Blog

Wywiad z Arturem Mulaskim – właścicielem firmy “Majstro Bouw”

artur-mularski

Moim dzisiejszym rozmówcą jest Artur Mularski. Artur jest budowlańcem z takim doświadczeniem, że żadna przebudowa mieszkania nie ma przed nim tajemnic. Potrafi wyczarować łazienki w najbardziej nieoczekiwanym, wymagającym i oryginalnym stylu. A wygląd salonów w jego wykonaniu przyprawia o zawrót głowy!

 

 

Teresa: Czy kiedy przyjechałeś do Holandii znałeś choć trochę język niderlandzki czy dopiero na miejscu podjąłeś naukę?

Artur: Przyjechałem do Holandii 20 lat temu w poszukiwaniu lepszego życia, w czasach gdy wiele osób z branży budowlanej próbowało swoich sił na rynku holenderskim. Zdecydowanie nie sprzyjał on wtedy Polakom. Było naprawdę ciężko. Nie lada wyzwaniem było chociażby kupno materiałów budowlanych w sieciach Bouwmaat czy Pontmeyer. Ponieważ na początku pracowałem na bazie swojej polskiej firmy, bez dokumentu KVK  (holenderski rejestr handlowy dla firm) nie chciano nawet rozmawiać  o sprzedaniu mi czegokolwiek. Z czasem wszystko radykalnie się zmieniło – to sklepy wyszły nam na przeciw, zatrudniły nawet polskojęzyczną obsługę.  Kiedy zaczynałem, nie znałem języka holenderskiego, ale mówiłem po niemiecku. Następnie  poszedłem do szkoły językowej i muszę przyznać, że miło wspominam okres nauki niderlandzkiego.

Teresa: Masz własny, rozwijający się biznes. Twoja firma jest znana nie tylko wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłeś się holenderskiego języka biznesowego? Opowiedz proszę swoją historię.

Artur: Moja firma była zarejestrowana od 2000 roku w Polsce, dopiero po 10 latach zdecydowałem się na jej zamknięcie i otwarcie w Holandii, ponieważ moje życie toczyło się tutaj, a kontakty z Polską miałem bardzo sporadyczne. Działanie w branży budowlanej zbudowało we mnie szacunek do klienta i inwestora, nauczyłem się tak konstruować ofertę, aby inwestor miał pełną świadomość, na co idą jego pieniądze i co w zamian będzie miał zaoferowane. To był (i jest) także ogromny trening biznesowego języka holenderskiego. Przez 10 lat prowadziłem projekty na terenie całej Holandii, począwszy od Venlo a zakończywszy w Groningen. Teraz osiadłem w Noord-Holland i od 7 lat pracuję wyłącznie na terenie Amsterdamu i Laren . Moja firma jest bardzo rozpoznawalna zarówno wśród Polaków, jak i wśród Holendrów.   mularski-logo

www.majstro-bouw.nl

Teresa: Czy, Twoim zdaniem, możliwe jest zbudowanie tutaj własnej firmy bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

Artur: Hm, to bardzo trudne pytanie. Generalnie budowanie własnego przedsiębiorstwa to ciężka, ciągła praca, która przynosi większe efekty dopiero po kilku latach. Niestety wielu ludzi poddaje się po kilku nieudanych inwestycjach czy innych pechowych wydarzeniach, które spowodowały straty i zbudziły obawę o większe kłopoty finansowe.  Mimo sporego już doświadczenia, cały czas uczę się biznesu, ponieważ wszystko wokół się zmienia. Wydawałoby się, że dobry biznesplan i dążenie do jego realizacji zaplanowanymi krokami to podstawa. Ale trzeba być naprawdę bardzo elastycznym i szybko dostosowywać się do zmieniających się stale indywidualnych potrzeb klientów i inwestorów.

Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Artur: Zasadnicze różnica to mentalność Polaków i Holendrów, która we wszystkich kwestiach przekłada się na to, jak się zachowują “w pracy”, jaki mają styl, kulturę, przyzwyczajenia itp.

Nie ukrywam, że tutaj zwyczajnie lżej prowadzi się firmę. Sprzyja temu większa życzliwość  i przyjazny stosunek do drugiego człowieka.

Różni nas jeszcze takie podejście do biznesu, że w Polsce chcemy od razu, za wszelką cenę, a najlepiej już w rok, dorobić się domu, auta i sporej sumy na koncie.  Natomiast Holendrzy są spokojniejsi i bardziej cierpliwi, rozkładają efektywność dorobku i swoje oczekiwania na kilka lat, gdy firma zaczyna przynosić zyski.

Teresa: Co poradziłbyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to zbyt mało klientów, aby „przeżyć”?

Artur: Z pewnością ciężką, systematyczną pracę. Pamiętajmy też, że jesteśmy wizytówką własnej firmy. Jest takieniderlandzki-od-podstaw-cz3-cd polskie przysłowie “jak cię widzą, tak cię piszą”. Warto mieć je w tyle głowy, jadąc na spotkanie z klientem czy kontrahentem (szczególnie prosto z budowy…). Podam przykład z własnej branży: nawet jeśli jesteś jednoosobową firmą i bardzo zapracowanym budowlańcem, nie pojawiaj się w roboczym ubraniu na spotkaniu, na którym omawiasz warunki współpracy z inwestorem czy klientem. Wyglądem także okazujesz swoje kompetencje i szacunek do rozmówcy. Takim cię klient zapamięta, jakim cię zobaczy! Przestrzegam przed takim podejściem, bo za dużo można stracić. Konkurencja jest naprawdę spora w naszej branży, a pamiętajmy, że pierwsze wrażenie jest tylko jedno…

Teresa: Na zakończenie, co chciałbyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność ?

Artur: Nigdy nie wolno się zniechęcać, niezależnie od tego ile razy i jak nie wychodzi, warto próbować od nowa, rozwijać się, inwestować w siebie. Rynek się zmienia. Nie można stać w miejscu i czekać, że firma sama się rozwinie w dobrym kierunku.

Teresa: Czy powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy tego rodzaju wydania przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu albo ułatwiły jego prowadzenie?

Artur: Zdecydowanie tak i jeżeli tylko taka książka będzie, chętnie ją przeczytam, jako nowe doświadczenie i wskazówki, jak prowadzić firmę i jak nie popełniać błędów.

Teresa: Arturze, dziękuję bardzo za rozmowę i że znalazłeś czas, szczególnie że masz teraz bardzo gorący okres w pracy. W Holandii jest spora liczba początkujących firm prowadzonych przez Polaków, którzy mają problemy podobne do Twoich lub dopiero je odkryją w trakcie swojej działalności. Tym bardziej dzielenie się doświadczeniami jest bezcenne. Między innymi dlatego zgadzam się całkowicie z Tobą, że spotkania biznesowe są bardzo pożyteczne.

Życzę Ci wielu klientów i rozwoju firmy.

Rozmowa z Franciszkiem Roguskim – prawnikiem specjalizującym się w holenderskim prawie pracy.

franciszek-roguski

 

Dzisiaj rozmawiam z Franciszkiem Roguskim – prawnikiem specjalizującym się w holenderskim prawie pracy, założycielem kancelarii www.Prawnik.nl. Żadna góra nie jest dla niego za wysoka, nie dał się złamać niedoskonałościom w posługiwaniu się językiem niderlandzkim i z wyróżnieniem skończył studia prawnicze w Holandii.

Od 2013 roku prowadzi swoją kancelarię, łączy polską kreatywność z holenderskim pragmatyzmem. Nie bez powodu mówią o nim polonijny Robin Hood. Dla setek polskich pracowników odzyskał zaległe wypłaty od pracodawców. Polak Roku 2016 w kategorii Młody Polak Sukcesu!

