Pracowałam w międzynarodowych firmach, gdzie spotykali się ludzie z różnych środowisk i kultur i gdzie starano się nie podkreślać podziałów „my” i „oni”. Jednego jestem pewna, w kwestii relacji biznesowych nie jest inaczej jak w kwestii innych relacji międzyludzkich – trzeba uporządkować swoje własne przekonania i stereotypy. Warto zacząć więc od siebie i uświadomienia sobie swoich sposobów na prowadzenie biznesu.

Wszystkim expatom biznesowym radzę zapisać się do lokalnych organizacji czy to branżowych, czy to networkingowych. A to po to, żeby mieć szansę otoczyć się tutejszymi ludźmi biznesu i samemu sprawdzić, w jaki sposób się zachowują.

Oczywiście, tu wracamy do kwestii znajomości języka. Dużo łatwiej jest znając holenderski lub angielski.

Teresa: Masz wielu klientów. Czy oni sami Cię znaleźli czy dotarłaś do nich przez prowadzenie marketingu w języku niderlandzkim?

Daria: Marketing online prowadzimy wyłącznie po angielsku. Chcemy, żeby było jasnym, że możemy pracować również po angielsku. Nasza usługa to doradztwo i konsultacje. Ich świadczenie opiera się w ogromnej mierze o zaufanie. Uważamy, że błędem byłoby w przypadku naszego biznesu sprawianie wrażenia, że jesteśmy Holenderkami. Angielski marketing online powoduje, że zwracają się do nas klienci, którym nie przeszkadza praca w międzynarodowym formacie. W takiej sytuacji fakt, że możemy komunikować się również po holendersku jest miłym zaskoczeniem.

Natomiast, jeżeli chodzi o nasze kontakty offline, to większość interakcji z Holendrami odbywa się właśnie po holendersku m.in po to, aby nawiązać z potencjalnym klientem relację i sprawdzić, czy będzie ona obu stronom odpowiadać. Naszymi klientami są również expaci zainteresowani prowadzeniem biznesu w Holandii i wówczas językiem komunikacji jest angielski.

Teresa: Co poradziłabyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to mają za mało klientów by „przeżyć”?

Daria: Nie wchodząc w szczegóły, bo w końcu różne mogą być powody takiego stanu rzeczy, poradziłabym skupienie na odbiorcy tych produktów lub usług i zaadresowanie swoich działań marketingowych właśnie do niego. Przy czym, mimo że żyjemy w dobie świata online, sugerowałbym szukanie kontaktów offline i zbadanie w praktyce, w jaki sposób klienci odbierają usługi i produkty.

Zdaję sobie z tego sprawę, że powyższe łatwiej powiedzieć niż wykonać w praktyce. Każdemu z nas jest trudno być adwokatem we własnej sprawie, dlatego też, jeżeli wyznaczyliśmy sobie realistyczny czaso-okres na rozwinięcie biznesu, a mimo jego upływu sytuacja nie pozwala „przeżyć”, to może warto zwrócić się o wsparcie z zewnątrz? Tak jak mało kto zaczyna biznes, bo zna się na administracji (chyba, że jest to biuro administracyjne), kwestiach regulacyjnych, czy marketingowych, tak i mało kto zaczyna biznes, bo jest świetnym strategiem biznesowym. Zwykle zaczynamy biznes, bo po prostu lubimy nasz własny produkt lub usługę. A przecież każdy początkujący przedsiębiorca musi pełnić wiele funkcji jednocześnie i choćby bardzo chciał nie może skupić się wyłącznie na produkcie i usłudze. W początkowej fazie biznesu szybko uwidaczniają się nasze mocniejsi i słabsze strony. Moim zdaniem wygrywają ci, którzy jak najszybciej akceptują swoje słabsze strony i szukają rozsądnych rozwiązań z zewnątrz.

Teresa: Na zakończenie, czym chciałabyś podzielić się z Polakami w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność swojej firmy?

