Blog

„Robiąc biznes, pozostań sobą”

 

Takiej i wielu innych rad udziela moja dzisiejsza rozmówczyni Monika Boomgaard, właścicielka firmy doradczej CONDIBLE. Na co dzień jako profesjonalistka z doświadczeniem w dużej korporacji pomaga przedsiębiorcom rozpocząć i skutecznie rozwijać własne firmy na terenie Holandii. Buduje strategie biznesowe i zaufanie klientów. Jej motto to „Just do it”.

 

 

Teresa: Moniko, przyjechałaś do Holandii znając już język niderlandzki czy dopiero tutaj podjęłaś naukę?

Monika: Moja droga do Holandii prowadziła przez Brukselę, a Belgia była już drugą „zagranicą”, w której pracowałam, ponieważ wcześniej mieszkałam przez jakiś czas w Londynie. Uważam, że wspaniale jest być „obywatelem świata”, ale też dobrze jest się „czuć jak w domu”. Dość szybko zdałam sobie sprawę, że brak znajomości języka kraju, w którym się żyje, nie pozwoli mi cieszyć się w pełni ani jednym ani drugim. Dlatego też już w Brukseli podjęłam naukę flamandzkiego. Przeprowadzając się do Holandii, czułam, że dzięki temu mogę się łatwiej zanurzyć w lokalną społeczność.

Po przeprowadzce szlifowałam język holenderski w rozmowach z holenderskimi koleżankami i organizując różnego rodzaju aktywności w mojej okolicy. Z natury jestem organizatorem, można nawet powiedzieć „kaowcem” ;-), ponieważ ważne są dla mnie tradycje i ich kultywowanie. A to wszystko zdecydowanie sprzyjało nauce w działaniu i praktyce.

Zawsze wiedziałam, że bywają sytuacje, kiedy musimy wykazać się formalnie swoimi umiejętnościami i dlatego zapisałam się na kurs języka niderlandzkiego i zdałam egzamin państwowy. Polecam zrobić to wszystkim, którzy myślą o zostaniu w Holandii na stałe – zapewne się przyda, choćby w kontaktach administracyjnych. 

Teresa: Masz własny, świetnie rozwijający się biznes. Twoja firma jest znana nie tylko wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłaś się holenderskiego języka biznesowego? Czy uczęszczając na kurs? A może jako samouk?

Monika: Dziękuję za komplement 🙂 Uważam, pewnie jak wielu ambitnych przedsiębiorców, że uznanie klientów zdobywa się odpowiednią jakością produktu połączoną z przebojowością. Języka biznesowego uczyłam się i wciąż uczę w praktyce, żeby nie powiedzieć „w boju”! Niekiedy jest to wyzwanie, któremu – jak śpiewają Holendrzy – towarzyszą bloed, zweet en tranen (krew, pot i łzy). Zwykle jednak używanie języka holenderskiego w pracy jest bardzo satysfakcjonujące, ponieważ robi pozytywne wrażenie na rozmówcy. 

Wszystkim tym, którzy mają wątpliwości polecam wyobrazić sobie sytuację, w której to w Polsce obcokrajowiec mówi do nas po polsku o kwestiach biznesowych. Jestem przekonana, że większość z nas byłaby pełna uznania. Oczywiście nie należy poprzestawiać na  wyobrażeniu i marzeniach o swoim doskonałym holenderskim. 

Dlatego staram się jak najwięcej rozmawiać po holendersku, spotykać ludzi biznesu, czytać prasę biznesową i po prostu uczyć się słów i tekstów na pamięć. Liczę na to, że praktyka uczyni ze mnie mistrza prędzej niż później.

Teresa: Czy Twoim zdaniem  możliwe jest zbudowanie tutaj własnego, dobrze prosperującego biznesu bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej? 

Monika: Trzeba sobie zadać pytanie, kto jest moim klientem i z kim współpracować, aby mieć jak najlepsze efekty w biznesie? Jeżeli mieszkając w Holandii, będę prowadzić sklep internetowy skierowany do polskiego konsumenta albo mój biznes ma międzynarodowy wymiar, to znajomość holenderskiej kultury biznesowej nie będzie mieć wielkiego wpływu na sukces mojej działalności. Jeżeli jednak decyduję się współpracować z Holendrami jako klientami i partnerami biznesowymi, to warto rozumieć tutejsze zasady gry. Uważam jednak, że kwestią drugorzędną jest, czy są to zasady holenderskie, polskie, czy jakiekolwiek inne. Najistotniejsze, że są, do tego nowe i nieznane, a przez to inne. Trzeba więc je oswoić – zrozumieć i starać się respektować.

Warto się rozejrzeć i zobaczyć, jak robią to inni. Wyobraźmy sobie, że np. wchodzimy na mecz piłki nożnej z kijem do golfa i próbujemy grać. Kiedy zrobimy to jeden raz, pewnie może być nawet zabawnie. I nie ma co brać do siebie niedoskonałości swoich „pierwszych razów”. Poczucie humoru jest lekiem na całe zło. Ale ciągłe powtarzanie tego samego „dowcipu” nie jest śmieszne dla nikogo. Dlatego jeżeli widzimy, że coś nie wychodzi nam w kontaktach czy to z klientami czy to z partnerami biznesowymi, pytajmy bardziej doświadczonych, wyciągajmy wnioski, poprawiajmy, modyfikujmy. Im szybciej, tym lepiej. 

Teresa: Jakie widzisz Moniko największe różnice w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Monika: Przed założeniem biznesu pracowałam w korporacji jako analityk finansowy i zajmowałam się m.in. planowaniem strategicznym i budżetowaniem. Nie mam więc doświadczeń w prowadzeniu działalności gospodarczej w Polsce. Uważam jednak, patrząc z doświadczenia osoby tworzącej plany finansowe w międzynarodowych firmach, że język pieniędzy jest uniwersalny. Trzeba mieć jedynie odwagę nazywać rzeczy po imieniu. 

Staram się najpierw zrozumieć drugą stronę (klienta, kontrahenta), tj. jak i gdzie zarabia i jakie są jej koszty, jakie są jej chęci i niechęci, a potem złożyć te informacje ze swoimi danymi i wyjaśnić swój interes. Takie podejście z domieszką poczucia humoru pomagało mi zawsze w kontaktach z ludźmi niezależnie od tego, z jakiego kręgu kulturowego pochodzili i czym się zajmowali. 

Teresa: Masz wielu klientów, wśród nich także holenderskich. Znajomość języka niderlandzkiego jak wspomniałaś jest bardzo dużym atutem. Czy ci klienci sami Cię znaleźli czy dotarłaś do nich dzięki marketingowi w języku niderlandzkim?

Monika: Wspólnie z Darią Kanters założyłyśmy firmę CONDIBLE http://www.condible.com/, która pomaga przedsiębiorcom zacząć i rozwijać dobrze działający biznes. Pomagamy budować strategie biznesowe. To znaczy, że najpierw przedsiębiorca musi nam zaufać i mieć pewność, że dobrze mu doradzimy. Podstawą jest więc nawiązanie relacji. Z holenderskimi klientami robimy to w języku niderlandzkim. 

Odpowiadając więc wprost na Twoje pytanie – tak, marketing offline skierowany do Holendrów prowadzimy po holendersku. Już jakiś czas temu zostałam członkinią, a niedawno przewodniczącą w oddziale Forte organizacji BNI https://www.bniforte.nl/. Skupia ona przedsiębiorców zainteresowanych wzajemnym generowaniem obrotu. Tak nawiązuję kontakty i buduję relacje z holenderskimi klientami. Tam też poznaję innych przedsiębiorców, których usługi mogą być przydatne dla klientów CONDIBLE. Naszymi klientami są również expaci zainteresowani prowadzeniem biznesu w Holandii i wówczas językiem komunikacji jest angielski.

Oczywiste jest, że nasz akcent zawsze będzie stanowić dodatkowy „smaczek” w relacji z klientem. Pamiętajmy jednak, że klient będzie nas wybierać ze względu na jakość naszych usług, a nie perfekcyjny język holenderski. Dlatego też marketing online prowadzimy po angielsku. Chcemy, aby trafiali do nas klienci otwarci i gotowi skupić się na zawartości, jaką od nas otrzymają, a nie tylko na formie. 