 

 

 

Teresa: Przyjechałeś do Holandii znając już język niderlandzki, czy dopiero na miejscu podjąłeś naukę?

Franciszek: Przyjechałem do Holandii w 2001 bez znajomości niderlandzkiego i na początku rozmawiałem tylko po angielsku. Właściwie nie mogę powiedzieć, że podjąłem regularną naukę, bo uczyłem się sam, ale zadawałem w moim otoczeniu wiele pytań o zasady języka holenderskiego. Pamiętam, że rysowałem tabele z odmianą czasowników, czytałem komiksy i z  obrazków starałem się wnioskować, o co mniej więcej chodzi. Oglądałem też kreskówki dla dzieci w wieku przedszkolnym i powtarzałem proste dialogi. Można powiedzieć, że korzystałem właśnie z takich niekonwencjonalnych metod nauki języka. W profesjonalnych  lekcjach niderlandzkiego zacząłem brać udział dopiero w 2011, kiedy byłem na pierwszym roku studiów.
Teresa: Masz własny, świetnie działający biznes. Twoja firma jest znana nie tylko wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłeś się holenderskiego języka biznesowego?
Franciszek: Podstawowe słownictwo biznesowe poznałem studiując prawo przedsiębiorcze i podatkowe, podstawy księgowości i negocjacje. Nie uczyłem się holenderskiego języka biznesowego specjalnie na potrzeby swojej firmy, ponieważ nigdy nie było takiej potrzeby. Wszyscy moi klienci to Polacy i zawsze po polsku omawiam z nimi warunki współpracy. Natomiast kiedy w roli ich pełnomocnika żądam zaległych wypłat od ich holenderskich pracodawców, używam bardziej żargonu prawniczego niż języka biznesowego.
Teresa: Czy Twoim zdaniem możliwe jest zbudowanie w Holandii własnej firmy bez znajomości lokalnej  kultury biznesowej?
Franciszek: Teoretycznie tak, ale żeby funkcjonowała ona poprawnie, potrzebne są osoby pośredniczące pomiędzy nią a rynkiem i instytucjami. Przykładem są jednoosobowe firmy budowlane, które w roli podwykonawców podejmują zlecenia swojego polskojęzycznego zleceniodawcy. To powoduje, że nie może on stać się niezależny, ponieważ bez znajomości języka niderlandzkiego i zasad funkcjonowania rynku nie jest w stanie się uwolnić i pracować samodzielnie. Taki podwykonawca niestety nie dyktuje, ani nawet nie proponuje własnych warunków, tylko musi akceptować to, co dostaje. Mamy wtedy właściwie do czynienia bardziej z pracownikiem niż przedsiębiorcą. Taka sytuacja jest z pewnością wygodna na początku, kiedy człowiek uczy się języka niderlandzkiego  i prowadzenia własnej działalności. Pewnie są ludzie, którym  odpowiada to na dłużej i nie będą niczego zmieniać. Ale osoba, która chce osiągnąć coś więcej, będzie szukać możliwości zmiany.
Myślę, że kultury biznesowej może i powinien uczyć się każdy. Dopiero kiedy ją pozna,  ma prawdziwą możliwość budowania własnego biznesu, osadzonego w holenderskich warunkach.

Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?
Franciszek: Nie prowadziłem nigdy biznesu w Polsce, ale z obserwacji polskich przedsiębiorców widzę przede wszystkim, że w Holandii łatwiej jest zacząć. Nie ma tutaj ZUS-u, ani innych instytucji duszących przedsiębiorstwa w zarodku. Kiedy w Holandii zakłada się firmę i jeśli się (prawie) nic nie zarabia, to się (prawie) nic nie płaci. W Polsce trzeba najpierw odłożyć pieniądze na tzw. start.

Teresa: Co poradziłbyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, ale mimo to za mało klientów, aby „przeżyć”?
Franciszek: “Zmień sposób myślenia i zdobądź więcej klientów.” Warto zastanowić się, kto i dlaczego  jest w stanie dobrze ocenić nasze produkty lub usługi. Oraz co o nich myślą osoby, które ich nie kupują i jaki jest tego powód?

Teresa: Na zakończenie, co chciałbyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność swojej firmy?
Franciszek: Powodzenia!

Teresa: Dziękuję za poświęcony czas, rozmowę i rady dla polskich przedsiębiorców. Mam nadzieję, że zmotywują wiele osób do odważnych kroków zawodowych, przekraczania barier i szukania możliwości – nauki języka niderlandzkiego, poznawania realiów holenderskiego rynku i kultury pracy.

 

Rozmowa z Darią Kanters, współwłaścicielką firmy „CONDIBLE”

Dzisiaj rozmawiam z Darią Kanters, którą poznałam w stowarzyszeniu PPW.

daria-kanters

Daria ukończyła studia prawnicze na Uniwersytecie Gdańskim, a następnie aplikację radcowską w Warszawie, uzyskując tytuł radcy prawnego. Skończyła również studia z zakresu prawa europejskiego na Uniwersytecie w Nijmegen. Pracowała w banku GE oraz departamentach bankowości i finansów renomowanych kancelarii prawnych – Baker & McKenzie oraz CMS. Obecnie jest współwłaścicielką firmy „CONDIBLE” www.condible.com  Zapraszam do przeczytania ciekawego wywiadu z Darią.

 

Teresa: Przyjechałaś do Holandii znając już język niderlandzki czy dopiero tu, na miejscu podjęłaś naukę?

Daria: Kolorowałabym rzeczywistość, gdybym twierdziła, że przyjechałam do Holandii świetnie przygotowana, w tym i w zakresie znajomości języka. Patrząc z perspektywy, wiem, że byłoby mi łatwiej w początkowym okresie po przyjeździe, gdybym jadąc tu, bardziej skorzystała z doświadczenia już tu będących.

Przed przyjazdem do Holandii skończyłam wprawdzie podstawowy kurs holenderskiego, ale raczej uczestniczyłam w nim, powiedzmy, hobbystycznie. Prawdziwą naukę języka, nastawioną na efekty rozpoczęłam już na miejscu. Po przyjeździe zapisałam się na kurs z nastawieniem zdania egzaminu państwowego. Cieszę się, że to zrobiłam, bo pewnie teraz trudniej byłoby znaleźć zapał. Moje doświadczenie wskazuje, więc, że warto uczyć się od początku i to jak najintensywniej, żeby jak najszybciej móc korzystać z efektów nauki.

Teresa: Jesteś wszechstronną kobietą, bardzo zaangażowaną społecznie. Pracujesz w zarządzie w świetnej organizacji Polish Professsional Women in the Netherlands (PPW). Jak Ty znajdujesz na te wszystkie zajęcia czas? (Proszę powiedz coś o PPW).

Daria: PPW www.polishprpfessionalwomen.com to stowarzyszenie, łączące Polki profesjonalistki, chcące rozwijać się zawodowo lub biznesowo w Holandii. Kobiety zrzeszone w stowarzyszeniu łączy chęć spotkania innych ciekawych Polek, wymiany doświadczeń i potrzeba aktywności, mimo trudności, które mogą wiązać się z faktem bycia nie w Polsce. Jedną z wartości stowarzyszenia jest odwaga, a to właśnie dlatego, że członkinie PPW podejmują wyzwania i szukają rozwiązań w nowych sytuacjach.

W stowarzyszeniu jest ponad 100 rewelacyjnych pań. Oczywiście, czekamy na nowe członkinie. Każda znajdzie tu coś dla siebie.

Te, które lubią posłuchać ciekawych wykładów, brać udział w treningach mogą uczestniczyć w comiesięcznych wydarzeniach.

Te, które lubią dzielić się swoimi przeżyciami i doświadczeniami mogą przyjść na spotkania networkingowe oraz śniadania tematyczno-branżowe.