Daria: Poradziłabym dobrze planować. Nie da się przewidzieć wszystkiego, to jasne. Ale kompletny „bezplan” pokazuje, że jest to raczej trudniejsza droga na prowadzenie biznesu niż łatwiejsza. Odsyłam do naszego bloga w tej kwestii: https://www.condible.com/business-plan-practice/

Tak jak powiedziałam na początku, sama mogłam lepiej przygotować się do przeprowadzki niż to zrobiłam, a wówczas rzeczy wydarzałyby się szybciej, a niektóre mniej boleśnie. Obecnie dostępnych jest coraz więcej informacji i materiałów na temat Holandii i prowadzenia biznesu tutaj. Po prostu szkoda byłoby nie skorzystać z tym możliwości i być mądrym po tej szkodzie. Polecam choćby przejrzenie tej strony: https://business.gov.nl/ która jest prowadzona po angielsku.

Jeżeli ktoś chce rozpocząć biznes i planuje go prowadzić bezpośrednio samemu, a do tego jego klientami mają być Holendrzy, to radzę jak najszybszą i najefektywniejszą naukę holenderskiego i kontakt z Tobą 😉

Jeżeli natomiast ktoś napotyka na przeszkody w organizacji swojego biznesu tutaj. Nie wie, gdzie i jak zacząć, to zachęcam do kontaktu z CONDIBLE.

dla-polskich-przedsiebiorcow-w-holandii-kurs-j-niderlandzkiego-2

Teresa: Czy, powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy gdyby tego rodzaju wydania były wtedy na rynku, czy przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu?

Generalnie jestem zawsze za tym, żeby podręczniki były dostępne. Uważam, że uczenie się powinno być łatwiejsze niż trudniejsze, a dostępność materiałów, czyni sprawę wygodniejszą. Osobiście bardzo lubię czytać i być może z ciekawości zajrzałabym i do takiej lektury. Przyznam jednak, że najwięcej kultury i to w każdym wydaniu nauczyłam się w praktyce przez kontakty z innymi ludźmi, w szczególności tymi, którzy robili to, co chciałam robić i przez to mogłam się od nich uczyć.

Translator zrujnował moją karierę

E-learning concept

Translator zrujnował moją karierę, ponieważ przetłumaczyłam mój list motywacyjny z języka polskiego na holenderski właśnie w taki sposób. Później mój holenderski znajomy wytłumaczył mi, że w liście było wystarczająco dużo błędów, aby… nie zaprosić mnie na rozmowę kwalifikacyjną.

Zawsze mnie dziwi, że osoba, która chce się nauczyć języka niderlandzkiego, bez obaw używa nagminnie translatora jako narzędzia do tłumaczenia tekstów. Z holenderskiego na polski – no dobrze, zgodzę się. Zakładam, że każdy z nas ma jakieś wyczucie językowe i na pierwszy rzut oka widzi, o co chodzi w zdaniu czy nawet dłuższym tekście. Z polskiego na holenderski – nie ma mowy! Ostrzegam – wychodzą kompletne bzdury.

Częste wysługiwanie się translatorem to pierwszy krok do tego, aby się języka NIE nauczyć. Bo o co właśnie chodzi w czytaniu trudnych obcojęzycznych tekstów? Nie tylko wyłapujesz słowa i konstrukcje, których nie umiesz, ale też powtarzasz nieświadomie to, co już jest Ci znane. Używając translatora tracisz okazję, aby ćwiczyć język. Translator to tylko maszyna, nie ma ani wyczucia językowego, jeśli chodzi o słownictwo, często tłumaczy używając innego znaczenia słowa niż powinna, nie wyłapuje kontekstu, który determinuje znaczenie. Niestety na razie jeszcze, (choć technika idzie do przodu) nie udało się twórcom „wynalazku” zaprogramować maszynę tak, aby tłumaczyła używając poprawnych konstrukcji gramatycznych, wynikających nie tylko z zasad, ale i kontekstu oraz różnic kulturowych. A te są przecież niezwykle ważne w poprawnym rozumieniu języka. Szczerze mówiąc przychodzi mi na myśl jedno sensowne użycie tego wynalazku. Zdarzało mi się wykorzystywać go w charakterze słownika, gdy akurat nie miałam żadnego książkowego odpowiednika pod ręką. Ewentualne jeszcze tylko gdy robisz tłumaczenie „na brudno”.