Teresa: Co poradziłabyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to mają za mało klientów, aby „przeżyć”?

Monika: W chwilach gdy ciężko jest „przeżyć”, trudno wykrzesać z siebie pozytywne podejście. Dlatego od samego początku warto otoczyć się właściwymi ludźmi, którzy nam pomogą. Dobry sparring partner to podstawa. Należy pytać o pomoc w potrzebie. Nie bać się, ale i liczyć z tym, że inwestycja w siebie, w swój biznes kosztuje, zarówno czas jak i pieniądze. A więc pierwsza rada – nie wychodzi samemu, zorganizujmy sobie pomoc!

Druga rada – pozbądźmy się kompleksów i przekraczajmy granice. Naturalną chęcią jest działanie na znanej płaszczyźnie, ale czasem warto się wydostać z „własnego sosu”. Jeżeli kierujemy produkt czy usługę do Holendrów, zainwestujmy w naukę holenderskiego, dołączmy do holenderskiej grupy networkingowej czy klubu. Moim zdaniem zamykanie się w sferze komfortu nie jest dobra strategią. Wiem, że to jest ogromne wyzwanie – doświadczam tego co tydzień o 6 rano na spotkaniach BNI. Ale powiedziano mi, że jestem pierwszym nieholenderskim przewodniczącym w historii BNI! I widząc, ile mogę dodać do rozwoju tego klubu i ilu zadowolonych klientów dzięki tej aktywności zyskało CONDIBLE.

I po trzecie, nie bez powodu mówi się, że „nie od razu Rzym zbudowano”. Pewne rzeczy, w tym na pewno budowanie biznesu, wymagają czasu i określonych, systematycznych działań, których nie da się przyspieszyć. Tylko niektórych błędów można uniknąć. Niektóre trzeba i warto popełnić. Just do it!

Teresa: Na zakończenie, co chciałabyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność swojej firmy?

Monika: To, co mówimy naszym klientom: „Przygotuj się, najpierw zrób sam tyle, ile możesz, tak abyś był gotowy zainwestować w pomoc. Jak już będziesz widzieć, co możesz sam, zorientujesz się, czego sam nie zrobisz. Znajdź pomoc w tym zakresie. 

Bądź cierpliwy. Ale… żeby być cierpliwym, trzeba mieć czas i pieniądze. Odpowiedz sobie na pytanie, ile możesz zainwestować w siebie i swój biznes. 

A potem rób biznes tak, jakbyś go robił w Polsce. Po prostu bądź sobą. To samo dotyczy osoby każdej innej narodowości czy zaczynającej biznes po przeprowadzce do Holandii, czy po zakończeniu pracy w korporacji. Polecam lekturę naszego bloga: https://www.condible.com/is-there-life-after-corporate-career/

Teresa: A teraz pytanie już bardziej osobiste – czy, powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy gdyby tego rodzaju wydania były wcześniej na rynku, przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu?

Monika: Masowo kupuję książki. Uważam, że są pierwszym krokiem w procesie osiągania celów. Najpierw coś przeczytam, zainspiruje się, a potem sprawdzam, jak się rzeczy mają w praktyce. Jeżeli inni działają na tej samej zasadzie, to po przeczytaniu odpowiedniej książki, powinni być w stanie szybciej podjąć właściwe działania, tj. otoczyć się holenderskimi ludźmi biznesu, jeśli to właśnie z nimi chcą ten biznes robić. 

Teresa: Moniko dziękuję za inspirującą rozmowę. Życzę dalszych sukcesów.

„Diabeł często tkwi w szczególe”, dlatego warto znać lokalną kulturę biznesową

 

 

Tak uważa moja dzisiejsza rozmówczyni – Agnieszka Domańska, której firma VCA-Talen prowadzi kursy bezpieczeństwa dla pracowników aż w 18 językach! Na co dzień pracuje po polsku, holendersku i angielsku. Żadne wyzwanie językowe jej nie przeraża. A poznanie lokalnej kultury biznesowej, poza oczywiście opanowaniem języka niderlandzkiego, uważa za klucz do sukcesu na holenderskim rynku.

 

 


Teresa: Przyjechałaś do Holandii znając już język niderlandzki czy dopiero na miejscu podjęłaś naukę?

Agnieszka: Po przyjeździe do Holandii przez pierwsze miesiące posługiwałam się językiem angielskim. Natychmiast też zaczęłam się uczyć języka holenderskiego. Byłam bardzo ciekawa zarówno nowej kultury, jak i języka tego kraju. Nauka języka obcego wymaga oczywiście zaangażowania i czasu, ale także odpowiedniej metody. Dla mnie to długotrwały proces, dlatego nadal uczęszczam do szkoły językowej www.talentraining.nl. Potrafię już w pełni komunikować się w języku niderlandzkim i tylko czasami posiłkuję się angielskim.

 

Teresa: Masz własny, kwitnący biznes. Twoja firma jest znana wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłaś się holenderskiego języka biznesowego? Czy uczęszczając na kurs? A może jesteś samoukiem?

Agnieszka: Prowadzę firmę wspólnie z siostrą, która od początku wspierała mnie w komunikacji w języku biznesowym. Moja praca to kontakty z firmami międzynarodowymi, stale posługuję się językiem polskim, angielskim i holenderskim. Cały czas uczę się holenderskiego biznesowego, ponieważ mam świadomość wielu niuansów wynikających z lokalnej kultury biznesowej.

Duża ilość materiałów do nauki dostępna jest online. Nasza firma także tworzy produkty dostosowane do wymogów współczesnych klientów. Jestem więc obeznana z platformami do nauki, filmami czy profilami Facebook, jako dodatkowymi źródłami materiałów niezbędnych do opanowania nie tylko wymowy, ale i stosowania wybranych zwrotów.

 

Teresa: Czy Twoim zdaniem, możliwe jest zbudowanie własnego, dobrze prosperującego biznesu w Holandii bez znajomości lokalnej kultury biznesowej?

Agnieszka: Kultura biznesu jest bardzo ważna w kontaktach z innymi firmami. W dużej mierze zależy ona od branży i specyfiki naszego interesu oraz grupy docelowej. Znajomość holenderskiej kultury biznesowej otwiera nas na lokalny rynek, dzięki czemu naszymi klientami stają się Holendrzy i holenderskie firmy. Jeśli biznesplan zakłada zdobycie tutejszego klienta, poznanie kultury biznesowej jest zwyczajnie niezbędne.

 

 Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia firmy w Polsce i w Holandii?

Agnieszka: W Polsce nie miałam okazji pracować w ramach własnej działalności gospodarczej. Mam, więc spostrzeżenia tylko na temat rynku holenderskiego. Holendrzy są bardzo bezpośredni w komunikacji prywatnej i biznesowej. Mają dobrze rozwinięty sposób przedstawiania ofert i najczęściej bardzo sprawny system komunikacji z klientem. Dodatkowo potrafią wykorzystać reklamę i media społecznościowe. W negocjacjach są twardym partnerem, ale zawsze staramy się znaleźć rozwiązanie, które zadawala obie strony.

 

 Teresa: Masz wielu klientów. Czy to oni Cię znaleźli, czy dotarłaś do nich przez marketing w języku niderlandzkim?

Agnieszka: Prowadzimy firmę VCA-Talen dostarczającą kursy VCA w wielu językach. Motto naszej firmy brzmi, „ Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, nie ma barier językowych”. Jest ono bardzo symboliczne i odnosi się do bezpieczeństwa w pracy, jak również do barier językowych i poprawnego komunikowania się w pracy.

Obecnie prowadzimy kursy bezpieczeństwa w 18 różnych językach, dlatego marketing naszej firmy prowadzimy po holendersku, polsku i angielsku. Każdy z tych języków wymaga innych metod dotarcia do klienta, jak również odmiennego języka marketingowego. W różny sposób można dotrzeć do naszych usług – począwszy od przeglądarki internetowej, poprzez odpowiedź na newsletter czy też z polecenia zadowolonego klienta.

 

Teresa: Co poradziłabyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to za mało klientów, aby „przeżyć”?