A te, które lubią organizować, mogą zaangażować się aktywnie w działalność stowarzyszenia, jako członkinie-komisarki. Stowarzyszenie działa dzięki energii 30 z nich i bez nich po prostu nie mogłoby funkcjonować.

Dołączyłam do pomysłu zebrania Polek wokół wspólnych aktywności i przyznaję, że bardzo się zaangażowałam, w szczególności w działalność na rzecz społeczności wokół nas – mamy również odrębną komisję odpowiedzialności społecznej i zainteresowanych jej działalnością odsyłam do strony http://polishprofessionalwomen.com/social-responsibility/. Uważam, że ważnym jest otwartość i kontakt z innymi organizacjami międzynarodowymi i holenderskimi. Przez współpracę uczymy się od siebie wzajemnie.

Jeśli chodzi o znajdowanie czasu, to jest to, myślę, kwestia, czerpania satysfakcji w połączeniu z szukaniem sensu w tym, czego się podejmujemy, a potem już “tylko” ustawiania priorytetów 😉

daria-kanters-i-monika

Teresa: Przez wiele lat pracowałaś w dużej korporacji. Od kilku miesięcy prowadzisz własny, kwitnący biznes. Czy posługujesz się w kontaktach z klientami językiem niderlandzkim? W jaki sposób nauczyłaś się holenderskiego języka biznesowego? Czy uczęszczając na kurs? A może, jako samouk?

Daria: Ciągle, nieprzerwanie uczę się holenderskiego. W każdej sytuacji, niezależnie czy jest ona biznesowa, czy też towarzyska. Staram się oddzielić dwie kwestie: to, w czym jestem specjalistką od tego, że być może to, jak o tym opowiadam nie jest tak płynne, jak byłoby gdybym robiła to po polsku. Myślę, że każdy, kto nie działa we własnym kraju wie, że braki “opakowania” powinien kompensować, jakością “wnętrza”. Widzę, że to przynosi efekty.

Uważam, że nauka nowego języka jest połączeniem teoretycznego wysiłku w szkole, czy na kursie z praktycznym treningiem. Z językiem jest jak z biznesem – można i w zasadzie należy się przygotować teoretycznie i najlepiej u specjalisty, ale potem nic nie zastąpi własnego działania. Jasnym jest, że nie będzie od początku gładko, a może nawet zawsze pozostanie trochę chropowato. Chodzi w końcu o te przysłowiowe „plusy dodatnie” i to żeby rozumieć i zostać zrozumianym.

Pomaga mi to, moim drugim językiem, w szczególności zawodowym, jest angielski i łatwo przychodzi mi przechodzenie z holenderskiego na angielski, jeżeli tylko tak jest efektywniej.

W CONDIBLE www.condible.com, który prowadzimy wspólnie z Moniką Boomgaard pomagamy przedsiębiorcom budować strategie biznesowe, bo naszą siłą jest to, że umiemy przenieść lata doświadczenia korporacyjnego i związanej w tym wiedzy, uporządkowania i bezpieczeństwa działania do małego biznesu, który często działa w warunkach większego chaosu i potrzebuje know-how i wsparcia struktury. Nie mówimy jednak, ze naszą największa wartością dodaną jest holenderski. Nasi klienci biorą nas takimi, jakimi jesteśmy, czyli z polskim akcentem i z angielskim, jako alternatywą, gdy tak łatwiej. Ci, którym to nie odpowiada nie staną się naszymi klientami.

Teresa: Czy Twoim zdaniem jest możliwe zbudowanie swego, dobrze prosperującego biznesu tutaj w Holandii bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

Daria: Odpowiem odrobinę przewrotnie, że uważam, iż jeżeli komuś nie wyjdzie zbudowanie dobrze prosperującego biznesu w Holandii, to pewnie nie z powodu tego, że nie znał teorii holenderskiej kultury biznesowej.

Uważam, że mimo różnic, biznes w Holandii i w innych państwach, w szczególności Unii Europejskiej jest w zasadzie podobny. W końcu ludzie biznesu posługują się tym samym językiem ekonomii.

Oczywiście dobrze jest być świadomym różnic kulturowych. Przez tą świadomość rozumiem przede wszystkim, znajomość własnych reakcji na różnego rodzaju odmienne zachowania. Nie ma co jednak za bardzo skupiać się na różnicach, a w szczególności stereotypach, chyba, że w kontekście unikalnej cechy wyróżniającej nas na rynku w stosunku do konkurencji.

Na początek warto poczytać, popytać innych, którzy mają większe doświadczenie przeprowadzić tzw. teoretyczne rozpoznanie rynku. Dość szybko warto jednak zaprawiać się w boju przez kontakty z tym, co uważamy za odmienne. W ten sposób oswajamy różnice.

Szczęśliwie, przedsiębiorcy to taka grupa, która szybko się uczy i jest w stanie wyciągać wnioski. Albo sami zaobserwują na czym polega różnica i jaki ma wpływ na ich biznes albo zwrócą się o pomoc do kogoś, kto im pomoże pokonać początkowe przeszkody.

Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Daria: Pracowałam w międzynarodowych firmach, gdzie spotykali się ludzie z różnych środowisk i kultur i gdzie starano się nie podkreślać podziałów “my” i “oni”. Jednego jestem pewna, w kwestii relacji biznesowych nie jest inaczej jak w kwestii innych relacji międzyludzkich – trzeba uporządkować swoje własne przekonania i stereotypy. Warto zacząć więc od siebie i uświadomienia sobie swoich sposobów na prowadzenie biznesu.

Wszystkim expatom biznesowym radzę zapisać się do lokalnych organizacji czy to branżowych, czy to networkingowych. A to po to, żeby mieć szansę otoczyć się tutejszymi ludźmi biznesu i samemu sprawdzić, w jaki sposób się zachowują.

Oczywiście, tu wracamy do kwestii znajomości języka. Dużo łatwiej jest znając holenderski lub angielski.

Teresa: Masz wielu klientów. Czy oni sami Cię znaleźli czy dotarłaś do nich przez prowadzenie marketingu w języku niderlandzkim?

Daria: Marketing online prowadzimy wyłącznie po angielsku. Chcemy, żeby było jasnym, że możemy pracować również po angielsku. Nasza usługa to doradztwo i konsultacje. Ich świadczenie opiera się w ogromnej mierze o zaufanie. Uważamy, że błędem byłoby w przypadku naszego biznesu sprawianie wrażenia, że jesteśmy Holenderkami. Angielski marketing online powoduje, że zwracają się do nas klienci, którym nie przeszkadza praca w międzynarodowym formacie. W takiej sytuacji fakt, że możemy komunikować się również po holendersku jest miłym zaskoczeniem.

Natomiast, jeżeli chodzi o nasze kontakty offline, to większość interakcji z Holendrami odbywa się właśnie po holendersku m.in po to, aby nawiązać z potencjalnym klientem relację i sprawdzić, czy będzie ona obu stronom odpowiadać. Naszymi klientami są również expaci zainteresowani prowadzeniem biznesu w Holandii i wówczas językiem komunikacji jest angielski.

Teresa: Co poradziłabyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to mają za mało klientów by „przeżyć”?

Daria: Nie wchodząc w szczegóły, bo w końcu różne mogą być powody takiego stanu rzeczy, poradziłabym skupienie na odbiorcy tych produktów lub usług i zaadresowanie swoich działań marketingowych właśnie do niego. Przy czym, mimo że żyjemy w dobie świata online, sugerowałbym szukanie kontaktów offline i zbadanie w praktyce, w jaki sposób klienci odbierają usługi i produkty.