Podsumowując:

  1. Nie łudź się, że języka można się nauczyć bez gramatyki.
  2. Nie można się nauczyć języka w ciągu ośmiu godzin.
  3. Jeśli chcesz się poważnie zająć jakimś językiem, nie korzystaj z translatorów albo rób to jak najrzadziej.

Własne sklepy i handel online to biznes Karola Borowskiego.

karol-borowski

Otwarcie sklepu to spore ryzyko. Handel online ma przed sobą sporą potencję. Karola znam już od lat. Jego firma rozwija się bardzo dynamicznie. Na rynku odżywek konkurencja jest niebotyczna. Poza sklepem internetowym Karol otwiera jednak sklepy w Almelo i w Nijkerk. Powerprotein.nl to nie tylko handel odżywkami dla pań i panów. Karol organizuje wspólnie z polskimi gwiazdami kulturystyki kursy dla instruktorów kulturystyki i fitnesu. Ma przed sobą tutaj w Holandii cel.

 

 

 

TJ: Sezon urlopów już się skończył. Każdy chce się jednak wspaniale prezentować przez cały rok. W sklepie internetowym ruch masz ruch przez cała dobę. Czy tak jest przez cały rok?

KB: Tak, sklep jest dostępny dla klientów 24 godziny 7 dni w tygodniu. Ruch jest większy przed okresem wakacyjnym, kiedy ludzie przygotowują się do urlopu oraz zaraz po jego skończeniu, aby wrócić do formy.

TJ: Założyłeś własny biznes w Holandii bez znajomości języka niderlandzkiego. O ile dobrze pamiętam pierwsze kroki w nauce języka niderlandzkiego stawiałeś w Talen Training Centrum. Później praca nad własną firmą tak Cię pochłonęła, że zaprzestałeś nauki. Czy tego nie żałujesz?

KB: Podstawy języka niderlandzkiego już znałem :).  Mieszkałem już w Holandii 5 lat, byłem już tak jak wspomniałaś po pierwszych krokach nauki w Talen Training Centrum w Ede, co również bardzo miło wspominam. Dokładnie tak było, gdy zakładałem firmę pracowałem w Holandii na 2 etaty i do tego prowadziłem własną firmę. Ciężko było pogodzić to z nauką języka niderlandzkiego. Oczywiście, że żałuje, teraz nadrabiam, bo wiem jak ważna jest komunikacja w języku holenderskim.

TJ: Dziękuję za miłe słowa o Talen Training Centrum. Masz własny, kwitnący biznes. Twoja firma poradnik-niderlandzki-w-biznesiejest znana nie tylko wśród Polaków. Od lat pozyskujesz już holenderskich klientów. Bierzesz aktywny udział w wielu polskich i holenderskich imprezach.  W jaki sposób nauczyłeś się holenderskiego języka biznesowego? Czy jako samouk lub metodą online?

KB: Jestem ambitnym samoukiem 🙂 poza tym jestem odważny. W Holandii nauczyłem się również języka angielskiego, co pozwala mi na komunikowanie się oraz załatwianie spraw z holenderskimi oraz zagranicznymi firmami.