Agnieszka: Przede wszystkim otworzyć się na nowości, podejmować inicjatywny, szukać dróg dotarcia do klienta, być tam gdzie on – co w tej chwili oznacza po prostu online. Uwierzyć w siebie i… ciężko pracować. Możliwości są naprawdę nieograniczone. Biznes przenosi się na:

platformy online, sklepy internetowe, e-learning, kanały na Youtube, Facebook.

Dlatego staramy się być wszędzie tam gdzie nasz klient. Zgodnie z takim podejściem, od 2018 r. nasza firma wprowadza kursy VCA online, które będą dostępne w około 18 różnych językach! Jest to krok, który do tej pory wydawał się być w zasięgu tylko największych firm na rynku. Możliwość rejestracji na kurs czy egzamin online i wniesienie opłaty online to też elementy oferty, jakimi chcemy ułatwić dostęp do naszych usług. Myślę, że nieustanna analiza rynku i podążanie za trendami znacznie przyczynia się do łatwiejszego kontaktu z klientem.

Dajemy klientom „spróbować” naszego produktu, czyli tzw. VCA proefexamen. Uważam, że jeśli jesteśmy przekonani o tym, że produkt czy usługa naszej firmy są naprawdę dobre, dobrze jest dać klientom spróbować go całkiem za darmo.

Nie bójmy się również zlecać zadań i współpracować ze specjalistami. Często  warto zwrócić się o radę do specjalisty w dziedzinie marketingu czy kreowania marki. Korzyści są naprawdę wymierne.

 

Teresa: Co – na zakończenie – chciałabyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność na tym rynku?

Agnieszka: Warto na początku ustalić sobie konkretne cele. Czy np. czy celem mojej firmy jest zdobycie 10 nowych klientów? Czy bardziej rozpoznawalność? Czy może unikatowość? Wyznaczenie celów pomaga w dobraniu odpowiednich metod dotarcia do odbiorców naszych usług czy produktów. Tą drogą może być Facebook, networking, lepsza pozycja w Google czy też otwarcie sklepu internetowego. W miarę upływu czasu warto uelastyczniać ofertę i nie zrażać się nawet jeśli okaże się, że trzeba ją całkowicie zmienić, ponieważ klient oczekuje od nas czegoś zupełnie innego.

 

 Teresa: A teraz pytanie już bardziej osobiste. Czy powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy gdyby tego rodzaju wydania były wcześniej dostępne, przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu?

Agnieszka: Myślę, że dobrze opracowany podręcznik, z informacjami na temat wymowy, sytuacji w jakich dana forma gramatyczna może być użyta, zwrotów w korespondencji czy najczęściej używanych fraz marketingowych, mógłby być bardzo ciekawą pozycją.

 

Teresa: Dziękuję Agnieszko, że podzieliłaś się z nami spostrzeżeniami na temat nauki języka niderlandzkiego i prowadzenia własnego biznesu w Holandii. Mam nadzieję, że z Twoich doświadczeń skorzystają nasi czytelnicy – polscy przedsiębiorcy.

Powodzenia w dalszym podbijaniu holenderskiego rynku w 2018 roku!

 

„Pracuj” dwiema półkulami, a nauka języka będzie… przyjemniejsza

dwie polkulePewnie wielokrotnie obiło Wam się o uszy hasło mówiące, że aby szybciej się uczyć, „trzeba przestać myśleć tylko lewą półkulą – należy używać obu i synchronizować ich pracę.” Hm – brzmi… mądrze, teoretycznie, tylko co to znaczy? I ile w tym prawdy?
Zacznijmy od początku – o co chodzi z tą aktywnością półkul mózgowych? Podczas słuchania języka mówionego albo muzyki, aktywne są obie półkule, chociaż rzeczywiście w pierwszym przypadku silniej uaktywniają się ośrodki w lewej półkuli, a w przypadku muzyki – w prawej.
Uogólniając, jakąkolwiek czynność umysłową wykonujecie, nie jest tak, że pracuje tylko jedna półkula  mózgu. Zawsze obie, chociaż nie równie ciężko. Prawdą jest, że w przypadku czynności matematyczno-logicznych i językowych bardziej uaktywnia się lewa półkula, a podczas np. słuchania muzyki czy rysowania – prawa. Prawdą jest też niestety, że w większości tradycyjnych szkół preferuje się nauczanie, które faworyzuje bardziej pracę lewej niż prawej półkuli. Dlatego zachęcanie do uaktywnienia tej prawej (a już koniecznie przy nauce języka obcego!) jest zdecydowanie słuszne. Pewnie zauważyliście, jak bardzo dobrze pamiętamy piosenki w języku niderlandzkim lub rymowanki z reklam? To właśnie bardzo dobry przykład korzyści z synchronizacji obu półkul.
Istnieje również przekonanie, że prawa półkula jest bardziej odpowiedzialna za emocje, a lewa – za logikę i trzeźwe myślenie. To błędne wyobrażenie. Emocje powstają zarówno w prawej jak i w lewej półkuli, z tą różnicą, że półkula prawa jest raczej siedliskiem smutku, melancholii, podczas gdy lewa wytwarza pozytywne emocje. Wiedzieliście o tym!??
Co z tego wynika jeśli chodzi o naukę języka holenderskiego? Skoro już ustaliliśmy, że najlepiej angażować cały mózg, aktywujmy wszystkie zmysły. Oczywiście, nie chodzi o to, aby nagle być „człowiekiem orkiestrą” – nie musicie jednocześnie śpiewać, tańczyć, recytować, mówić tylko sloganami z reklam itd. Dawkujmy sobie te aktywności. Wykorzystujcie zatem różnorodne okazje do nauki niderlandzkiego (uaktywniania półkul). Oto kilka podpowiedzi:

– słuchaj muzyki w tym języku,

–  informacje w tv lub radiu w samochodzie – tylko po holendersku,niderlandzki- dla-doroslych

– „wciągnij” się w holenderski serial,

– oglądaj filmy z napisami po niderlandzku,

– poświęć dodatkowe 10 min. przy śniadaniu na obejrzenie filmiku w aplikacji e-platforma,

(https://www.talentraining.nl/e-platforma/)

– kiedy bierzesz prysznic, włącz płytę z wymową holenderskich samogłosek,

https://talentraining.nl/shop/pl/home/77-wymowa-holenderska-.html

– biegasz – załóż słuchawki i posłuchaj krótkiego dialogu po niderlandzku,

– stoisz w korku – rzuć okiem na holenderskie czasowniki nieregularne.

 

Większość z tych sposobów uaktywniania i synchronizowania półkul umożliwia platforma

E-platforma


Kiedy już wypróbujecie polecane metody, koniecznie podzielcie się swoimi spostrzeżeniami.

Powodzenia!

To jest depresja…

holandia

Depresja może dopaść pewnie i Was i Waszych holenderskich sąsiadów. W tym kraju wyjątkowo dwuznacznie można ją rozumieć. Depresja może być … narodową chorobą Holendrów  albo i każdego innego narodu w takich częściach świata, gdzie jest mało słońca. Może też być… terminem geograficznym i o nim tu raczej mowa. Dlaczego? Bo z nim Holendrzy mają więcej wspólnego.

Jedna z definicji tego słowa mówi, że „depresja to obszar lądu położony poniżej poziomu morza.” A taka właśnie jest aż 1/4 terenu Holandii. Zawsze uśmiechnięci Holendrzy (nawet podczas największej ulewy i wiatru!) mają raczej niewiele wspólnego z drugą definicją „depresji” rozumianej jako stan obniżonego nastroju lub wręcz choroby, której towarzyszy smutek, bezsenność, nerwowość, apatia i inne tego typu objawy.

Wracając do depresji częściej rozumianej „po holendersku”, najniżej położony punkt w tym kraju znajduje się 676 m poniżej poziomu morza, na trasie pomiędzy Rotterdamem a Goudą, w wiosce Nieuwerkerk aan den Ijssel (swoją drogą warto się tam wybrać turystycznie nie tylko dla odwiedzenia największej depresji w Holandii, ale i z powodu innych okolicznych atrakcji turystycznych).

Dla turystów ciekawostką jest, że kolejne 35 proc. terenów tego kraju jest położonych zaledwie do 1 m n.p.m. Dla miejscowych oznacza to przede wszystkim częste zagrożenie powodziami, z którymi Holendrzy radzą sobie chyba najlepiej na świecie. Mają ogromną sieć wałów przeciwpowodziowych, które rozciągają na długości około 3,5 tys. km.