Zdaję sobie z tego sprawę, że powyższe łatwiej powiedzieć niż wykonać w praktyce. Każdemu z nas jest trudno być adwokatem we własnej sprawie, dlatego też, jeżeli wyznaczyliśmy sobie realistyczny czaso-okres na rozwinięcie biznesu, a mimo jego upływu sytuacja nie pozwala „przeżyć”, to może warto zwrócić się o wsparcie z zewnątrz? Tak jak mało kto zaczyna biznes, bo zna się na administracji (chyba, że jest to biuro administracyjne), kwestiach regulacyjnych, czy marketingowych, tak i mało kto zaczyna biznes, bo jest świetnym strategiem biznesowym. Zwykle zaczynamy biznes, bo po prostu lubimy nasz własny produkt lub usługę. A przecież każdy początkujący przedsiębiorca musi pełnić wiele funkcji jednocześnie i choćby bardzo chciał nie może skupić się wyłącznie na produkcie i usłudze. W początkowej fazie biznesu szybko uwidaczniają się nasze mocniejsi i słabsze strony. Moim zdaniem wygrywają ci, którzy jak najszybciej akceptują swoje słabsze strony i szukają rozsądnych rozwiązań z zewnątrz.

Teresa: Na zakończenie, czym chciałabyś podzielić się z Polakami w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność swojej firmy?

Daria: Poradziłabym dobrze planować. Nie da się przewidzieć wszystkiego, to jasne. Ale kompletny „bezplan” pokazuje, że jest to raczej trudniejsza droga na prowadzenie biznesu niż łatwiejsza. Odsyłam do naszego bloga w tej kwestii: https://www.condible.com/business-plan-practice/

Tak jak powiedziałam na początku, sama mogłam lepiej przygotować się do przeprowadzki niż to zrobiłam, a wówczas rzeczy wydarzałyby się szybciej, a niektóre mniej boleśnie. Obecnie dostępnych jest coraz więcej informacji i materiałów na temat Holandii i prowadzenia biznesu tutaj. Po prostu szkoda byłoby nie skorzystać z tym możliwości i być mądrym po tej szkodzie. Polecam choćby przejrzenie tej strony: https://business.gov.nl/ która jest prowadzona po angielsku.

Jeżeli ktoś chce rozpocząć biznes i planuje go prowadzić bezpośrednio samemu, a do tego jego klientami mają być Holendrzy, to radzę jak najszybszą i najefektywniejszą naukę holenderskiego i kontakt z Tobą 😉

Jeżeli natomiast ktoś napotyka na przeszkody w organizacji swojego biznesu tutaj. Nie wie, gdzie i jak zacząć, to zachęcam do kontaktu z CONDIBLE.

dla-polskich-przedsiebiorcow-w-holandii-kurs-j-niderlandzkiego-2

Teresa: Czy, powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy gdyby tego rodzaju wydania były wtedy na rynku, czy przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu?

Generalnie jestem zawsze za tym, żeby podręczniki były dostępne. Uważam, że uczenie się powinno być łatwiejsze niż trudniejsze, a dostępność materiałów, czyni sprawę wygodniejszą. Osobiście bardzo lubię czytać i być może z ciekawości zajrzałabym i do takiej lektury. Przyznam jednak, że najwięcej kultury i to w każdym wydaniu nauczyłam się w praktyce przez kontakty z innymi ludźmi, w szczególności tymi, którzy robili to, co chciałam robić i przez to mogłam się od nich uczyć.

Translator zrujnował moją karierę

E-learning concept

Translator zrujnował moją karierę, ponieważ przetłumaczyłam mój list motywacyjny z języka polskiego na holenderski właśnie w taki sposób. Później mój holenderski znajomy wytłumaczył mi, że w liście było wystarczająco dużo błędów, aby… nie zaprosić mnie na rozmowę kwalifikacyjną.

Zawsze mnie dziwi, że osoba, która chce się nauczyć języka niderlandzkiego, bez obaw używa nagminnie translatora jako narzędzia do tłumaczenia tekstów. Z holenderskiego na polski – no dobrze, zgodzę się. Zakładam, że każdy z nas ma jakieś wyczucie językowe i na pierwszy rzut oka widzi, o co chodzi w zdaniu czy nawet dłuższym tekście. Z polskiego na holenderski – nie ma mowy! Ostrzegam – wychodzą kompletne bzdury.

Częste wysługiwanie się translatorem to pierwszy krok do tego, aby się języka NIE nauczyć. Bo o co właśnie chodzi w czytaniu trudnych obcojęzycznych tekstów? Nie tylko wyłapujesz słowa i konstrukcje, których nie umiesz, ale też powtarzasz nieświadomie to, co już jest Ci znane. Używając translatora tracisz okazję, aby ćwiczyć język. Translator to tylko maszyna, nie ma ani wyczucia językowego, jeśli chodzi o słownictwo, często tłumaczy używając innego znaczenia słowa niż powinna, nie wyłapuje kontekstu, który determinuje znaczenie. Niestety na razie jeszcze, (choć technika idzie do przodu) nie udało się twórcom „wynalazku” zaprogramować maszynę tak, aby tłumaczyła używając poprawnych konstrukcji gramatycznych, wynikających nie tylko z zasad, ale i kontekstu oraz różnic kulturowych. A te są przecież niezwykle ważne w poprawnym rozumieniu języka. Szczerze mówiąc przychodzi mi na myśl jedno sensowne użycie tego wynalazku. Zdarzało mi się wykorzystywać go w charakterze słownika, gdy akurat nie miałam żadnego książkowego odpowiednika pod ręką. Ewentualne jeszcze tylko gdy robisz tłumaczenie “na brudno”.

Podsumowując:

  1. Nie łudź się, że języka można się nauczyć bez gramatyki.
  2. Nie można się nauczyć języka w ciągu ośmiu godzin.
  3. Jeśli chcesz się poważnie zająć jakimś językiem, nie korzystaj z translatorów albo rób to jak najrzadziej.

Własne sklepy i handel online to biznes Karola Borowskiego.

karol-borowski

Otwarcie sklepu to spore ryzyko. Handel online ma przed sobą sporą potencję. Karola znam już od lat. Jego firma rozwija się bardzo dynamicznie. Na rynku odżywek konkurencja jest niebotyczna. Poza sklepem internetowym Karol otwiera jednak sklepy w Almelo i w Nijkerk. Powerprotein.nl to nie tylko handel odżywkami dla pań i panów. Karol organizuje wspólnie z polskimi gwiazdami kulturystyki kursy dla instruktorów kulturystyki i fitnesu. Ma przed sobą tutaj w Holandii cel.

 

 

 

TJ: Sezon urlopów już się skończył. Każdy chce się jednak wspaniale prezentować przez cały rok. W sklepie internetowym ruch masz ruch przez cała dobę. Czy tak jest przez cały rok?

KB: Tak, sklep jest dostępny dla klientów 24 godziny 7 dni w tygodniu. Ruch jest większy przed okresem wakacyjnym, kiedy ludzie przygotowują się do urlopu oraz zaraz po jego skończeniu, aby wrócić do formy.

TJ: Założyłeś własny biznes w Holandii bez znajomości języka niderlandzkiego. O ile dobrze pamiętam pierwsze kroki w nauce języka niderlandzkiego stawiałeś w Talen Training Centrum. Później praca nad własną firmą tak Cię pochłonęła, że zaprzestałeś nauki. Czy tego nie żałujesz?

KB: Podstawy języka niderlandzkiego już znałem :).  Mieszkałem już w Holandii 5 lat, byłem już tak jak wspomniałaś po pierwszych krokach nauki w Talen Training Centrum w Ede, co również bardzo miło wspominam. Dokładnie tak było, gdy zakładałem firmę pracowałem w Holandii na 2 etaty i do tego prowadziłem własną firmę. Ciężko było pogodzić to z nauką języka niderlandzkiego. Oczywiście, że żałuje, teraz nadrabiam, bo wiem jak ważna jest komunikacja w języku holenderskim.