TJ: Czy Twoim zdaniem jest możliwe zbudowanie własnego, dobrze prosperującego biznesu tutaj w Holandii bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

KB:Oczywiście, ze jest. Ja jestem tego przykładem. Tylko, że na pewnym szczeblu biznesu, jeśli zna się język niderlandzki, można osiągnąć dużo, dużo więcej. Holendrzy rozmawiają po angielsku, nie mają z tym problemu, ale znajomość języka holenderskiego pozwala na bliższy kontakt z klientem. Klient ma większe poczucie wartości, że jego partner obcokrajowiec nauczył się jego języka. Jest łatwość w komunikacji, co przekłada się na relacje i kontakty biznesowe. Tak jak wcześniej wspomniałem, to można zrobić bez znajomości języka holenderskiego.  Uważam jednak, że posługując się biegle językiem niderlandzkim kontakt jest znacznie „ głębszy „.

TJ: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

KB: Nigdy nie prowadziłem biznesu w Polsce, tak że ciężko mi jest to ocenić.

TJ: Czy, powinny być, wg Ciebie, podręczniki polsko-holenderskie do nauki języka i kultury niderlandzkiej w biznesie? Czy gdyby tego rodzaju wydania były wtedy na rynku, gdy przyjechałeś do Holandii, czy przyspieszyłyby one rozwój Twojego biznesu?

KB: Myślę, że na pewno jest to dobra opcja. Generalnie każda opcja, która może pomoc nam się rozwinąć jest dobra. Na rozwój biznesu składa się nie tylko język, ale też rozwój osobisty, doświadczenie i dużo innych czynników, oczywiście znajomość języka niderlandzkiego mogłaby znacznie to ułatwić, na pewno więcej pieniążków bym miał teraz w kieszeni 🙂

TJ: Produkty, które oferujesz kupują też holenderscy klienci. Czy oni sami Cię znaleźli czy dotarłeś do nich przez prowadzenie marketingu w języku niderlandzkim?

KB: Docieramy do holenderskich klientów poprzez mocny marketing, który prowadzimy.

TJ: Co poradziłbyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to mają za mało klientów, by „przeżyć”? Czy powinni tylko koncentrować się na „polskim” rynku w Holandii, czy śmiało szukać holenderskich klientów?

KB: Polecam odbycie szkoleń ze sprzedaży. Jeśli produkt jest dobry, to problem leży w osobie sprzedającej, a nie w produkcie. Mieszkamy w Holandii i nie powinniśmy ograniczać się do rynku Polaków. Polski rynek jest zawsze dobry, ale tutaj w Holandii jest o wiele więcej możliwości. I te trzeba wykorzystać.

TJ: Co chciałbyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność swojej firmy?

KB: Dążyć do celu, nie poddawać się, nie zawsze jest łatwo. Zresztą, kto tutaj jest to w większości o tym wie.Wyjeżdżając z Polski do Holandii już zdobyliśmy się na odwagę zostawiając wszystko w Polsce. Teraz wystarczy obrać cel, nastawić się na w 100% sukces, szkolić się i to osiągnąć!

TJ: TTC zaprzęga nowoczesną technikę na potrzeby naszych klientów.  Teraz można się uczyć języka niderlandzkiego 24 godziny na dobę mając dostęp do internetu. Kursy niderlandzkiego prezentowane na e-platformie są bardzo „przyjazne” w użyciu też na smartfonie. Coraz częściej słyszę od naszych kursantów, że w necie jest teraz jak w dżungli. Trudno się połapać, które materiały są naprawdę wartościowe, a które zupełnie bezsensowne. Czy Ty, choć jesteś bardzo pochłonięty pracą, korzystasz z lekcji, które możesz znaleźć w necie?  

KB: Na razie nie, ale obiecuję, że wrócimy do tego tematu, mam nadzieję, że szybko. Bo to jest szansa na doskonalenie języka niderlandzkiego. Zwłaszcza dla tych, co nie mają czasu.

 TJ: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Życzę powodzenia w biznesie. I oczywiście zapraszam na krótkie szkolenia i warsztaty językowe dla biznesmenów.