Nie obawiaj się zatem o nastrój swoich holenderskich przyjaciół, sąsiadów!niderlandzki-krok-po-kroku-a1-cd

A swoje samopoczucie poprawiaj pozytywnym myśleniem i ciekawymi aktywnościami. Może to być sport, ale równie dobrze nowy kurs językowy.

Zobacz, co dla Ciebie mamy:

https://www.talentraining.nl/kursy-niderlandzkiego/

Jak walczyć ze słomianym zapałem?

mam-pomyslPrzeczytaj koniecznie wskazówki Izabeli jak walczyć ze słomianym zapałem.

„Bardzo chciałbym szybko nauczyć się języka niderlandzkiego, ale to trwa i trwa, efektów nie widać, niecierpliwię się coraz bardziej:( A i niestety należę do tych, którzy często mają słomiany zapał” – powiedział mi ostatnio Bartek, mój były student, którego uczyłam przez 2 lata.

Hm, cóż „słomiany zapał” czasami dopada każdego, tyle tylko, że z różną częstotliwością i w różnym czasie. Jest „trudnym przeciwnikiem” jeśli chodzi o wyzwania wymagające systematyczności i konsekwencji. A nauka języka niderlandzkiego do takich jednak należy.

 

Co robić? Jak sobie z nim radzić? Jak eliminować? Cóż mogłam poradzić mojemu studentowi?

Sprawa nie jest przegrana! Każdy miewa słomiany zapał, ale i każdy z nas ma w sobie choć odrobinę motywacji. Trzeba tylko ją z siebie wykrzesać. Do tego najlepiej w odpowiednim momencie. Jeśli Ty także uważasz, że nie masz motywacji, albo masz ją za rzadko, spróbuj odpowiedzieć sobie na pytania:

  • Gdybyś wygrał „milion w totka”, czy odkładałbyś na później odebranie wygranej?
  • Gdyby ktoś Ci bliski znalazł się w sytuacji zagrożenia życia (pożar, powódź itp.), czy odłożyłbyś na później akcję ratunkową?
  • Gdyby w Twoim kierunku zbliżała się banda zbirów, czy nie ratowałbyś się ucieczką?

Pewnie się nie zastanawiasz nad tym, że w każdym z tych przykładów nieświadomie „włączamy guzik motywacji”. Po prostu to robimy! Idealnie byłoby umieć włączać ten guzik na własne żądanie. Tylko pomyśl, że możesz w każdej chwili odpalić ogromne pokłady motywacji do osiągnięcia wszystkiego, czego pragniesz lub potrzebujesz!

Oto kilka prostych sposobów, jak w łatwy sposób stworzyć w sobie taki „zapalnik motywacji”:     

  1. Zastanów się dokładnie, w jakim punkcie nauki języka niderlandzkiego utknąłeś. Nie zaczynaj od początku, w miarę jak zaczniesz znów się uczyć, będzie Ci się przypominać wiele słówek i reguł gramatycznych. Zawsze z resztą możesz poprosić o powtórzenie swojego nauczyciela albo wrócić do materiału w aplikacji mobilnej czy podręczniku – w zależności od tego, jaką formę nauki wybrałeś.
  1. Dokładnie sobie przypomnij sytuację, w jakiej już odczuwałeś satysfakcję ze znajomości mow-co-chcesz-po-holenderku-podrecznik-a1-a2-cdjęzyka niderlandzkiego, bo przy pomocy tego języka udało Ci się samodzielnie coś załatwić. Jeśli nie potrafisz sobie takiej przypomnieć, wymyśl ją:) Po prostu wyobraź sobie, że rozmawiasz z przełożonym po holendersku, tak jakbyś rozmawiał po polsku (umysł nie odróżnia fikcji od prawdy, jeśli dobrze ją sobie wyobrazisz!).
  2. Wspominając tę sytuację, „stań się w niej aktorem”. Poczuj się jak w realnym świecie!
  3. Przeżywając ten stan, uszczypnij się lub ściśnij kciuk z palcem wskazującym (lub wybierz inny zestaw palców, który Ci pasuje). Powiedz w myślach „za każdym razem, gdy ścisnę te palce, to uczucie do mnie wróci”.
  4. Kilka razy powtórz opisane wyżej kroki, aby zapisać nową ścieżkę neurologiczną – utrwalić to skojarzenie – zakotwiczyć je w głowie, aby mieć do czego wracać myślami, szczególnie w chwilach słabości!
  5. Teraz ściskając palce pomyśl o sytuacji, w której chcesz się zmotywować. Wyobraź sobie np. rozmowę o podwyżce lub miłą rozmowę dotyczącą zmiany Twojej funkcji w firmie albo przynajmniej swobodną pogawędkę z sąsiadem – oczywiście wszystko po holendersku.
  6. I najważniejsze – pomyśl, jak potężnie zmotywowany „ruszasz do boju”. Jednak aby do tego boju ruszyć, musisz zrobić poważny krok, wesprzeć swoją motywację – DZIAŁAĆ! Zapisz się na kurs językowy i za każdym razem kiedy będziesz miał ochotę opuścić lekcję, przywołaj wspomnienie tamtej sytuacji, rozmowy w języku niderlandzkim (gdziekolwiek byś jej nie odbywała w swojej wyobraźni), która zakończyła się sukcesem – uzyskaniem celu, np. o awans w pracy.

Następnie wyobraź sobie, jakie KORZYŚCI przyniosło Ci wykonanie tego zadania. Co zmieniło się na lepsze? Co poprawiło? Poczuj ogromną satysfakcję i radość z osiągniętego celu! I powiedz to sobie – TYM RAZEM NA PEWNO MI SIĘ UDA! ZWALCZĘ SŁOMIANY ZAPAŁ. Szczególnie jeśli starannie wykonasz opisane ćwiczenia, nauczysz się uruchamiać swój osobisty „włącznik motywacji”!

Do boju i powodzenia!

Teresa

PS. Mój student wdraża tę metodę od 5 tygodni! Na razie z sukcesem. Trzymajcie kciuki!

 

Poznanie holenderskiej kultury biznesowej i języka niderlandzkiego zdecydowanie ułatwi Ci pracę.

_mg_6735 Poznanie holenderskiej kultury biznesowej zdecydowanie ułatwi Ci pracę – przekonuje  w dzisiejszym wywiadzie Katarzyna Sytniewska – właścicielka biura doradczego, która pomaga Polakom „zaczynającym” w Holandii. Pomaga w kontaktach z urzędami i innymi instytucjami w tym kraju. Doradza i instruuje, jak działają tutejsze zasady i jak poruszać się w gąszczu nie tylko nowych praw, ale i zwyczajów. Zajmuje się rekrutacją pracowników, wspiera w poszukiwaniu drogi zawodowej. Jej codzienność jest dowodem na to, że ogromną determinacją, odrobiną szaleństwa i pozytywnym podejściem można pokonać wszelkie trudności w życiu. Z sukcesem godzi role businesswoman i mamy. Prywatnie miłośniczka książek, kawy i spacerów.

 

 

 Teresa: Przyjechałaś do Holandii znając już język niderlandzki czy dopiero tutaj zaczęłaś się go uczyć?

Kasia: Przyjechałam do Holandii w 2007 roku i na początku rozmawiałam tylko w języku angielskim. W niedługim czasie przekonałam się jednak, że jeżeli chcę żyć w tym kraju i rozwijać się zawodowo, muszę nauczyć się holenderskiego. Zapisałam się na kurs językowy w Ede u Ciebie Tereso. Bardzo miło go wspominam i każdemu polecam.

Teresa: Dziękuję, że wspominasz o naszych kursach języka niderlandzkiego i że jesteś zadowolona z nauki w Talen Training Centrum. Ty szybko się rozwinęłaś. Masz już własny, kwitnący biznes. Twoja firma jest znana wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłaś się holenderskiego języka biznesowego? Korzystałaś z kursu czy jesteś samoukiem?

Kasia: Cały czas szkolę i doskonalę swój język biznesowy. Uważam, że języka obcego należy się nieustannie uczyć. niderlandzki-od-podstaw-1-rzeczownikiKażdego dnia poznaję coś nowego – coś więcej usłyszę, zrozumiem. Czuję, że tak też się rozwijam.