TJ: Dziękuję za miłe słowa o Talen Training Centrum. Masz własny, kwitnący biznes. Twoja firma poradnik-niderlandzki-w-biznesiejest znana nie tylko wśród Polaków. Od lat pozyskujesz już holenderskich klientów. Bierzesz aktywny udział w wielu polskich i holenderskich imprezach.  W jaki sposób nauczyłeś się holenderskiego języka biznesowego? Czy jako samouk lub metodą online?

KB: Jestem ambitnym samoukiem 🙂 poza tym jestem odważny. W Holandii nauczyłem się również języka angielskiego, co pozwala mi na komunikowanie się oraz załatwianie spraw z holenderskimi oraz zagranicznymi firmami.

TJ: Czy Twoim zdaniem jest możliwe zbudowanie własnego, dobrze prosperującego biznesu tutaj w Holandii bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

KB:Oczywiście, ze jest. Ja jestem tego przykładem. Tylko, że na pewnym szczeblu biznesu, jeśli zna się język niderlandzki, można osiągnąć dużo, dużo więcej. Holendrzy rozmawiają po angielsku, nie mają z tym problemu, ale znajomość języka holenderskiego pozwala na bliższy kontakt z klientem. Klient ma większe poczucie wartości, że jego partner obcokrajowiec nauczył się jego języka. Jest łatwość w komunikacji, co przekłada się na relacje i kontakty biznesowe. Tak jak wcześniej wspomniałem, to można zrobić bez znajomości języka holenderskiego.  Uważam jednak, że posługując się biegle językiem niderlandzkim kontakt jest znacznie „ głębszy “.

TJ: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

KB: Nigdy nie prowadziłem biznesu w Polsce, tak że ciężko mi jest to ocenić.

TJ: Czy, powinny być, wg Ciebie, podręczniki polsko-holenderskie do nauki języka i kultury niderlandzkiej w biznesie? Czy gdyby tego rodzaju wydania były wtedy na rynku, gdy przyjechałeś do Holandii, czy przyspieszyłyby one rozwój Twojego biznesu?

KB: Myślę, że na pewno jest to dobra opcja. Generalnie każda opcja, która może pomoc nam się rozwinąć jest dobra. Na rozwój biznesu składa się nie tylko język, ale też rozwój osobisty, doświadczenie i dużo innych czynników, oczywiście znajomość języka niderlandzkiego mogłaby znacznie to ułatwić, na pewno więcej pieniążków bym miał teraz w kieszeni 🙂

TJ: Produkty, które oferujesz kupują też holenderscy klienci. Czy oni sami Cię znaleźli czy dotarłeś do nich przez prowadzenie marketingu w języku niderlandzkim?

KB: Docieramy do holenderskich klientów poprzez mocny marketing, który prowadzimy.

TJ: Co poradziłbyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to mają za mało klientów, by „przeżyć”? Czy powinni tylko koncentrować się na „polskim” rynku w Holandii, czy śmiało szukać holenderskich klientów?

KB: Polecam odbycie szkoleń ze sprzedaży. Jeśli produkt jest dobry, to problem leży w osobie sprzedającej, a nie w produkcie. Mieszkamy w Holandii i nie powinniśmy ograniczać się do rynku Polaków. Polski rynek jest zawsze dobry, ale tutaj w Holandii jest o wiele więcej możliwości. I te trzeba wykorzystać.

TJ: Co chciałbyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają działalność swojej firmy?

KB: Dążyć do celu, nie poddawać się, nie zawsze jest łatwo. Zresztą, kto tutaj jest to w większości o tym wie.Wyjeżdżając z Polski do Holandii już zdobyliśmy się na odwagę zostawiając wszystko w Polsce. Teraz wystarczy obrać cel, nastawić się na w 100% sukces, szkolić się i to osiągnąć!

TJ: TTC zaprzęga nowoczesną technikę na potrzeby naszych klientów.  Teraz można się uczyć języka niderlandzkiego 24 godziny na dobę mając dostęp do internetu. Kursy niderlandzkiego prezentowane na e-platformie są bardzo „przyjazne” w użyciu też na smartfonie. Coraz częściej słyszę od naszych kursantów, że w necie jest teraz jak w dżungli. Trudno się połapać, które materiały są naprawdę wartościowe, a które zupełnie bezsensowne. Czy Ty, choć jesteś bardzo pochłonięty pracą, korzystasz z lekcji, które możesz znaleźć w necie?  

KB: Na razie nie, ale obiecuję, że wrócimy do tego tematu, mam nadzieję, że szybko. Bo to jest szansa na doskonalenie języka niderlandzkiego. Zwłaszcza dla tych, co nie mają czasu.

 TJ: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Życzę powodzenia w biznesie. I oczywiście zapraszam na krótkie szkolenia i warsztaty językowe dla biznesmenów.

KB: Dziękuje bardzo, wam również życzę sukcesów.

 

 

Od zaraz możesz rozmawiać w języku niderlandzkim

gramatyka-slon2Już od zaraz możesz rozmawiać w języku niderlandzkim! Tak, ale pod warunkiem, że zadasz sobie trud i przećwiczysz własne wypowiedzi.

Przed kilku dniami wzięłam udział w webinarze pana, który chwalił się, że potrafi rozmawiać w wielu językach obcych. Jego metoda to tylko nauka słówek, a potem od razu … rozmowa. Już na wstępie odważnie twierdził, że językiem niderlandzkim można wspaniale władać bez opanowania znajomości gramatyki. Hmmm….. Czyżby?! Otóż nie można! Jeśli sie na coś takiego decydujemy, płacimy wówczas tylko za to, żeby mówić niczym Kali z “W Pustyni i w puszczy”…  Bez żadnych struktur gramatycznych, żadnej poprawnej wymowy. Na pewno nie o to nam chodzi!

 

Język bez gramatyki – znacie taki?

Po takim webinarze pomyślałam, że jego autor  chyba nie traktuje poważnie uczestników, a jego jedyny cel to zarobek oparty na naiwności ludzi. Albo jest mu wszystko jedno, czy jego uczniowie mówią o “językach obcych” czy o “obcych jeżykach” –  subtelna różnica w pisowni oraz szyku wyrazów, a kompletnie zmienia znaczenie. Dokładnie więc widać, jakwiele zależy od właściwego sposobu nauki.

Wracając do samej możliwości nauki języka bez gramatyki – uważam, że siedzenie i wkuwanie na siłę tabelek niewiele daje w oderwaniu od kontekstu ich użycia. Choć czasem i to robić trzeba – nieszczęsne czasowniki same nie wejdą nam do głowy! Tak więc bez rozumienia zasad gramatyki możemy się pożegnać z jakąkolwiek znajomością języka obcego, a już holenderskiego szczególnie. Poza tym… gramatyka potrafi być naprawdę bardzo ciekawa –  wiele świetnych w praktyce przykładów na to znajdziecie w „Gramatyce…” Agaty van Ekeren Krawczyk).

Podstawowe zasady budowy języka niderlandzkiego trzeba opanować krok po kroku. Uczniowie przychodzący na kurs języka niderlandzkiego, którzy uczyli się “na żywioł”, mają czasami tak głęboko zakorzenione błędy, że lektorzy muszą włożyć wiele wysiłku, aby je wykorzenić. Największym problemem jest zmiana nawyku dotyczącego używania czasowników rozdzielnie złożonych.

Pgramatykaodobnie jest z błędną wymową. Warto pamiętać, że źle zaakcentowany wyraz w zdaniu może zmienić całkowicie znaczenie naszej wypowiedzi. Wiesz jaj jest róznica w znaczeniu słów „mand” i „maand” ? Jak nie popełniać takich błędów? Jest na to prosta zasada – uczyć się tylko zaufanych materiałów.  Nagraj sobie kawałek audycji radiowej w języku niderlandzkim i najpierw odsłuchaj kilkakrotnie, a potem powtarzaj ją razem z nagraniem. Na początku zapewne gubisz się już po kilku zdaniach. Nie załamuj się! Każdym następnym razem będzie lepiej.