KB: Dziękuje bardzo, wam również życzę sukcesów.

 

 

Od zaraz możesz rozmawiać w języku niderlandzkim

gramatyka-slon2Już od zaraz możesz rozmawiać w języku niderlandzkim! Tak, ale pod warunkiem, że zadasz sobie trud i przećwiczysz własne wypowiedzi.

Przed kilku dniami wzięłam udział w webinarze pana, który chwalił się, że potrafi rozmawiać w wielu językach obcych. Jego metoda to tylko nauka słówek, a potem od razu … rozmowa. Już na wstępie odważnie twierdził, że językiem niderlandzkim można wspaniale władać bez opanowania znajomości gramatyki. Hmmm….. Czyżby?! Otóż nie można! Jeśli sie na coś takiego decydujemy, płacimy wówczas tylko za to, żeby mówić niczym Kali z „W Pustyni i w puszczy”…  Bez żadnych struktur gramatycznych, żadnej poprawnej wymowy. Na pewno nie o to nam chodzi!

 

Język bez gramatyki – znacie taki?

Po takim webinarze pomyślałam, że jego autor  chyba nie traktuje poważnie uczestników, a jego jedyny cel to zarobek oparty na naiwności ludzi. Albo jest mu wszystko jedno, czy jego uczniowie mówią o „językach obcych” czy o „obcych jeżykach” –  subtelna różnica w pisowni oraz szyku wyrazów, a kompletnie zmienia znaczenie. Dokładnie więc widać, jakwiele zależy od właściwego sposobu nauki.

Wracając do samej możliwości nauki języka bez gramatyki – uważam, że siedzenie i wkuwanie na siłę tabelek niewiele daje w oderwaniu od kontekstu ich użycia. Choć czasem i to robić trzeba – nieszczęsne czasowniki same nie wejdą nam do głowy! Tak więc bez rozumienia zasad gramatyki możemy się pożegnać z jakąkolwiek znajomością języka obcego, a już holenderskiego szczególnie. Poza tym… gramatyka potrafi być naprawdę bardzo ciekawa –  wiele świetnych w praktyce przykładów na to znajdziecie w „Gramatyce…” Agaty van Ekeren Krawczyk).

Podstawowe zasady budowy języka niderlandzkiego trzeba opanować krok po kroku. Uczniowie przychodzący na kurs języka niderlandzkiego, którzy uczyli się „na żywioł”, mają czasami tak głęboko zakorzenione błędy, że lektorzy muszą włożyć wiele wysiłku, aby je wykorzenić. Największym problemem jest zmiana nawyku dotyczącego używania czasowników rozdzielnie złożonych.

Pgramatykaodobnie jest z błędną wymową. Warto pamiętać, że źle zaakcentowany wyraz w zdaniu może zmienić całkowicie znaczenie naszej wypowiedzi. Wiesz jaj jest róznica w znaczeniu słów „mand” i „maand” ? Jak nie popełniać takich błędów? Jest na to prosta zasada – uczyć się tylko zaufanych materiałów.  Nagraj sobie kawałek audycji radiowej w języku niderlandzkim i najpierw odsłuchaj kilkakrotnie, a potem powtarzaj ją razem z nagraniem. Na początku zapewne gubisz się już po kilku zdaniach. Nie załamuj się! Każdym następnym razem będzie lepiej.

I jeszcze wrócę do twierdzenia pana „od webinaru”, że przecież dzieci nie uczą się polskiej gramatyki, a mówią poprawnie. Czyżby? Dzieci uczące się języka robią tysiące błędów. Cierpliwi rodzice nieustannie je poprawiają . A kto ma cierpliwość, aby  stale  Cię poprawiać?  Poza tym dzieci potrzebują kilku lat na opanowanie języka. Na pewno Ty też masz tyle czasu…?

Następnym razem o nauce języka niderlandzkiego przy użyciu translatora.