Teresa: Czy Twoim zdaniem możliwe jest zbudowanie tutaj własnego, dobrze prosperującego biznesu bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

Kasia: To zależy na jaki biznes jesteśmy ukierunkowani i jaki jego zasięg planujemy – czy chcemy działać tylko na rynku holenderskim czy w całej Unii Europejskiej. Myślę, że znajomość lokalnej kultury biznesowej zawsze ułatwia  funkcjonowanie, a w niektórych branżach jest wręcz niezbędna. Jednak znam i takie firmy, które mają się świetnie komunikując się wyłącznie w języku angielskim.

Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Kasia: Niestety nie mam porównania. Zaczęłam prowadzić firmę dopiero w Holandii i znam tylko ten rynek.

Teresa: Jak docierasz do klientów? Czy prowadziłaś marketing w języku niderlandzkim? A może to oni sami znaleźli Twoją firmę?

Kasia: Część obecnych klientów znała mnie już wcześniej. Jednak większość dotarła przez reklamę w języku niderlandzkim na portalach społecznościowych. Głównie współpracuję z biurami pracy oraz firmami, które potrzebują pracowników albo szukają firm jednoosobowych (zzp’er).

Teresa: Wielu klientów uczących się języka niderlandzkiego w TTC osiąga sukcesy na holenderskim rynku. Pomaga im w tym zarówno znajomość języka niderlandzkiego jak i tutejszej kultury. Co Ty poradziłabyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, ale za mało klientów, aby „przeżyć”?

Kasia: Poradziłabym, aby w takiej sytuacji poszukali przyczyny i zastanowili się nad kilkoma rzeczami: czy klienci znają firmę, czy marketing jest wystarczający – może trzeba zwiększyć jego zasięg albo zmienić formę? Jak mówi mój coach Alena Hielema „trzeba wyjść z kąta, ludzie muszą Cię poznać”. Jeżeli  po takiej próbie działań dalej nie będzie efektów, może warto wtedy skorzystać z fachowej pomocy doradczej.

Teresa: Z perspektywy Twojego pobytu w Królestwie Niderlandów na zakończenie, co chciałabyś poradzić tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z biznesem?

Kasia: Na początek trzeba sie dobrze przygotować – zbadać rynek, sprawdzić, czy jest zapotrzebowanie na nasze niderlandzki-od-podstaw-cz3-cd-1usługi, jak działają konkurenci. Poszukać informacji, jakie są możliwości na rynku holenderskim pod kątem szkoleń biznesowych i kursów językowych. I najważniejsze – nie bać się!

Teresa: Czy Twoim zdaniem powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy gdyby tego rodzaju publikacje były na rynku, gdy zaczynałaś działalność, przyspieszyłyby rozwój Twojej firmy?

Kasia: Zdecydowanie tak. Myślę, że były by ogromnym ułatwieniem dla początkujących przedsiębiorców. Kiedy zaczynałam rozwijać własną firmę, szukałam tego typu publikacji, znalazłam tylko jedną i to w języku angielskim.

Teresa: Dziękuję za rozmowę i rady dla początkujących przedsiębiorców. Z pewnością niejedna osoba z nich skorzysta. Życzę sukcesów w dalszym rozwoju firmy i doskonaleniu biznesowego języka holenderskiego. Więcej informacji o Kasi znajdziesz na www.sytniewskaconsultancy.nl

Tylko dziecko jest w stanie nauczyć się płynnie mówić w języku niderlandzkim.

Czyżby? Otóż nieprawda! Dorosły szybciej nauczy się języka obcego, bo…. ma o czym mówić!… i wiele metod, które może dostosować do swoich potrzeb!

learnTylko dziecko jest w stanie nauczyć się płynnie mówić w języku obcym. Jest taka książka Glenna Domana „Jak nauczyć małe dziecko czytać”, w której opowiada historię pewnej amerykańskiej rodziny – państwa Smith. Pan Smith dostał pracę w Niemczech i tam uczył się niemieckiego z najlepszymi nauczycielami. Podobnie jego żona. Niestety z niewielkim rezultatem. Za to ich pięcioletni syn, który przebywał z niemiecką nianią, bez trudu opanował ten język, choć nie miał regularnych lekcji.

Jaki wniosek wysnuwa Doman? Taki, że człowiek dorosły nie jest w stanie nauczyć się języka obcego i że w amerykańskich szkołach marnotrawi się setki milionów dolarów na ich uczenie. Czyli co… możecie po przeczytaniu tego przestać się uczyć języka holenderskiego, poddać się, bo i tak się nie uda…?! Nic bardziej mylnego!!!

Przy całym szacunku dla osiągnięć Glenna Domana, jego twierdzenia o nauce języków obcych to totalna bzdura. Znam wiele osób, które nauczyły się mówić po holendersku z wielkim sukcesem  długo po osiągnięciu dorosłości.

Mogę jeszcze przyznać, że tak fantastycznego akcentu jak dziecko, dorosły już się nie nauczy. A precyzując – większość dorosłych się nie nauczy. Ale… co z tego? Czasami słyszę Francuzów, którzy mówią po niderlandzku ze swoim akcentem i często omijają „h”, które  jest przecież w co drugim holenderskim słowie, brzmi to dość komicznie, ale czy to uniemożliwia porozumienie? Nie! I jedni i drudzy tak samo dobrze komunikują się w języku holenderskim.uitspraaktraining-nederlands I o to przecież chodzi!

Co więcej, dorosły nauczy się szybciej języka obcego, w tym także języka holenderskiego. Dlatego, że ucząc się, buduje na tym, co już umie. Tutaj działa prawo obfitości. „Im więcej wiem, tym więcej mogę się nauczyć.” Nowy materiał umieszczam w mojej głowie w odniesieniu do tego, co już wiem. Tak to działa! Inaczej mówiąc, dorosły ma o czym mówić, dlatego nauczy się języka obcego lepiej i szybciej. Ma coś jeszcze – motywację, która ogromnie determinuje jego sukcesy w nauce. I to nie koniec – ma też ogromny wybór metod i form, jakie są dzisiaj dostępne! Nieważne czy jesteś wzrokowcem, słuchowcem, masz mniej czy więcej czasu, dużo pracujesz  albo w niestandardowych godzinach, potrzebujesz holenderskiego języka biznesowego, czy silnie branżowego!

Sprawdź, ile masz możliwości:

Kursy niderlandzkiego

Wywiad z Arturem Mularskim – właścicielem firmy „Majstro Bouw”

artur-mularski

Moim dzisiejszym rozmówcą jest Artur Mularski. Artur jest budowlańcem z takim doświadczeniem, że żadna przebudowa mieszkania nie ma przed nim tajemnic. Potrafi wyczarować łazienki w najbardziej nieoczekiwanym, wymagającym i oryginalnym stylu. A wygląd salonów w jego wykonaniu przyprawia o zawrót głowy!

 

 

Teresa: Czy kiedy przyjechałeś do Holandii znałeś choć trochę język niderlandzki czy dopiero na miejscu podjąłeś naukę?

Artur: Przyjechałem do Holandii 20 lat temu w poszukiwaniu lepszego życia, w czasach gdy wiele osób z branży budowlanej próbowało swoich sił na rynku holenderskim. Zdecydowanie nie sprzyjał on wtedy Polakom. Było naprawdę ciężko. Nie lada wyzwaniem było chociażby kupno materiałów budowlanych w sieciach Bouwmaat czy Pontmeyer. Ponieważ na początku pracowałem na bazie swojej polskiej firmy, bez dokumentu KVK  (holenderski rejestr handlowy dla firm) nie chciano nawet rozmawiać  o sprzedaniu mi czegokolwiek. Z czasem wszystko radykalnie się zmieniło – to sklepy wyszły nam na przeciw, zatrudniły nawet polskojęzyczną obsługę.  Kiedy zaczynałem, nie znałem języka holenderskiego, ale mówiłem po niemiecku. Następnie  poszedłem do szkoły językowej i muszę przyznać, że miło wspominam okres nauki niderlandzkiego.