I jeszcze wrócę do twierdzenia pana “od webinaru”, że przecież dzieci nie uczą się polskiej gramatyki, a mówią poprawnie. Czyżby? Dzieci uczące się języka robią tysiące błędów. Cierpliwi rodzice nieustannie je poprawiają . A kto ma cierpliwość, aby  stale  Cię poprawiać?  Poza tym dzieci potrzebują kilku lat na opanowanie języka. Na pewno Ty też masz tyle czasu…?

Następnym razem o nauce języka niderlandzkiego przy użyciu translatora.

Czy Janek padł ofiarą oszustów?

Czy Janek padł ofiarą oszustów? 

Czy Janek padł ofiarą oszustów, którzy obiecali nauczyć go języka niderlandzkiego w ciągu ośmiu godzin? I to w stopniu komunikatywnym!? W ciągu wielu lat przez kursy różnych języków prowadzone w Talen Training Centrum przewinęło się ponad pięćdziesiąt tysięcy kursantów. Wszystkim udawało się lepiej lub gorzej opanować język obcy. Niestety nikomu nie udało się przez 8 godzin nauczyć języka od zera do poziomu komunikatywnego.

Ostatnio coraz częściej spotykam takie obietnice w ofertach nauki języków. Zarówno na blogu, jak i na spotkaniach dzielę się poradami, co należy robić, aby nauka języka niderlandzkiego była bardziej efektywna i jak się do niej zmotywować. Dzisiaj natomiast, zamiast pisać, co warto robić, chciałabym się skupić na tym, czego robić się nie powinno, jeśli mamy zamiar opanować język niderlandzki! Wręcz od czego lepiej  się trzymać z daleka!

stop-oszustomDo napisania tego artykułu zainspirowały mnie trzy rzeczy: strona www kolejnego “czarodzieja” oferującego

nauczenie języka obcego w ciągu ośmiu godzin, webinar na temat nauki języka obcego oraz opinie pewnej Pani, która twierdzi, że świetnie się uczy z translatora Google (!).

Znów nawiedziła mnie myśl  (raczej mało odkrywcza), że przynajmniej połowa materiałów do nauki języka niderlandzkiego do niczego się nie nadaje…  Zarówno papier jak i internet przyjmą wszystko.  Jak więc w gąszczu powszechnie dostępnych materiałów wybrać te najsensowniejsze?

Tych, co mają ochotę mówić jak Kali z “W pustyni i w puszczy”, zaprosiłabym na stronę owego człowieka uczącegojęzyka niderlandzkiego w ciągu 8 godzin. Obawiam się jednak, że mogą przejść na “ciemną stronę mocy” i utonąć w gąszczu bajek o świętym Mikołaju. Brzmi zabawnie, prawda? Zawsze mnie zastanawiało, co ludzie widzą w różnychdaromwa-probka-videokurs-slowka-holenderskie-na-kazda-okazje technikach mnemonicznych, wymyślaniu niestworzonych historyjek, żeby zapamiętać  wyraz czy ich całą listę. Żeby poprawnie władać językiem obcym, potrzeba ok. 4000 słów. Szczerze mówiąc, znam wiele ciekawszych i skuteczniejszych sposobów ich kolekcjonowania niż wymyślanie nowych historyjek. Może komuś podobne techniki odpowiadają – ja też swego czasu próbowałam z nich korzystać. Niestety, miałam wrażenie, że tylko dodatkowo zaśmiecam sobie głowę, a długofalowych postępów raczej nie dostrzegałam. Dla ułatwienia nauki słówek BEZ BŁEDÓW polecam na przykład program DUOLINGO.

Faktu, że języka holenderskiego zwyczajnie nie da się nauczyć w 8 godzin, jeśli się nie jest osobą chorą na autyzm, nie muszę chyba dalej rozwijać… Bądźmy realistami.

 

Kolejne webinaria pewnego guru dającego wskazówki,  jak się uczyć, aby (według naszych doświadczeń w szkole) nauczyć się ŹLE mówić omówię następnym razem.

 

Przeczytaj także moje wywiady  z serii Polacy w Holandii.

https://www.talentraining.nl/category/polacy-w-holandii/

Zdrowie ma ogromny wpływ na to, co osiągniemy w naszym życiu-wywiad z dr Joanną Krzeslak-Hoogland

jkrzeslakhoogland_mg_0890c2

 

Zdrowie ma ogromny wpływ na to, co osiągniemy w naszym życiu. Troska o zdrowie ma dla nas kolosalne znaczenie, zwłaszcza w tym momencie jak zachorujemy.

Tym razem rozmawiam z dr Joanną Krzeslak-Hoogland, certyfikowanym trenerem żywienia. Joanna jest głosem bezdźwięcznych mikrobów. Chce wnieść naukę do prawdziwego życia. Jest inspirowana wpływem żywności na nasze zdrowie. Jej idea „Żywność jako lekarstwo”, przekuwa w porady na temat żywienia i higieny jelit. Wiadomo „w zdrowym ciele zdrowy duch”. I nie musimy się okłamywać. Gdy jesteśmy chorzy, na nic nie mamy ochoty, poza powrotem do zdrowia.

 

 

Teresa: Przyjechałaś do Holandii znając już język niderlandzki czy dopiero tu na miejscu podjęłaś naukę?

Joanna: Przeprowadzając się do Holandii nie znałam języka niderlandzkiego i dopiero na miejscu podjęłam jego naukę. Będąc na pierwszym roku studiów doktoranckich zaczęłam swoją pierwszą niderlandzką językową przygodę, uczęszczając na kurs organizowany przez Uniwersytet w Groningen. Muszę jednak przyznać, że przez pierwsze lata mojego pobytu w Holandii posługiwałam się głównie językiem angielskim, pasywnie chłonęłam język niderlandzki powoli dojrzewając do tego, aby zacząć nim władać.

Teresa: Masz własny, kwitnący biznes. Twoja firma jest znana nie tylko wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłaś się holenderskiego języka biznesowego?

Joanna: Dziękuję za miłe słowa. Nauka języka niderlandzkiego była dla mnie wieloetapowym procesem, jak również bezcenną inwestycją. Widzę, że jego znajomość daje mi więcej możliwości na polu profesjonalnym jak również osobistym. Na pewno ważnym etapem językowym było dla mnie zdanie państwowych egzaminów „Nederlands als tweede taal” NT2, poziom B2. Również moja praca na holenderskim uniwersytecie i w międzynarodowych firmach – pomimo, że była głównie wykonywana w języku angielskim- stanowiła istotny element mojej obecnej znajomości niderlandzkiego. Większość moich kolegów/koleżanek była Holendrami/Holenderkami i to od nich pasywnie pochłaniałam słówka, zwroty i inne tajniki tego języka, na poziomie potocznym jak również biznesowym.

Teresa: Czy Twoim zdaniem jest możliwe zbudowanie tutaj w Holandii własnego biznesu lub zrobienia kariery bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

Joanna: Myślę, że jest to możliwe aczkolwiek nie łatwe. Bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej jesteśmy narażeni na wiele potyczek i frustracji. Znajomość tej kultury i języka otwiera wiele możliwości i ułatwia funkcjonowanie biznesu, począwszy od zwykłych praktycznych spraw poprzez relacje z partnerami biznesowymi i klientami.

Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Joanna: Nie miałam możliwości prowadzenia biznesu w Polsce także trudno jest mi wskazać konkretne różnice. Myślę, że są różnice jak i podobieństwa. Z podobieństw, to każdy przedsiębiorca ma podobne wyzwania, jeżeli chodzi o zdobycie klienta, relację z klientem, reklamę, networking, definiowanie celów czy rozliczenia podatkowe.

Teresa: Co poradziłabyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to mają za mało klientów by „przeżyć”?

Joanna: Myślę, że ”wspaniały” produkt czy usługa jest fundamentem dobrze prosperującego biznesu aczkolwiek to nie wszystko, to samo w sobie nie gwarantuje nam sukcesu. Ważne jest, aby mieć plan (biznes plan), sprecyzowane cele, jak również coś, co będzie nas wyróżniało spośród innych przedsiębiorców, tzw. Unique Selling Points. W zależności od natury biznesu może to być wysoka jakość naszej usługi/produktu, unikalne cechy naszego produktu lub usług, korzystny stosunek „ceny, do jakości”, lokalizacja usług, specjalizacja usług, nisza klientów o specyficznych potrzebach, nasza osobowość, znajomość języków, nasze wykształcenie i profesjonalnalizm, nasze doświadczenie, nasza sieć kontaktów, nasze zaangażowanie itp.

Jeżeli borykamy się z mała ilością klientów to dobrze jest zdać sobie pytanie „dlaczego tak jest?”. Czy problem leży w tym, że potencjalni klienci nie wiedzą o istnieniu naszego produktu lub go po prostu nie znają? Tu pomocny może być networking, uczestniczenie w różnego rodzaju eventach, organizowanie warsztatów, wykorzystanie narzędzi takich jak „social media”, które mogą nam pomóc w promowaniu naszego biznesu/produktu. A jeżeli klienci znają nasz produkt/usługę, ale pod jakimś względem nie spełnia on/ona ich oczekiwań? W tej sytuacji najlepiej jest poprosić o feedback swoich klientów, w formie kwestionariusza, emaila itp. Ta informacja może być bezcennym drogowskazem o potrzebach naszych klientów i daje nam możliwość dostosowania naszych usług lub produktu. Inne przykładowe pytanie to czy reklamujemy nasz produkt, usługi wśród potencjalnych klientów? Kto jest naszym „idealnym” klientem?  Czy jest przejrzystość, jeżeli chodzi o nasze usługi i cenę naszych usług/produktu? Klient lubi wiedzieć, czego może oczekiwać i jaka wiąże się z tym inwestycja finansowa. Jeżeli nasze działania nie dają oczekiwanych rezultatów to dobrze jest skonsultować się z kimś, kto ma więcej doświadczenia i nas pokieruje np. mentor lub skorzystać z profesjonalnych usług, które pomogą naszemu biznesowi wznieść się ponad wyżyny.

Teresa: Na zakończenie, co chciałabyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają własną działalność?

Joanna: Przede wszystkim wykorzystujcie swoją pasję i energię, bądźcie otwarci i pozytywnie nastawieni, wierzcie w siebie i w możliwości, które są dookoła was. Dokształcajcie się na płaszczyźnie personalnej i profesjonalnej, uczcie się języka niderlandzkiego, podwyższajcie swoje umiejętności i kompetencje. Bądźcie wdzięczni za możliwość prowadzenia własnej działalności nie bojąc się ryzyka, które ono ze sobą niesie. Jeżeli uważacie, że błądzicie to szukajcie wsparcia u rodziny, znajomych czy profesjonalistów.

Teresa: Czy, powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy tego rodzaju wydania przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu?

Joanna: Myślę, że takie podręczniki byłyby bardzo pomocne Polakom w odnalezieniu się w kulturze holenderskiego niderlandzki-drugi-krok-cd-a2-b1biznesu. Zwłaszcza Polakom, którzy przeprowadzili się do Holandii tuż przed rozpoczęciem działalności gospodarczej i nie mieli możliwości poznania holenderskiej kultury, i gdy ich doświadczenia zawodowe opierają się głównie na polskich realiach. Zanim ja założyłam moją firmę w Holandii miałam okazję tutaj pracować przez ponad 10 lat, co dało mi możliwość zapoznania się z tutejszą kulturą, językiem i klimatem. Dało mi to dobrą bazę doświadczeń, ale z pewnością taki podręcznik byłby wartościowym dodatkiem w rozwoju mojego biznesu.

Teresa: Joanno, dziękuję z rozmowę. Twoja praca, twoja firma to cegiełka, która z pewnością przyczyni się do poprawienia naszego zdrowia. Dla wszystkich zainteresowanych pasją Joanny zapraszam na www.probioticdigest.com Joanna jest tu, by wspierać osoby w ich drodze do dobrego samopoczucia. Tobie życzę dalszych sukcesów zarówno w życiu osobistym jak i w dalszym rozwoju firmy.

 

Monika Krzepczak znalazła sposób by pożywienie było lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem.

monika-krzepczak

 

Dzisiaj rozmawiam z Moniką Krzepczak, właścicielką firmy Be Healthy mk www.behealthymk.com

Monika jest trenerem zdrowego trybu życia. Ukończyła studia magisterskie na Politechnice w Częstochowie oraz studia podyplomowe w Wyższej Szkole Nauk Społecznych w Lublinie z zakresu Dietetyki i planowania żywienia.

Motto Moniki to: Niech pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem.

 

 

Teresa: Moniko, przyjechałaś do Holandii znając już język niderlandzki czy dopiero tu na miejscu podjęłaś naukę?

Monika: Dopiero tutaj na miejscu podjęłam naukę, i to nie od razu. Zbyt długo z tym zwlekałam. Gdyby nie to, już wcześniej zdecydowałabym się na założenie własnej działalności.

Teresa: Masz własny, kwitnący biznes. Twoja firma jest znana nie tylko wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłaś się holenderskiego języka biznesowego?

Monika: Holenderskiego języka biznesowego wciąż się uczę, co mam nadzieję w przyszłości pozytywnie wpłynie na kontakt z klientami. Języka uczyłam się na kursie NT2.

Teresa: Czy Twoim zdaniem jest możliwe zbudowanie tutaj w Holandii własnego biznesu bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

Monika: Wydaje mi się, że to może być trudne albo ograniczające. Moim zdaniem znajomość języka, jakim się posługujemy w danym kraju to klucz do sukcesu. Oczywiście można się porozumieć, np. w języku angielskim, ale dużo się traci, bo Holendrzy pozytywnie odbierają chociażby próby mówienia w języku niderlandzkim. Dobrze też znać kulturę Holenderską, oczekiwania i potrzeby holenderskich klientów.

Teresa: Jakie największe różnice widzisz w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Monika: W Holandii przede wszystkim łatwiej jest wystartować ze swoim biznesem, ze swoim pomysłem. Ludzie są bardziej otwarci i nie ma tylu problemów z biurokracją. Poza tym brak znajomości języka niderlandzkiego może być problemem.

Teresa: Co poradziłabyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to mają za mało klientów by „przeżyć”?

Monika: Przede wszystkim networking, spotykanie ludzi „face to face” Reklama i jak najlepsze informowanie klientów o swoim produkcie czy usłudze.

Teresa: Na zakończenie, co chciałabyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają własną działalność?

Monika: Aby nie czekać zbyt długo, nie bać się i zdecydowanie nauczyć się języka niderlandzkiego.

Teresa: Czy, powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w uitspraaktraining-nederlandsbiznesie? Czy tego rodzaju wydania przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu?

Monika: Jak najbardziej tak, myślę, że to pomogłoby w rozwoju biznesu, w komunikacji biznesowej. Chciałabym dodać od siebie dla przyszłych przedsiębiorców. Warto podążać za marzeniami, pasjami, zgłębiać swoją wiedzę i cały czas się rozwijać. Nauka języka niderlandzkiego nie zawsze jest łatwa. Jest wyzwaniem, ale znajomość nowego języka przynosi tylko korzyści. Przy wyborze szkoły kierować się nie tylko ceną. Najtańsza, to nigdy nie najlepsza.