Teresa: Masz własny, rozwijający się biznes. Twoja firma jest znana nie tylko wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłeś się holenderskiego języka biznesowego? Opowiedz proszę swoją historię.

Artur: Moja firma była zarejestrowana od 2000 roku w Polsce, dopiero po 10 latach zdecydowałem się na jej zamknięcie i otwarcie w Holandii, ponieważ moje życie toczyło się tutaj, a kontakty z Polską miałem bardzo sporadyczne. Działanie w branży budowlanej zbudowało we mnie szacunek do klienta i inwestora, nauczyłem się tak konstruować ofertę, aby inwestor miał pełną świadomość, na co idą jego pieniądze i co w zamian będzie miał zaoferowane. To był (i jest) także ogromny trening biznesowego języka holenderskiego. Przez 10 lat prowadziłem projekty na terenie całej Holandii, począwszy od Venlo a zakończywszy w Groningen. Teraz osiadłem w Noord-Holland i od 7 lat pracuję wyłącznie na terenie Amsterdamu i Laren . Moja firma jest bardzo rozpoznawalna zarówno wśród Polaków, jak i wśród Holendrów.   mularski-logo

www.majstro-bouw.nl

Teresa: Czy, Twoim zdaniem, możliwe jest zbudowanie tutaj własnej firmy bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

Artur: Hm, to bardzo trudne pytanie. Generalnie budowanie własnego przedsiębiorstwa to ciężka, ciągła praca, która przynosi większe efekty dopiero po kilku latach. Niestety wielu ludzi poddaje się po kilku nieudanych inwestycjach czy innych pechowych wydarzeniach, które spowodowały straty i zbudziły obawę o większe kłopoty finansowe.  Mimo sporego już doświadczenia, cały czas uczę się biznesu, ponieważ wszystko wokół się zmienia. Wydawałoby się, że dobry biznesplan i dążenie do jego realizacji zaplanowanymi krokami to podstawa. Ale trzeba być naprawdę bardzo elastycznym i szybko dostosowywać się do zmieniających się stale indywidualnych potrzeb klientów i inwestorów.

Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Artur: Zasadnicze różnica to mentalność Polaków i Holendrów, która we wszystkich kwestiach przekłada się na to, jak się zachowują „w pracy”, jaki mają styl, kulturę, przyzwyczajenia itp.

Nie ukrywam, że tutaj zwyczajnie lżej prowadzi się firmę. Sprzyja temu większa życzliwość  i przyjazny stosunek do drugiego człowieka.

Różni nas jeszcze takie podejście do biznesu, że w Polsce chcemy od razu, za wszelką cenę, a najlepiej już w rok, dorobić się domu, auta i sporej sumy na koncie.  Natomiast Holendrzy są spokojniejsi i bardziej cierpliwi, rozkładają efektywność dorobku i swoje oczekiwania na kilka lat, gdy firma zaczyna przynosić zyski.

Teresa: Co poradziłbyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to zbyt mało klientów, aby „przeżyć”?

Artur: Z pewnością ciężką, systematyczną pracę. Pamiętajmy też, że jesteśmy wizytówką własnej firmy. Jest takieniderlandzki-od-podstaw-cz3-cd polskie przysłowie „jak cię widzą, tak cię piszą”. Warto mieć je w tyle głowy, jadąc na spotkanie z klientem czy kontrahentem (szczególnie prosto z budowy…). Podam przykład z własnej branży: nawet jeśli jesteś jednoosobową firmą i bardzo zapracowanym budowlańcem, nie pojawiaj się w roboczym ubraniu na spotkaniu, na którym omawiasz warunki współpracy z inwestorem czy klientem. Wyglądem także okazujesz swoje kompetencje i szacunek do rozmówcy. Takim cię klient zapamięta, jakim cię zobaczy! Przestrzegam przed takim podejściem, bo za dużo można stracić. Konkurencja jest naprawdę spora w naszej branży, a pamiętajmy, że pierwsze wrażenie jest tylko jedno…

Teresa: Na zakończenie, co chciałbyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność ?

Artur: Nigdy nie wolno się zniechęcać, niezależnie od tego ile razy i jak nie wychodzi, warto próbować od nowa, rozwijać się, inwestować w siebie. Rynek się zmienia. Nie można stać w miejscu i czekać, że firma sama się rozwinie w dobrym kierunku.

Teresa: Czy powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy tego rodzaju wydania przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu albo ułatwiły jego prowadzenie?

Artur: Zdecydowanie tak i jeżeli tylko taka książka będzie, chętnie ją przeczytam, jako nowe doświadczenie i wskazówki, jak prowadzić firmę i jak nie popełniać błędów.

Teresa: Arturze, dziękuję bardzo za rozmowę i że znalazłeś czas, szczególnie że masz teraz bardzo gorący okres w pracy. W Holandii jest spora liczba początkujących firm prowadzonych przez Polaków, którzy mają problemy podobne do Twoich lub dopiero je odkryją w trakcie swojej działalności. Tym bardziej dzielenie się doświadczeniami jest bezcenne. Między innymi dlatego zgadzam się całkowicie z Tobą, że spotkania biznesowe są bardzo pożyteczne.

Życzę Ci wielu klientów i rozwoju firmy.

Rozmowa z Franciszkiem Roguskim – prawnikiem specjalizującym się w holenderskim prawie pracy.

franciszek-roguski

 

Dzisiaj rozmawiam z Franciszkiem Roguskim – prawnikiem specjalizującym się w holenderskim prawie pracy, założycielem kancelarii www.Prawnik.nl. Żadna góra nie jest dla niego za wysoka, nie dał się złamać niedoskonałościom w posługiwaniu się językiem niderlandzkim i z wyróżnieniem skończył studia prawnicze w Holandii.

Od 2013 roku prowadzi swoją kancelarię, łączy polską kreatywność z holenderskim pragmatyzmem. Nie bez powodu mówią o nim polonijny Robin Hood. Dla setek polskich pracowników odzyskał zaległe wypłaty od pracodawców. Polak Roku 2016 w kategorii Młody Polak Sukcesu!

 

 

 

Teresa: Przyjechałeś do Holandii znając już język niderlandzki, czy dopiero na miejscu podjąłeś naukę?

Franciszek: Przyjechałem do Holandii w 2001 bez znajomości niderlandzkiego i na początku rozmawiałem tylko po angielsku. Właściwie nie mogę powiedzieć, że podjąłem regularną naukę, bo uczyłem się sam, ale zadawałem w moim otoczeniu wiele pytań o zasady języka holenderskiego. Pamiętam, że rysowałem tabele z odmianą czasowników, czytałem komiksy i z  obrazków starałem się wnioskować, o co mniej więcej chodzi. Oglądałem też kreskówki dla dzieci w wieku przedszkolnym i powtarzałem proste dialogi. Można powiedzieć, że korzystałem właśnie z takich niekonwencjonalnych metod nauki języka. W profesjonalnych  lekcjach niderlandzkiego zacząłem brać udział dopiero w 2011, kiedy byłem na pierwszym roku studiów.
Teresa: Masz własny, świetnie działający biznes. Twoja firma jest znana nie tylko wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłeś się holenderskiego języka biznesowego?
Franciszek: Podstawowe słownictwo biznesowe poznałem studiując prawo przedsiębiorcze i podatkowe, podstawy księgowości i negocjacje. Nie uczyłem się holenderskiego języka biznesowego specjalnie na potrzeby swojej firmy, ponieważ nigdy nie było takiej potrzeby. Wszyscy moi klienci to Polacy i zawsze po polsku omawiam z nimi warunki współpracy. Natomiast kiedy w roli ich pełnomocnika żądam zaległych wypłat od ich holenderskich pracodawców, używam bardziej żargonu prawniczego niż języka biznesowego.
Teresa: Czy Twoim zdaniem możliwe jest zbudowanie w Holandii własnej firmy bez znajomości lokalnej  kultury biznesowej?
Franciszek: Teoretycznie tak, ale żeby funkcjonowała ona poprawnie, potrzebne są osoby pośredniczące pomiędzy nią a rynkiem i instytucjami. Przykładem są jednoosobowe firmy budowlane, które w roli podwykonawców podejmują zlecenia swojego polskojęzycznego zleceniodawcy. To powoduje, że nie może on stać się niezależny, ponieważ bez znajomości języka niderlandzkiego i zasad funkcjonowania rynku nie jest w stanie się uwolnić i pracować samodzielnie. Taki podwykonawca niestety nie dyktuje, ani nawet nie proponuje własnych warunków, tylko musi akceptować to, co dostaje. Mamy wtedy właściwie do czynienia bardziej z pracownikiem niż przedsiębiorcą. Taka sytuacja jest z pewnością wygodna na początku, kiedy człowiek uczy się języka niderlandzkiego  i prowadzenia własnej działalności. Pewnie są ludzie, którym  odpowiada to na dłużej i nie będą niczego zmieniać. Ale osoba, która chce osiągnąć coś więcej, będzie szukać możliwości zmiany.
Myślę, że kultury biznesowej może i powinien uczyć się każdy. Dopiero kiedy ją pozna,  ma prawdziwą możliwość budowania własnego biznesu, osadzonego w holenderskich warunkach.

Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?
Franciszek: Nie prowadziłem nigdy biznesu w Polsce, ale z obserwacji polskich przedsiębiorców widzę przede wszystkim, że w Holandii łatwiej jest zacząć. Nie ma tutaj ZUS-u, ani innych instytucji duszących przedsiębiorstwa w zarodku. Kiedy w Holandii zakłada się firmę i jeśli się (prawie) nic nie zarabia, to się (prawie) nic nie płaci. W Polsce trzeba najpierw odłożyć pieniądze na tzw. start.

Teresa: Co poradziłbyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, ale mimo to za mało klientów, aby „przeżyć”?
Franciszek: „Zmień sposób myślenia i zdobądź więcej klientów.” Warto zastanowić się, kto i dlaczego  jest w stanie dobrze ocenić nasze produkty lub usługi. Oraz co o nich myślą osoby, które ich nie kupują i jaki jest tego powód?

Teresa: Na zakończenie, co chciałbyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność swojej firmy?
Franciszek: Powodzenia!

Teresa: Dziękuję za poświęcony czas, rozmowę i rady dla polskich przedsiębiorców. Mam nadzieję, że zmotywują wiele osób do odważnych kroków zawodowych, przekraczania barier i szukania możliwości – nauki języka niderlandzkiego, poznawania realiów holenderskiego rynku i kultury pracy.

 

Rozmowa z Darią Kanters, współwłaścicielką firmy „CONDIBLE”

Dzisiaj rozmawiam z Darią Kanters, którą poznałam w stowarzyszeniu PPW.

daria-kanters

Daria ukończyła studia prawnicze na Uniwersytecie Gdańskim, a następnie aplikację radcowską w Warszawie, uzyskując tytuł radcy prawnego. Skończyła również studia z zakresu prawa europejskiego na Uniwersytecie w Nijmegen. Pracowała w banku GE oraz departamentach bankowości i finansów renomowanych kancelarii prawnych – Baker & McKenzie oraz CMS. Obecnie jest współwłaścicielką firmy „CONDIBLE” www.condible.com  Zapraszam do przeczytania ciekawego wywiadu z Darią.

 

Teresa: Przyjechałaś do Holandii znając już język niderlandzki czy dopiero tu, na miejscu podjęłaś naukę?

Daria: Kolorowałabym rzeczywistość, gdybym twierdziła, że przyjechałam do Holandii świetnie przygotowana, w tym i w zakresie znajomości języka. Patrząc z perspektywy, wiem, że byłoby mi łatwiej w początkowym okresie po przyjeździe, gdybym jadąc tu, bardziej skorzystała z doświadczenia już tu będących.

Przed przyjazdem do Holandii skończyłam wprawdzie podstawowy kurs holenderskiego, ale raczej uczestniczyłam w nim, powiedzmy, hobbystycznie. Prawdziwą naukę języka, nastawioną na efekty rozpoczęłam już na miejscu. Po przyjeździe zapisałam się na kurs z nastawieniem zdania egzaminu państwowego. Cieszę się, że to zrobiłam, bo pewnie teraz trudniej byłoby znaleźć zapał. Moje doświadczenie wskazuje, więc, że warto uczyć się od początku i to jak najintensywniej, żeby jak najszybciej móc korzystać z efektów nauki.

Teresa: Jesteś wszechstronną kobietą, bardzo zaangażowaną społecznie. Pracujesz w zarządzie w świetnej organizacji Polish Professsional Women in the Netherlands (PPW). Jak Ty znajdujesz na te wszystkie zajęcia czas? (Proszę powiedz coś o PPW).

Daria: PPW www.polishprpfessionalwomen.com to stowarzyszenie, łączące Polki profesjonalistki, chcące rozwijać się zawodowo lub biznesowo w Holandii. Kobiety zrzeszone w stowarzyszeniu łączy chęć spotkania innych ciekawych Polek, wymiany doświadczeń i potrzeba aktywności, mimo trudności, które mogą wiązać się z faktem bycia nie w Polsce. Jedną z wartości stowarzyszenia jest odwaga, a to właśnie dlatego, że członkinie PPW podejmują wyzwania i szukają rozwiązań w nowych sytuacjach.

W stowarzyszeniu jest ponad 100 rewelacyjnych pań. Oczywiście, czekamy na nowe członkinie. Każda znajdzie tu coś dla siebie.

Te, które lubią posłuchać ciekawych wykładów, brać udział w treningach mogą uczestniczyć w comiesięcznych wydarzeniach.

Te, które lubią dzielić się swoimi przeżyciami i doświadczeniami mogą przyjść na spotkania networkingowe oraz śniadania tematyczno-branżowe.

A te, które lubią organizować, mogą zaangażować się aktywnie w działalność stowarzyszenia, jako członkinie-komisarki. Stowarzyszenie działa dzięki energii 30 z nich i bez nich po prostu nie mogłoby funkcjonować.

Dołączyłam do pomysłu zebrania Polek wokół wspólnych aktywności i przyznaję, że bardzo się zaangażowałam, w szczególności w działalność na rzecz społeczności wokół nas – mamy również odrębną komisję odpowiedzialności społecznej i zainteresowanych jej działalnością odsyłam do strony http://polishprofessionalwomen.com/social-responsibility/. Uważam, że ważnym jest otwartość i kontakt z innymi organizacjami międzynarodowymi i holenderskimi. Przez współpracę uczymy się od siebie wzajemnie.

Jeśli chodzi o znajdowanie czasu, to jest to, myślę, kwestia, czerpania satysfakcji w połączeniu z szukaniem sensu w tym, czego się podejmujemy, a potem już „tylko” ustawiania priorytetów 😉

daria-kanters-i-monika

Teresa: Przez wiele lat pracowałaś w dużej korporacji. Od kilku miesięcy prowadzisz własny, kwitnący biznes. Czy posługujesz się w kontaktach z klientami językiem niderlandzkim? W jaki sposób nauczyłaś się holenderskiego języka biznesowego? Czy uczęszczając na kurs? A może, jako samouk?

Daria: Ciągle, nieprzerwanie uczę się holenderskiego. W każdej sytuacji, niezależnie czy jest ona biznesowa, czy też towarzyska. Staram się oddzielić dwie kwestie: to, w czym jestem specjalistką od tego, że być może to, jak o tym opowiadam nie jest tak płynne, jak byłoby gdybym robiła to po polsku. Myślę, że każdy, kto nie działa we własnym kraju wie, że braki „opakowania” powinien kompensować, jakością „wnętrza”. Widzę, że to przynosi efekty.

Uważam, że nauka nowego języka jest połączeniem teoretycznego wysiłku w szkole, czy na kursie z praktycznym treningiem. Z językiem jest jak z biznesem – można i w zasadzie należy się przygotować teoretycznie i najlepiej u specjalisty, ale potem nic nie zastąpi własnego działania. Jasnym jest, że nie będzie od początku gładko, a może nawet zawsze pozostanie trochę chropowato. Chodzi w końcu o te przysłowiowe „plusy dodatnie” i to żeby rozumieć i zostać zrozumianym.

Pomaga mi to, moim drugim językiem, w szczególności zawodowym, jest angielski i łatwo przychodzi mi przechodzenie z holenderskiego na angielski, jeżeli tylko tak jest efektywniej.