Teresa: Moniko dziękuję za rozmowę. Życzę Ci dalszych sukcesów zawodowych. I wykorzystując okazję zapraszam do nauki języka biznesowego w Talen Training Centrum.

Alena Wajs-Hielema nie boi się podejmowania działań i radzi wychodzić ze strefy komfortu.

 

Dzisiaj rozmawiam z Aleną Wajs-Hielema, coachem, trenerem i właścicielką firmy Hielema Coaching www.hielemacoaching.nl o potrzebie znajomości kultury kraju, w którym się mieszka oraz nauce języka niderlandzkiego. Alenę poznałam kilka lat temu. Jej rozwój osobisty i rozwój jej firmy to alena-portretprzykład, że można spełnić swoje marzenia.

 

Teresa: Aleno, przyjechałaś do Holandii znając już język niderlandzki czy dopiero tu na miejscu podjęłaś naukę?

Alena: Nie, nie miałam wcześniej styczności z językiem holenderskim. Dopiero tu na miejscu podjęłam naukę języka niderlandzkiego, ale wszystko zaaranżowane było już na kilka miesięcy przed moim przyjazdem.

Teresa: Masz własny, kwitnący biznes. Twoja firma jest znana nie tylko wśród Polaków. W jaki sposób nauczyłaś się holenderskiego języka biznesowego?

Alena: Dziękuję za miłe słowa. W tej chwili zajmuję się projektami szkoleniowymi rozwoju osobistego dla polskiej społeczności w Holandii, natomiast już od września będą miały miejsce projekty związane z areną międzynarodową. Jeśli chodzi o język, to intensywną naukę holenderskiego rozpoczęłam dokładnie pięć dni po przyjeździe do Holandii, w kwietniu 2005 roku.

Osobiście uważam, iż jeśli planujemy dłuższy pobyt w obcym kraju, warto poświęcić czas na naukę tutejszego języka, aby móc lepiej socjalizować się z lokalną społecznością i zrozumieć wiele niuansów życia codziennego oraz tym bardziej świata biznesu. Edukację kontynuowałam intensywnie przez cały rok (4xtyg), osiągnąwszy tym samym poziom B2 (zgodnie z wytycznymi The Common European Framework of Reference for Languages, CEFR). Na pewno pomógł mi również fakt, iż zazwyczaj porozumiewałam się w języku holenderskim w korporacjach, zwłaszcza w ostatnim miejscu pracy, Fugro, firmie holenderskiej, która pomimo tego, iż jej oficjalnym językiem był angielski, w biurze operowano głównie językiem holenderskim (ja raportowałam również do holenderskiego dyrektora). Dzisiaj mogę powiedzieć, że swobodnie potrafię komunikować się w tym języku, zarówno na poziomie personalnym jak i biznesowym.

Teresa: Czy Twoim zdaniem jest możliwe zbudowanie tutaj w Holandii własnego biznesu bez znajomości holenderskiej kultury biznesowej?

Alena: Myślę osobiście, że raczej nie można, jeśli poważnie myśli się o biznesie i jego ekspansji. Uważam, że należy się integrować. Poznawać ludzi i kraj, który się zamieszkuje oraz obyczaje, również te biznesowe, w nim panujące.  Co jest ważne w Holandii w biznesie to na pewno punktualność, reguła: „afspraak is afspraak” oraz bycie konkretnym, „to the point”.

Teresa: Jakie widzisz największe różnice w sposobie prowadzenia biznesu w Polsce i w Holandii?

Alena: Myślę, że dużą różnicą jest fakt, iż w Holandii umowy słowne również standardowo obowiązują i każda ze stron się do nich stosuje tak samo jak do kontraktów pisemnych. Holendrzy doceniają fakt, iż obcokrajowcy uczą się języka holenderskiego i włączają się do tutejszej społeczności. Najważniejsze jest, myślę, aby robić to, co się obiecuje i zaskakiwać klientów wysoką jakością.

Teresa: Co poradziłabyś polskim przedsiębiorcom, którzy mają wspaniałe produkty lub usługi, a mimo to mają za mało klientów by „przeżyć”?

Alena: Jest kilka sposobów prócz tych oczywistych. Na pewno stworzenie dobrej strategii sprzedaży, opanowanie znajomości języka niderlandzkiego na poziomie przynajmniej podstawowym lub szukanie holenderskich partnerów.  Radziłabym również odwiedzać eventy networkingowe, imprezy/konferencje branżowe, gdzie można spotkać potencjalnych partnerów, klientów oraz pogłębiać fachową wiedzę.

Myślę, że wielu polskich przedsiębiorców zaniża zdecydowanie wartość swoich usług, mając w tyle głowy myśl, że muszą obniżyć stawkę, aby być konkurencyjnym na rynku. Ja jestem zwolennikiem szanowania siebie, wartości swoich usług/produktów i zaprezentowania się światu w pełnej krasie
i z pewnością siebie.

Teresa: Czy, powinny być na rynku podręczniki polsko-holenderskie dotyczące języka i kultury w biznesie? Czy tego rodzaju wydania przyspieszyłyby rozwój Twojego biznesu?

Alena: Osobiście nie jestem zwolenniczką lektur w języku holenderskim akurat w tym zakresie. Wolę zdecydowanie szkolenia oraz żywy kontakt na różnego rodzaju eventach z Holendrami, aby zaobserwować, tudzież omówić pewne kwestie dotyczące tego typu spraw.mow-co-chcesz-po-holenderku-podrecznik-a1-a2-cd

Teresa: Na zakończenie, co chciałabyś przekazać tym Polakom w Holandii, którzy dopiero rozpoczynają własną działalność?

Alena: Przede wszystkim należy dobrze przygotować swój plan/model biznesowy – co chcę robić/dla kogo/jak/z kim/za ile/ile chcę zarobić etc. Odwiedzać różne eventy dla startup’ów, których jest mnóstwo w Holandii oraz branżowych konferencji. No i przede wszystkim działać pomimo strachu!
Wszyscy to mamy, to normalne, ale nie dajmy się temu złamać! Nie myśleć, czy akcent mam taki, czy gramatycznie to zabrzmi, jak Holendrzy mnie odbiorą etc. Bądź pewien siebie, zawsze dobrze przygotuj się do rozmowy i złożenia oferty, zaproponuj wysoką jakość produktów/usług, bądź konkretny, uśmiechnij się i podbijaj Holandię! I oczywiście zaplanować, chociaż pół dziennie lub 2 godziny w tygodniu na doszlifowanie biznesowego języka niderlandzkiego.

Teresa: To cenne wskazówki, które dajesz. Wiara w siebie z pewnością jest ważna by osiągnąć sukces. Droga na szczyt nie jest usłana różami bez kolców. Ja uważam, że porażki są jak szczepionki – uodpornią nas przedsiębiorców. A więc proszę o ostatnią poradę dla polskich przedsiębiorców.

Alena: Myślę, że najważniejsze w biznesie jest to, aby prowadzić go w zgodzie ze swoimi wartościami, etycznie, spójnie i nie bać się podejmowania działań! Bo działanie to podstawa! I tego uczę również na moich szkoleniach!!  I jak mówi „zasada 5 sekund” – jeśli masz impuls do działania w kierunku realizacji swojego celu, musisz fizycznie wykonać to w 5 sekund, bo inaczej mózg po prostu zabije ten pomysł!  Zatem powodzenia!

Teresa: Aleno, dziękuję za rozmowę. Życzę Ci dalszych sukcesów zawodowych. I wykorzystując okazję zapraszam czytelników do nauki języka biznesowego w Talen Training Centrum.