W CONDIBLE www.condible.com, który prowadzimy wspólnie z Moniką Boomgaard pomagamy przedsiębiorcom budować strategie biznesowe, bo naszą siłą jest to, że umiemy przenieść lata doświadczenia korporacyjnego i związanej w tym wiedzy, uporządkowania i bezpieczeństwa działania do małego biznesu, który często działa w warunkach większego chaosu i potrzebuje know-how i wsparcia struktury. Nie mówimy jednak, ze naszą największa wartością dodaną jest holenderski. Nasi klienci biorą nas takimi, jakimi jesteśmy, czyli z polskim akcentem i z angielskim, jako alternatywą, gdy tak łatwiej. Ci, którym to nie odpowiada nie staną się naszymi klientami.

Teresa: Czy Twoim zdaniem jest możliwe zbudowanie swego, dobrze prosperującego biznesu tutaj w Holandii bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

Daria: Odpowiem odrobinę przewrotnie, że uważam, iż jeżeli komuś nie wyjdzie zbudowanie dobrze prosperującego biznesu w Holandii, to pewnie nie z powodu tego, że nie znał teorii holenderskiej kultury biznesowej.

Uważam, że mimo różnic, biznes w Holandii i w innych państwach, w szczególności Unii Europejskiej jest w zasadzie podobny. W końcu ludzie biznesu posługują się tym samym językiem ekonomii.

Oczywiście dobrze jest być świadomym różnic kulturowych. Przez tą świadomość rozumiem przede wszystkim, znajomość własnych reakcji na różnego rodzaju odmienne zachowania. Nie ma co jednak za bardzo skupiać się na różnicach, a w szczególności stereotypach, chyba, że w kontekście unikalnej cechy wyróżniającej nas na rynku w stosunku do konkurencji.

Na początek warto poczytać, popytać innych, którzy mają większe doświadczenie przeprowadzić tzw. teoretyczne rozpoznanie rynku. Dość szybko warto jednak zaprawiać się w boju przez kontakty z tym, co uważamy za odmienne. W ten sposób oswajamy różnice.

Szczęśliwie, przedsiębiorcy to taka grupa, która szybko się uczy i jest w stanie wyciągać wnioski. Albo sami zaobserwują na czym polega różnica i jaki ma wpływ na ich biznes albo zwrócą się o pomoc do kogoś, kto im pomoże pokonać początkowe przeszkody.

Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Daria: Pracowałam w międzynarodowych firmach, gdzie spotykali się ludzie z różnych środowisk i kultur i gdzie starano się nie podkreślać podziałów „my” i „oni”. Jednego jestem pewna, w kwestii relacji biznesowych nie jest inaczej jak w kwestii innych relacji międzyludzkich – trzeba uporządkować swoje własne przekonania i stereotypy. Warto zacząć więc od siebie i uświadomienia sobie swoich sposobów na prowadzenie biznesu.

Wszystkim expatom biznesowym radzę zapisać się do lokalnych organizacji czy to branżowych, czy to networkingowych. A to po to, żeby mieć szansę otoczyć się tutejszymi ludźmi biznesu i samemu sprawdzić, w jaki sposób się zachowują.

Oczywiście, tu wracamy do kwestii znajomości języka. Dużo łatwiej jest znając holenderski lub angielski.

Teresa: Masz wielu klientów. Czy oni sami Cię znaleźli czy dotarłaś do nich przez prowadzenie marketingu w języku niderlandzkim?

Daria: Marketing online prowadzimy wyłącznie po angielsku. Chcemy, żeby było jasnym, że możemy pracować również po angielsku. Nasza usługa to doradztwo i konsultacje. Ich świadczenie opiera się w ogromnej mierze o zaufanie. Uważamy, że błędem byłoby w przypadku naszego biznesu sprawianie wrażenia, że jesteśmy Holenderkami. Angielski marketing online powoduje, że zwracają się do nas klienci, którym nie przeszkadza praca w międzynarodowym formacie. W takiej sytuacji fakt, że możemy komunikować się również po holendersku jest miłym zaskoczeniem.

Natomiast, jeżeli chodzi o nasze kontakty offline, to większość interakcji z Holendrami odbywa się właśnie po holendersku m.in po to, aby nawiązać z potencjalnym klientem relację i sprawdzić, czy będzie ona obu stronom odpowiadać. Naszymi klientami są również expaci zainteresowani prowadzeniem biznesu w Holandii i wówczas językiem komunikacji jest angielski.

Teresa: Co poradziłabyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to mają za mało klientów by „przeżyć”?

Daria: Nie wchodząc w szczegóły, bo w końcu różne mogą być powody takiego stanu rzeczy, poradziłabym skupienie na odbiorcy tych produktów lub usług i zaadresowanie swoich działań marketingowych właśnie do niego. Przy czym, mimo że żyjemy w dobie świata online, sugerowałbym szukanie kontaktów offline i zbadanie w praktyce, w jaki sposób klienci odbierają usługi i produkty.

Zdaję sobie z tego sprawę, że powyższe łatwiej powiedzieć niż wykonać w praktyce. Każdemu z nas jest trudno być adwokatem we własnej sprawie, dlatego też, jeżeli wyznaczyliśmy sobie realistyczny czaso-okres na rozwinięcie biznesu, a mimo jego upływu sytuacja nie pozwala „przeżyć”, to może warto zwrócić się o wsparcie z zewnątrz? Tak jak mało kto zaczyna biznes, bo zna się na administracji (chyba, że jest to biuro administracyjne), kwestiach regulacyjnych, czy marketingowych, tak i mało kto zaczyna biznes, bo jest świetnym strategiem biznesowym. Zwykle zaczynamy biznes, bo po prostu lubimy nasz własny produkt lub usługę. A przecież każdy początkujący przedsiębiorca musi pełnić wiele funkcji jednocześnie i choćby bardzo chciał nie może skupić się wyłącznie na produkcie i usłudze. W początkowej fazie biznesu szybko uwidaczniają się nasze mocniejsi i słabsze strony. Moim zdaniem wygrywają ci, którzy jak najszybciej akceptują swoje słabsze strony i szukają rozsądnych rozwiązań z zewnątrz.

Teresa: Na zakończenie, czym chciałabyś podzielić się z Polakami w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność swojej firmy?

Daria: Poradziłabym dobrze planować. Nie da się przewidzieć wszystkiego, to jasne. Ale kompletny „bezplan” pokazuje, że jest to raczej trudniejsza droga na prowadzenie biznesu niż łatwiejsza. Odsyłam do naszego bloga w tej kwestii: https://www.condible.com/business-plan-practice/

Tak jak powiedziałam na początku, sama mogłam lepiej przygotować się do przeprowadzki niż to zrobiłam, a wówczas rzeczy wydarzałyby się szybciej, a niektóre mniej boleśnie. Obecnie dostępnych jest coraz więcej informacji i materiałów na temat Holandii i prowadzenia biznesu tutaj. Po prostu szkoda byłoby nie skorzystać z tym możliwości i być mądrym po tej szkodzie. Polecam choćby przejrzenie tej strony: https://business.gov.nl/ która jest prowadzona po angielsku.

Jeżeli ktoś chce rozpocząć biznes i planuje go prowadzić bezpośrednio samemu, a do tego jego klientami mają być Holendrzy, to radzę jak najszybszą i najefektywniejszą naukę holenderskiego i kontakt z Tobą 😉

Jeżeli natomiast ktoś napotyka na przeszkody w organizacji swojego biznesu tutaj. Nie wie, gdzie i jak zacząć, to zachęcam do kontaktu z CONDIBLE.

dla-polskich-przedsiebiorcow-w-holandii-kurs-j-niderlandzkiego-2

Teresa: Czy, powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy gdyby tego rodzaju wydania były wtedy na rynku, czy przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu?

Generalnie jestem zawsze za tym, żeby podręczniki były dostępne. Uważam, że uczenie się powinno być łatwiejsze niż trudniejsze, a dostępność materiałów, czyni sprawę wygodniejszą. Osobiście bardzo lubię czytać i być może z ciekawości zajrzałabym i do takiej lektury. Przyznam jednak, że najwięcej kultury i to w każdym wydaniu nauczyłam się w praktyce przez kontakty z innymi ludźmi, w szczególności tymi, którzy robili to, co chciałam robić i przez to mogłam się od nich uczyć.